Szpitale leczą pacjentów, których nie powinny
Wzrost nakładów na lecznictwo szpitalne nie przekłada się na poprawę jakości leczenia pacjentów. Szpitalne kolejki, poza nielicznymi wyjątkami, się nie skracają. Sytuację może poprawić urealnienie wyceny świadczeń i wymuszenie na szpitalach dyscypliny finansowej.
Złożyło się na to kilka elementów. Chociaż na leczenie szpitalne nominalnie przeznacza się więcej pieniędzy, to nie są one wydawane tylko na bezpośrednie koszty świadczeń. Z tych pieniędzy szpitale płacą również za amortyzacje - chociażby sprzętu medycznego, czy pokrywają koszty, wody, gazu czy prądu.
Nie wiem, czy większość. Prawdą jest, że w części szpitali koszty osobowe - wynagrodzeń i pochodnych - przekraczają 80 proc. ich budżetu. Niewiele zostaje wtedy na leczenie, przy założeniu że placówka musi ponieść jeszcze wydatki na energię elektryczną, wodę czy utrzymanie obiektu.
Stosując modyfikację wyceny, można zwiększać zainteresowanie szpitali wykonywaniem niektórych świadczeń. I może to przynosić pozytywne rezultaty. Przykładem może być chirurgia urazowo-ortopedyczna, gdzie atrakcyjne wyceny endoprotezoplastyki doprowadziły do powstania nowych oddziałów, a tym samym skrócenia kolejek do tych zabiegów. Innym przykładem jest kardiologia inwazyjna. Są to jednak wybrane obszary, uznane za NFZ za priorytetowe ze względu na bezpieczeństwo zdrowotne pacjentów. Jest jednak wiele takich obszarów, w których dostępność jest mała albo prawie jej nie ma.
W zasadzie to wartość kontraktów wzrosła. Ale nie z powodu podniesienia limitów świadczeń. Główną przyczyną wzrostów było powstanie tzw. nadwykonań, czyli świadczeń, jakie dana placówka udzielała mimo wyczerpania limitu określonego w kontrakcie przez NFZ.
Tkwi on u podstaw tworzenia systemu ubezpieczeniowego. Powstanie kas chorych wiązało się z przejęciem przez nie finansowania źle zarządzanymi szpitalami. Jednocześnie lekarze rodzinni i przychodnie specjalistyczne nie radziły sobie z przejęciem części nowych zadań. Doszło więc do sytuacji, w której większość ciężaru odpowiedzialności za zdrowie pacjentów spadła na szpitale. Stan ten utrzymuje się nadal, bo m.in. finansowanie ambulatoryjnej opieki specjalistycznej jest z roku na rok zmniejszane.
Tak. W szpitalach realizuje się dużą część świadczeń, które mogą być bardziej dostępne i tańsze w systemie opieki ambulatoryjnej.
Pierwszym krokiem powinno być dokonanie zmiany sposobu wyceny i finansowania podstawowej opieki zdrowotnej i specjalistycznej opieki ambulatoryjnej. To wymaga stworzenia zupełnie nowego katalogu usług tam wykonywanych.
To najprostsza recepta. Wydaje się jednak, że podwyżka składki zdrowotnej i wprowadzenie systemu dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych jest nieuniknione.
Moim zdaniem, nie. Nakłady na ochronę zdrowia to naprawdę bardzo duże pieniądze. Ich zwiększanie nie spowoduje, że wszystkie problemy systemu lecznictwa znikną. Trzeba jeszcze stworzyć stabilne narzędzia do jego zmiany opartej na wiedzy medycznej, ocenie efektywności kosztowej. To się wiąże z wprowadzeniem rachunku kosztów zarówno poszczególnych świadczeń, jak i całości systemu.
@RY1@i02/2010/085/i02.2010.085.183.006a.001.jpg@RY2@
Archiwum
Rafał Janiszewski
specjalista w zakresie systemu opieki zdrowotnej. Ekspert sejmowej Komisji Zdrowia i niezależny doradca. Autor ponad 60 publikacji z zakresu zasad rozliczania świadczeń zdrowotnych
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu