Chorzy odzyskają prawo do leczenia
Zamiast rozpoczynać leczenie pacjentów chorych na raka, szpitale odsyłają ich do innych ośrodków. To efekt decyzji prezesa NFZ, że tzw. niestandardową chemioterapię może prowadzić o połowę mniej szpitali niż dotychczas.
Premier postawił ultimatum: jeśli prezes nie naprawi błędu, może stracić stanowisko.
Przez cały dzień Ministerstwo Zdrowia i NFZ twierdziły, że winni odcięcia chorych od terapii są lekarze, którzy źle zinterpretowali prawo. Dopiero kiedy wieczorem premier wezwał minister Ewę Kopacz i szefa NFZ Jacka Paszkiewicza do kancelarii, oboje przyznali, że zawinił Fundusz. Premier dał im dwa tygodnie na przywrócenie stanu z 2009 roku. Kopacz zapewniła, że całą noc prezes i prawnicy NFZ będą doprecyzowywać przepisy, tak by od piątku chemioterapia była świadczona nieodpłatnie.
Szpitale przestały przyjmować pacjentów, po tym jak pod koniec roku weszło w życie nowe zarządzenie o leczeniu chorych na raka chemioterapią niestandardową. W dramatycznej sytuacji znalazły się tysiące osób. W ubiegłym roku tę terapię oferowało przeszło sto ośrodków w całej Polsce. Od pierwszego stycznia takich szpitali została zaledwie połowa. Wszystko przez zarządzenie wydane w listopadzie przez szefa NFZ Jacka Paszkiewicza, w którym wyraźnie napisano, że chemioterapia niestandardowa może być prowadzona jedynie w tych ośrodkach, które zatrudniają wojewódzkiego konsultanta. Efekt? Na Śląsku z 11 szpitali oferujących leczenie chemioterapią niestandardową zostało 5. W sąsiednim woj. dolnośląskim z 12 placówek w 2009 roku - jedynie 3. Szpitale, którym odebrano prawo do leczenia chorych, muszą ich odsyłać z kwitkiem. Pacjenci szukają więc pomocy w tych szpitalach, którym pozostały uprawnienia. Muszą nawet jeździć do innych miast. Jeszcze w grudniu szpital w Siedlcach mógł ratować życie, dziś pacjenci muszą jechać do Warszawy.
- W ostatnich dniach zgłosiło się do nas mnóstwo chorych, którym przerwano leczenie w innych ośrodkach - mówi wicedyrektor warszawskiego Centrum Onkologii dr Piotr Siedlecki. - Mam nadzieję, że Fundusz szybko rozwiąże ten problem - dodaje.
Nadzieję ma też Urszula Zakrzewska-Działoszyńska z Dolnego Śląska. Od kilkunastu lat cierpi na wyjątkowo złośliwy nowotwór szpiku kostnego. Nie pomagały jej żadne terapie. Od kilku miesięcy kobieta czuje się lepiej, bo przyjmuje najnowsze leki, nieujęte jeszcze w katalogu Narodowego Funduszu Zdrowia. To jest właśnie chemioterapia niestandardowa, której nie refunduje NFZ. Kiedy z początkiem tego roku Zakrzewska-Działoszyńska złożyła wniosek o przedłużenie terapii, Fundusz odpowiedział, że nie może nawet rozpatrzyć jej wniosku. Dlaczego? Bo nie podpisał jeszcze umów ze szpitalami, które miałyby świadczyć takie leczenie. - Jeśli nie dostanę tego leku, będzie to dla mnie tragedia - mówi Zakrzewska-Działoszyńska.
NFZ i resort zdrowia zorganizowały wczoraj specjalną konferencję prasową, na której przekonywały, że nie przyczyniły się do dramatu chorych na raka. - Nie ma żadnych zmian w przepisach określających zasady dostępu do chemioterapii niestandardowej - zapewniał wiceszef Ministerstwa Zdrowia Marek Twardowski. Dodawał, że chorzy mogą być leczeni w tych samych placówkach co w zeszłym roku. A chaos w szpitalach nazwał "pewnym zamieszaniem interpretacyjnym". - Lekarze powinni dopytać o interpretację przepisów w oddziałach NFZ - dodawał Paszkiewicz. Twierdził, że przepisy nie zostały zmienione, a chemioterapię mogą oferować nie tylko szpitale zatrudniające konsultantów, ale wszystkie, które robiły to dotychczas. Konsultanci muszą jedynie opiniować wnioski o finansowanie terapii.
To jednak nie jest prawda. Urzędnicy NFZ podpisywali przecież umowy na chemioterapię niestandardową w 2010 roku tylko z placówkami zatrudniającymi konsultantów. - Tak rozumieliśmy przepisy - mówi krótko rzeczniczka NFZ w Krakowie Aleksandra Kwiecień. Teraz urzędnicy czekają na nowe zarządzenie prezesa Paszkiewicza. - Dopiero ono pozwoli nam podpisać kolejne umowy - mówi Jacek Kopocz z NFZ w Katowicach.
