W Polsce nikomu nie zależy na rzetelnej reformie systemu ochrony zdrowia
Co roku jesienią media i niektórzy dyrektorzy szpitali straszą, że lada dzień przestaną przyjmować pacjentów, bo skończyły się limity przyjęć.
W informacji tej prawdą jest jednak tylko to, że zabiegi planowe i wizyty u specjalistów są przesuwane w czasie. Ale podobnie dzieje się przecież nawet w bogatej Anglii. W sytuacjach zagrażających życiu, poza patologicznymi przypadkami, żaden pacjent nie jest w Polsce pozbawiony pomocy - świadczą o tym tzw. dostawki w szpitalach. A przecież z problemem ratowania ludzi nie poradziła sobie Francja w czasie lata stulecia, choć ma świetnie zorganizowaną służbę zdrowia. Nie oznacza to jednak, że na polskich rozwiązaniach powinni wzorować się inni. Wręcz odwrotnie. Praktycznie od reformy rządu Jerzego Buzka przez dziesięć lat niewiele się zmieniło w tej dziedzinie. Powstał Narodowy Fundusz Zdrowia, ale przypomina instytucję z epoki centralizmu demokratycznego. Obiecywano nam leki za złotówkę itp. Te pozorne ruchy miały na celu zdobyć poklask wyborców. Nic więcej.
Natomiast samo limitowanie świadczeń nie jest czymś nieznanym w ochronie zdrowia. Każda bowiem kwota przeznaczona na opiekę medyczną zostanie wydatkowana. Tak będzie w zamożnych Stanach Zjednoczonych, w znanym skąd nikąd Gabonie czy w Polsce. Nowoczesne technologie, terapie czy leki innowacyjne są coraz droższe, ale znacznie wydłużają życie. I m.in. dlatego tak gwałtowanie wzrasta liczba chorych przebywających na oddziałach wewnętrznych, szczególnie jesienią i zimą. Niektóre przyjmują nawet 100 proc. więcej pacjentów niż zazwyczaj. Są wśród nich osoby stare, samotne, bezdomne. Dla nich szpital jest ostatnią deską ratunku. Często płaci za ich leczenie nie otrzymując nawet złotówki z NFZ, bo już dawno wyczerpał limity. Zazwyczaj taki pacjent wraca na przezimowanie do szpitala po dwóch tygodniach, bo nie miał pieniędzy na wykupienie recepty i znowu podupadł na zdrowiu. Szpital wyręcza w ten sposób lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, czy pomoc społeczną ustawowo zobowiązaną do niesienia pomocy takim ludziom.
Tak być nie może i być nie powinno. Ale tak jest. Zresztą politycy chyba przekonali polskiego pacjenta, że służba zdrowia jest bezpłatna. I teraz on już wie, że należą mu się wszystkie świadczenia, choć konstytucja stanowi jedynie, że ma tylko równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Ale pacjent wie lepiej i nie od dziś żyje w tym fikcyjnym przekonaniu. Politycy nie chcą tego zmieniać. Po co rzetelnie określać koszyk świadczeń gwarantowanych, czyli świadczeń przysługujących za płacenie składki zdrowotnej? Po co narażać się rolnikom, za których budżet płaci tę składkę, czyli wszyscy podatnicy? Po co ją zwiększać, albo wprowadzić ubezpieczenie pielęgnacyjne, skoro zaprotestują pracodawcy? Albo jakieś współpłacenie, czy opłaty hotelowe. Przecież ten lud od europosła Kurskiego tego nie kupi! Tak myślą politycy.
@RY1@i02/2009/205/i02.2009.205.166.008c.101.jpg@RY2@
Józef Kielar
Józef Kielar
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu