Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Zdrowie

Na wprowadzeniu w Polsce sztywnych marż leków stracą ich producenci, ale też pacjenci i budżet

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Ministerstwo Zdrowia ogłosiło, że wprowadzenie sztywnych marż w obrocie lekami będzie elementem zmian, które mają zostać wprowadzone w 2010 roku. Producenci uważają, że leki w aptekach przez to zdrożeją, więc resort powinien przed podjęciem decyzji skonsultować ją z branżą.

Związek Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych Infarma zlecił niezależne ekspertyzy dwóm firmom, które posiadają niezbędną wiedzę i dane na temat polskiego rynku farmaceutycznego. Oba te raporty wykazały nawet kilkunastoprocenowy wzrost cen dla pacjenta po wprowadzeniu sztywnych marż. W różnych klasach terapeutycznych może on być znaczniej wyższy lub niższy.

Autorzy obu raportów - IMS i PharmaExpert - funkcjonują na rynku dzięki rzetelności przekazywanych informacji. Co ciekawe, nie wiadomo, na jakich danych bazuje resort, żeby udowodnić swoją tezę, że po wprowadzeniu nowego prawa ceny spadną. Najwyraźniej jedynie na swoich przypuszczeniach i założeniach. Polska powinna słuchać głosu największych inwestorów w branży. Nie chodzi o żadne dodatkowe prawa, tylko o możliwość dialogu i pewną dozę zaufania we wzajemnych relacjach. Nowe regulacje mają ogromne znaczenie dla wszystkich uczestników rynku: producentów, hurtowników, farmaceutów i przede wszystkim pacjentów. W tej sprawie potrzebny jest okrągły stół, który powinien zostać jak najszybciej zwołany przez Ministerstwo Zdrowia. Jeszcze nie jest za późno.

Mamy w Polsce niskie ceny leków innowacyjnych, ale wysoki poziom współpłacenia pacjenta, czyli tego ile on sam musi zapłacić z własnej kieszeni za lek kupowany w aptece. Wysokie współpłacenie można obniżać na dwa sposoby. Najprościej przez podwyższenie poziomu wydatków na refundację, ale na to jest za mało pieniędzy w systemie. Alternatywnym sposobem jest system właśnie taki, jak obecnie, w którym producenci, chcąc zwiększać dostępności leków, mogą wpływać na ich ceny, np. elastycznymi marżami.

To jeden z argumentów, którymi posługuje się Ministerstwo Zdrowia: pacjenci biegają po aptekach i wykupują leki za złotówkę, tylko po to, by o nich później zapomnieć. Jakiś margines takich zachowań pewnie występuje. Ale czy powoduje on wzrost wydatków na refundację leków? Nie znam na to żadnych dowodów. Żebym nie został źle zrozumiany - leki za grosz czy wręcz dopłaty do niektórych farmaceutyków są patologią. Niektóre mechanizmy, w których apteki decydują się nie zarobić na jakimś leku, po to, by przyciągnąć do siebie klientów, są nadużyciem.

Wystarczy wprowadzić stałą, obowiązkową i sztywną opłatę ryczałtową, np. 3,20, do każdego leku wydawanego w aptece. To byłaby taka zapłata za wykonaną przez farmaceutę usługę. Ta kwota nie byłaby refundowana. To byłby minimalny koszt ponoszony przez pacjenta przy zakupie każdego leku. W ten sposób resort zlikwidowałby promocje leków za złotówkę. Taki mechanizm obowiązuje w większości krajów Europy Zachodniej.

Sposobu kontrolowania poziomu marż i cen nie powinno się rozpatrywać bez kontekstu systemu refundacji. W krajach skandynawskich, w których mocno reguluje się rynek farmaceutyczny, występuje pełna refundacja leku - tam pacjent płaci jedynie stałą opłatę za usługę apteczną - i wtedy sztywna marża i cena nie mają już żadnego znaczenia dla pacjenta. W kontekście rynku w kraju, w którym dopłaty pacjentów są tak duże, elimowanie elastycznego systemu cen i marż jest sprzeczne z innym celem ministra zdrowia, czyli obniżaniem cen leków.

Idąc tym tokiem rozumowania, usztywnijmy ceny telewizorów. Dzięki temu klienci nie będą musieli biegać po sklepach w poszukiwaniu tańszych odbiorników, bo ceny będą na tym samym, choć pewnie trochę wyższym, poziomie. To ja jednak wolę mieć wybór i poszukać najlepszej oferty spośród wielu. Tak działa wolny rynek konsumencki.

Oczywiście, że nie. Ale w naszej sytuacji, w której pacjent dopłaca do leku kilkadziesąt, a nawet kilkaset zł, powiniem mieć prawo wyboru w ofertach aptek. A raporty IMS i PharmaExpert dowodzą, że usztywnienie marż nie spowoduje obniżenia cen leków.

Oczekiwaną zmianą jest usprawnienie i uczynienie bardziej transparentnym procesu tworzenia list refundacyjnych. Znacznie odstajemy od standardów unijnych. W tym roku zapowiadano cztery listy refundacyjne, a będą tylko dwie, przy czym druga pojawiła się dopiero w grudniu.

Z naszych obserwacji wynika, że ministerstwu najwyraźniej brakuje specjalistów. Wąskim gardłem jest Agencja Oceny Technologii Medycznych, przez którą przechodzą wszystkie wnioski refundacyjne. Zasoby kadrowe resortu i agencji powinny zostać wzmocnione.

W tym roku leki odtwórcze rosną w podobnym tempie co leki innowacyjne, których dynamika bardzo uzależniona jest od aktualizacji list refundacyjnych. Co ciekawe, producenci generyków zwiększają swoje budżety promocyjne i zatrudniają coraz więcej przedstawicieli medycznych odpowiedzialnych za docieranie do lekarzy, pomimo rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia ograniczającego ten dostęp. Z drugiej strony mamy zmniejszającą się liczbę przedstawicieli zatrudnianych przez producentów leków innowacyjnych ze względu na konsolidację branży, ostre regulacje i zmieniający się profil leków coraz bardziej specjalistycznych.

*Jerzy Toczyski prezes zarządu GlaxoSmithKline Pharmaceuticals

@RY1@i02/2009/251/i02.2009.251.166.005a.001.jpg@RY2@

Fot. Wojciech Górski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.