Karetki bez lekarzy
Coraz trudniej o lekarza w karetce. Według danych Ministerstwa Zdrowia w tym roku średnio w co drugim ambulansie specjalistycznym, który wyjeżdżał do pacjenta, nie było medyka, choć teoretycznie powinien być.
Tymczasem specjalistyczne zespoły ratownictwa i tak są już w mniejszości; pięć na sześć karetek jest typu P, czyli jeździ do pacjentów tylko z ratownikami i sanitariuszami. Powód? Lekarze nie garną się do pracy w pogotowiu.
– Corocznie zwiększamy stawkę godzinową dla lekarzy – średnio jest to obecnie ok. 200 zł za godzinę – ale chętnych nie ma. Specjalista w szpitalu może zarobić dwa razy więcej. W karetkach jeżdżą już tylko pasjonaci, którzy pracują od lat. To na nich bazujemy – tłumaczy Jacek Adamonis, dyrektor Miejskiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Gdyni. Jak sprawdził DGP, w przyszłym roku karetek specjalistycznych będzie jeszcze o 25 proc. mniej. – Pacjenci czują się objęci lepszą opieką, jeśli w karetce jest medyk. Ale tak nie będzie, bo lekarzy jest za mało i są najdroższym elementem systemu. Mam nadzieję, że karetki S pozostaną ze względu na sytuacje wyjątkowe, ale jako społeczeństwo musimy się przyzwyczaić do tego, że rolą zespołu ratownictwa medycznego jest jak najszybciej zawieźć pacjenta do szpitala, a do tego nie jest konieczny lekarz – podkreśla Magdalena Kołodziej, prezeska Fundacji My Pacjenci. ©℗ B8
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.