Polska nie chce szczepionek z Unii
Zachodni eksperci krytykują własne rządy za uległość wobec firm farmaceutycznych i stawiają im za wzór minister zdrowia Ewę Kopacz, która jesienią ubiegłego roku nie kupiła szczepionek przeciwko A/H1N1.
Polscy specjaliści uważają jednak, że minister Kopacz uprawiała zwykły hazard, nie dając nawet najbardziej potrzebującym możliwości zaszczepienia się przeciwko świńskiej grypie.
Zachodnie rządy rzeczywiście mają problem: większość z nich kupiła nieproporcjonalnie dużą liczbę szczepionek, które teraz zalegają w magazynach. Polska takiego problemu nie ma, bo Ewa Kopacz stanowczo odmówiła sfinansowania zakupu szczepionek z państwowych pieniędzy. Nie chciała też się zgodzić, by to resort zdrowia był odpowiedzialny za ewentualne roszczenia pacjentów, którzy na skutek szczepień mieliby powikłania. Właśnie za to zachodni eksperci wynoszą polską minister pod niebiosa. Opozycja jest jednak innego zdania. - To nie była przemyślana decyzja, a jedynie efekt tego, że w chwili, gdy ją podejmowano, szczepionek nie można było już kupić - ocenia Bolesław Piecha, były wiceminister zdrowia z PiS. Jego zdaniem Ministerstwo Zdrowia po prostu przespało moment, gdy trzeba było złożyć zamówienie.
Krytyczni są również lekarze. - Mieliśmy dużo szczęścia, że epidemia świńskiej grypy miała łagodny przebieg. Ale to nie była racjonalna decyzja - mówi dr Leszek Szenborn z Polskiego Towarzystwa Wakcynologicznego.
Ten zarzut odpiera Ministerstwo Zdrowia. - Nie chodzi o to, że minister Kopacz miała szczęście, że świńska grypa jest łagodna, tylko o to, że koncerny nie spełniły naszych warunków - przypomina Piotr Olechno, rzecznik resortu. I już zapowiada, że ministerstwo swojej polityki nie zmieni także w kolejnym sezonie grypowym.
Ekspert ds. szczepień dr Paweł Grzesiowski z Narodowego Instytutu Leków uważa, że państwa europejskie mają dziś problem nadmiaru szczepionek, bo dobrze przygotowały się na zaszczepienie wszystkich obywateli. A doktor Szenborn dodaje, że wielu zachodnich lekarzy wręcz zniechęcało pacjentów do szczepień, bo to dla nich dodatkowo praca. - Wiem od kolegi w Niemczech, że tamtejsi lekarze mówią chorym, że szczepionki wywołują powikłania. I wtedy mają spokój - mówi dr Szenborn.
W Polsce sytuacja była inna. Nigdy nie planowano szczepienia całej populacji, a jedynie grup ryzyka. Ministerstwo mówiło o 2 - 4 mln osób: głównie o personelu medycznym oraz pacjentach, dla których zachorowanie na świńską grypę byłoby śmiertelnie niebezpieczne. Ostatecznie szczepionek nie kupiono.
@RY1@i02/2010/002/i02.2010.002.000.005a.001.jpg@RY2@
Masowe szczepienia nie ustrzegły przed pandemią świńskiej grypy
Jędrzej Bielecki
Iwona Dudzik
dgp@infor.pl
OPINIA
@RY1@i02/2010/002/i02.2010.002.000.005a.002.jpg@RY2@
Marc Gentilin, ekspert od chorób zakaźnych
Materiały prasowe
Marc Gentilini*
ekspert od chorób zakaźnych
Świńska grypa okazała się o wiele mniej groźna od grypy sezonowej. We Francji co roku na zwykłą grypę umiera 1000 - 6000 osób. Tymczasem na grypę A/H1N1 do tej pory zmarło jedynie 200 osób, i to w większości tych, które i tak zapewne nie przeżyłyby z powodu innych komplikacji. Zwykła grypa najczęściej wraca w postaci drugiej fali. Ale w przypadku świńskiej grypy we francuskich departamentach zamorskich, jak Antyle czy Nowa Kaledonia, gdzie pierwsza fala przyszła wcześniej niż w Europie, do tej pory w ogóle nie zanotowano ponownego uderzenia choroby.
Przeciw grypie sezonowej, choć jest groźniejsza od szczepu H1N1, nie stosuje się powszechnych szczepień, bo są one uznawane za mało skuteczne. Za pomocą wielkiej kampanii reklamowej francuskie władze starają się przekonać do szczepionek jedynie osoby mające ponad 65 lat. Ale większość i tak się w ten sposób nie zabezpiecza. Ja sam, choć mam już więcej niż 65 lat, nigdy na grypę się nie szczepiłem.
Francuskie władze popełniły dodatkowy błąd. Uznały, że każdy Francuz powinien zaszczepić się dwukrotnie przeciw świńskiej grypie, choć na grypę sezonową stosuje się pojedyncze szczepienia.
Dlaczego zatem francuskie ministerstwo zdrowia zakupiło za 1,5 mld euro aż 94 mln szczepionek, ogromne ilości tamiflu i 2 mld maseczek, aby powstrzymać epidemię świńskiej grypy? Bo władze spanikowały. Słuchały opinii tylko tych ekspertów, którzy wróżyli kataklizm. Być może po części ulegli presji wielkich koncernów farmaceutycznych. Przede wszystkim jednak przestraszyły się powtórki skandalu sprzed kilkunastu lat, gdy w szpitalach wykorzystano do transfuzji krew zarażoną AIDS. Tamta afera doprowadziła do postawienia przed sądem byłego premiera Laurenta Fabiusa. Nicolas Sarkozy przestraszył się, że może go spotkać taki sam los.
Teraz rząd próbuje upłynnić 89 mln niewykorzystanych szczepionek za granicą, byle tylko ograniczyć rozmiar skandalu. We francuskich szpitalach na każdy symptom grypy lekarze przepisują tamiflu, by wykorzystać ogromne ilości zamówionych leków. W kraju, który ma jeden z najbardziej sprawnych systemów opieki zdrowotnej na świecie, rozgrywa się medyczna tragikomedia.
jest jednym z najwybitniejszych światowych ekspertów w dziedzinie chorób zakaźnych, w latach 1997 - 2003 był przewodniczącym francuskiego Czerwonego Krzyża
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu