Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Zdrowie

Baton zamiast lekcji WF-u

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Co piątemu polskiemu dziecku grozi nadwaga - twynika z pierwszego w Polsce badania o otyłości. Najbardziej zagrożeni tą dolegliwością są chłopcy.

Największe problemy z wagą mają dzieci z rodzin średniozamożnych z miast średniej wielkości. - To te, które nie muszą oszczędzać na jedzeniu, ale których jeszcze nie stać na promowanie zdrowego stylu życia - wyjaśnia autor badań Zbigniew Kułaga z zakładu zdrowia publicznego w Centrum Zdrowia Dziecka. I dodaje, że skala zjawiska zaskoczyła badaczy. Zakład w ramach projektu "Olaf" zbadał prawie 18 tys. dzieci w wieku od 7 do 18 lat. To pierwsze tak szeroko zakrojone badania po 1989 r.

Problemy z wagą powodują, że do lekarzy trafiają dzieci z nadciśnieniem tętniczym, które uznawano dotąd za chorobę dorosłych i którym pediatrzy raczej się nie zajmowali. - Ale teraz często są do tego zmuszeni, bo przychodzą do nich dzieci z coraz większymi problemami - mówi prof. Anna Dobrzańska, konsultant krajowy ds. pediatrii. Z jej badań wynika, że Polska dogania w tej sferze Europę. Choć daleko nam jeszcze do Wielkiej Brytanii - tam co trzecie dziecko zmaga się z otyłością, a 17 proc. grozi nadwaga. - Jeśli nic się nie zmieni, w szybkim tempie możemy osiągnąć podobne wskaźniki - mówi prof. Dobrzańska.

Z badań Głównego Inspektoratu Sanitarnego wśród gimnazjalistów wynika, że 6 proc. dzieci ma nadwagę, a 11 proc. jest otyłych. Nic dziwnego: jedna czwarta nastolatków przyznaje, że podjada w nocy. Tyle samo rezygnuje z pierwszego śniadania. A w ich jadłospisie znajdują się głównie batony, chipsy i kanapki. Kupują je najczęściej w szkolnych sklepikach. - Rodzice nie mają czasu na zrobienie śniadania, więc dają dziecku kilka złotych i mówią: "Kup sobie coś w sklepiku", pozbywając się problemu - mówi Agnieszka Barańska, nauczycielka w jednej z warszawskich podstawówek. I dodaje, że rodzice rzadko kiedy kontrolują potem, co dzieci sobie kupują.

Złe żywienie to niejedyna przyczyna tycia dzieci. Kolejną jest brak ruchu. Z badań GIS wynika, że dzieci jako jedyną formę aktywności wskazują drogę do szkoły - tak deklaruje 60 proc. - i zajęcia wychowania fizycznego. W dodatku często uczniowie, którzy mają problemy z tuszą, uzyskują zwolnienia lekarskie z lekcji WF.

- Coraz więcej dzieci jest podwożonych do szkół, a czas wolny spędzają one przed komputerem lub telewizorem - mówi Dobrzańska. W efekcie co piąte dziecko skarży się na problemy z kręgosłupem, stawami, sercem czy astmą. Jednak tej złej oceny stanu zdrowia nie potwierdzają rodzice: zdecydowana większość z nich twierdzi, że ich dzieci są zdrowe.

Zdaniem Dobrzańskiej diagnoza jest, ale gorzej z pomysłem, jak zmienić stan rzeczy. I nie doprowadzić do sytuacji takiej jak w Wielkiej Brytanii, gdzie publiczna służba zdrowia wydaje na leczenie chorób wywołanych nadwagą i otyłością 4,2 mld funtów rocznie.

Efektem badań w ramach projektu "Olaf" jest opracowanie norm wartości ciśnienia tętniczego dla polskich dzieci. Dotychczas korzystano z norm dla dzieci amerykańskich.

@RY1@i02/2010/104/i02.2010.104.000.008a.001.jpg@RY2@

Jadłospis gimnazjalistów to dziś głównie batony i chipsy, a nie owoce i warzywa

Klara Klinger

Dominika Sikora

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.