Do tego czasu nic się nie zmieni. - Kontrakt z NFZ to umowa cywilno-prawna, która dziś mówi wyraźnie: w moim szpitalu nie wolno nam przyjmować chorych na niestandardową terapię. Żeby się to zmieniło, muszę mieć na biurku nowe pismo od Paszkiewicza - mówi prof. Cezary Szczylik ze stołecznego szpitala przy Szaserów.
W podobnym tonie wypowiada się krajowy konsultant w dziedzinie hematologii prof. Wiesław Jędrzejczak. - Takie leczenie jest niezwykle kosztowne. Żaden lekarz nie podejmie decyzji o jego zastosowaniu, póki nie będzie absolutnej pewności, że wolno mu to zrobić. Kiedy do szpitala przychodzi kontrola z NFZ, musimy pokazać podstawę prawną upoważniającą nas do leczenia. Zacytowanie słów prezesa Funduszu to za mało - mówi prof. Jędrzejczak.
Ale nawet jeśli NFZ wyda nowe zarządzenie, problem nie zostanie natychmiast rozwiązany. Fundusz będzie musiał bowiem podpisać nowe umowy ze szpitalami poprzedzone specjalnym konkursem. A to będzie trwać. - Nie ma wątpliwości, że to wszystko było zrobione specjalnie, żeby zaoszczędzić na ciężko chorych pacjentach - mówi prezes Polskiej Koalicji Organizacji Pacjentów Onkologicznych Jacek Gugulski.
Zamieszanie wokół chemioterapii niestandardowej trwa od tygodni. Jak informowaliśmy w DGP, tuż przed Bożym Narodzeniem Ministerstwo Zdrowia umieściło na swojej stronie internetowej informację, że chemioterapia niestandardowa należy się jedynie chorym do 18. roku życia. Decyzję cofnięto, po tym jak alarm podniosły media.
Wczoraj posłowie opozycji żądali od premiera natychmiastowych decyzji "wobec osób, które nadzorują i realizują świadczenia opieki zdrowotnej". Czyli prezesa NFZ. Mimo to Paszkiewicz nie został zdymisjonowany. Donald Tusk ogłosił, że na razie zostanie ukarany odebraniem styczniowej pensji wynoszącej blisko 16 tys. złotych.
@RY1@i02/2010/005/i02.2010.005.000.0004.001.jpg@RY2@
Prezes NFZ Jacek Paszkiewicz i i minister zdrowia Ewa Kopacz
Fot. Tomasz Gzell/PAP
To nie jest żadne zamieszanie, to skandal. Po prostu skandal. Od 1 stycznia nie przyjmuję nowych pacjentów na niestandardową chemię, bo nie mogę tego robić. Tylko przez 3 dni odesłałem do Centrum Onkologii kilkudziesięciu chorych. Póki nie zobaczę na biurku pisma z NFZ, że wolno mi przyjmować tych ludzi, nie mogę tego robić. Umowa z NFZ to umowa cywilnoprawna, jej złamanie oznacza przestępstwo finansowe.
Od 1 stycznia tego roku nie możemy już przyjmować pacjentów onkologicznych na terapię niestandardową.
Od nowego roku musieliśmy przerwać niestandardowe leczenie trzech pacjentów chorych na raka płuc. Szukają miejsca w innych ośrodkach. Nie chcą odchodzić. Leczyliśmy ich od kilkunastu lat.
Mamy w szpitalu kilku ciężko chorych pacjentów i nie możemy im w żaden sposób pomóc. Nie możemy przyjąć ani jednego nowego pacjenta na chemię niestandardową.
Jesteśmy zawieszeni w próżni. Mamy wielu pacjentów, których leczyliśmy terapią niestandardową, a teraz możemy tylko czekać na decyzję Narodowego Funduszu Zdrowia o zmianie zasad. Na razie usłyszeliśmy, że nie możemy dłużej leczyć tych ludzi ani przyjąć nowych chorych.
Polega na podawaniu pacjentom nowoczesnych leków, których nie ma w wykazie specyfików refundowanych przez NFZ. Aby świadczenie zostało opłacone, placówka, w której pacjent jest leczony, musi uzyskać zgodę dyrektora wojewódzkiego oddziału Funduszu. Do wniosku musi dołączyć pozytywną opinię konsultanta wojewódzkiego. By kontynuować leczenie, trzeba udowodnić, że pozytywnie wpływa ono na stan zdrowia pacjenta.
było szpitali, obecnie zostały
były , jest
było , a jest
było , a zostało
było , jest
było , są
były , są
było , są
było , są
było , został
były , zostały
były i nadal są
był i jest
były i są
było i jest
było , są
dgp@ infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu