Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Zdrowie

Budżet NFZ sztywny, choć elastyczny

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Agnieszka Pachciarz, od czerwca prezes funduszu, bierze pod lupę wydatki szpitali. W 2013 roku muszą sobie poradzić, mając tyle samo pieniędzy co teraz. Zastanawia się nad zwiększeniem jednych wycen kosztem drugich

Szpitale, lekarze i zakłady opieki społecznej uważają, że co roku ich kontrakty z NFZ powinny rosnąć. W przyszłym roku tak nie będzie. Spodziewa się pani ciężkich negocjacji?

Przez kilka ostatnich lat był realny wzrost wartości wydatków na świadczenia z NFZ. Budżet na 2013 rok również jest zgodny z tą zasadą. Kontrakty w przyszłym roku powinny być porównywalne do tegorocznych. Są też zakresy ze wzrostem nakładów wyższym od przeciętnego - ambulatoryjna opieka specjalistyczna, rehabilitacja, opieka paliatywna, specjalistyka.

Ale świadczeniodawcy nie mogą liczyć na wyższe umowy?

Nigdy nie było tak, że kontrakty każdego z nich rosły każdego roku. Umowy są podpisywane np. na trzy lata i bardzo często ich wartość jest niezmieniona.

Jest pani gotowa na otwarty konflikt ze szpitalami?

Nie widzę specjalnego pola do konfliktu, skoro w ciągu ostatnich kilku lat nakłady na szpitalnictwo wzrosły o 100 proc. W takiej sytuacji nawet średnio zarządzany szpital powinien sobie radzić finansowo. Liczę więc tutaj na konstruktywną współpracę.

Ale sobie nie radzą. Proszę również zapytać pacjentów, czy w tym czasie dostęp do świadczeń się poprawił.

Ale to zależy, gdzie ich panie zapytają. Proszę pojechać do innych regionów Polski i odpowiedź może być całkiem inna. Z jednego szpitala lub lekarza pacjent jest zadowolony, a z innego nie.

Rozumiem, że na razie NFZ nie ma również pieniędzy, żeby zapłacić za nadwykonania z ubiegłych lat?

Na razie takiej możliwości nie ma. Problem istnieje od wielu lat i wynika z zapisów ustawowych.

Są takie oddziały, które z roku na rok wykazują nadwykonania. Sama w swoim szpitalu też pani je miała.

Część nadwykonań jest trudna do uniknięcia, np. w intensywnej terapii, onkologii dziecięcej. Ale są takie dziedziny, np. ortopedia, gdzie liczba świadczeń wykonywanych ponad limit świadczy o braku rzeczywistego planowania przez szefów oddziałów. Muszą się oni liczyć z tym, że nadwykonania to są zobowiązania pozaumowne. Jest też problem w ocenie, co jest procedurą ratującą życie, którą trzeba było wykonać mimo wyczerpania kontraktu, a co nią nie jest. Z orzeczeń wynika, że nawet 80 proc. spraw o nadwykonania, które trafiają do sądów, są rozstrzygane na korzyść NFZ.

W jaki sposób zatem można ten problem rozwiązać?

W tej chwili analizujemy dane z oddziałów funduszu. Jeden z oddziałów np. pogrupował świadczenia na trzy grupy - pierwsza, gdzie uznano, że nadwykonania są uzasadnione, i zwiększono kontrakty do ich poziomów, w drugiej grupie wartość umów została podniesiona o pewien procent. Przy trzeciej uznano nadwykonania za nieuzasadnione.

Kiedy była pani wiceministrem zdrowia, mówiła pani, że należy doprowadzić do tego, żeby to nie NFZ wyceniał świadczenia.

I nadal tak uważam. Wycena powinna być dokonywana poza funduszem. Ważne bowiem jest to, aby ten, kto jest płatnikiem, nie ustalał ceny procedur. Ale dokonanie takiej wyceny to nie jest taka prosta sprawa. Planujemy na razie zmiany w tym zakresie w ramach istniejącego systemu. Do NFZ można wysłać wniosek o zmianę wyceny opartą na bardzo rzetelnym pokazaniu swoich kosztów.

Zmienione zostaną wyceny świadczeń?

Niektóre tak. Część jest przeszacowana, inne są niedoszacowane i - w ramach tego samego budżetu - będzie można zastanowić się nad ponowną ich wyceną. Obecnie zwróciła się do nas grupa świadczeniodawców, która złożyła wniosek o zwiększenie ceny świadczeń z jednego zakresu. Abyśmy się na to zgodzili, muszą przedstawić przynajmniej 300 przypadków z różnych ośrodków, w których będzie widać, że koszty przekraczają aktualną wycenę. I taki udokumentowany wniosek może być podstawą do rozmowy.

Czy te zmiany mogą dotyczyć już przyszłorocznego kontraktowania?

Mam nadzieję, że tak.

Szpitale mogą liczyć na podniesienie wyceny punktu?

Nie sądzę, żeby to było możliwe.

Kiedy pełniła pani funkcję dyrektora szpitala, było coś, co panią denerwowało w stosunkach z Narodowym Funduszem Zdrowia?

Zarówno zarządzenie szpitalem, jak i funduszem jest tak naprawdę ulepszaniem tego samego systemu. Zakres działań jest podobny - praca nad racjonalnym, celowym podziałem kosztów i tworzeniem sprawnego organizmu.

Ale w funduszu zarządza pani dużo wyższym budżetem. Jaka jest faktyczna dziura w tegorocznym budżecie NFZ - 800 mln zł czy, jak pani twierdzi, o 300 mln zł mniejsza?

Mamy trochę niższy spływ składek, niż zakładano to w ubiegłym roku. Na razie jest to dokładnie 540 mln zł. Nie nazywałabym jednak tej sytuacji dziurą.

Ale biorąc pod uwagę ostatnie dane dotyczące stopy bezrobocia, to założenie, że w kolejnych miesiącach spływ składek może być lepszy, może się okazać również fałszywe.

My również nie jesteśmy nadmiernymi optymistami. Czerwiec był jednak nieco lepszy, jeżeli chodzi o spływ składki, niż poprzednie cztery miesiące. Styczeń, przypomnę, w ogóle był bardzo dobry.

Co do zabezpieczenia finansów NFZ mamy bufor bezpieczeństwa w postaci 600 mln zł rezerwy ogólnej. Do tego fundusz zapasowy, na którym również mamy kwotę ponad 600 mln zł.

Kiedy pieniądze z rezerwy ogólnej zostaną uruchomione?

Na razie nie ma takiej potrzeby. Przyglądamy się sytuacji i temu, ile pieniędzy do funduszu będzie trafiać w najbliższym okresie.

Ciekawe jesteśmy, o ile mogą być zmniejszone przychody NFZ na koniec tego roku, skoro już jest to 540 mln zł?

Jeżeli obecna tendencja się utrzyma, to może to być miliard złotych. Ale to jest scenariusz pesymistyczny. Zakładam, że sytuacja w drugim półroczu się poprawi.

A jeżeli nie?

Dlatego, żeby nie pogarszać sytuacji, nie decydujemy się na żadne dodatkowe działania, na które w normalnych warunkach, czyli w sytuacji spływu składek na zakładanym poziomie, moglibyśmy sobie pozwolić, np. na większe wydatki związane ze strukturą teleinformatyczną.

A oprócz cięć w inwestycjach - czy NFZ oszczędza na świadczeniach i z opóźnieniem płaci świadczeniodawcom za zrealizowane świadczenia?

Fundusz jest solidnym i terminowym płatnikiem. Nie jest tak, że skoro spływ składki jest o pół miliarda złotych mniejszy, to fundusz komuś nie zapłaci za wykonane świadczenia. Wszystkie zobowiązania funduszu są regulowane terminowo.

Posłowie opozycji twierdzą, że w tym roku sytuacja NFZ jest już trudna, ale w przyszłym to będzie prawdziwe zaciskanie pasa. I oceniają przyszłoroczny plan finansowy funduszu jako kryzysowy. Zgadza się pani z tym?

Takie stwierdzenia wynikają raczej z braku zrozumienia tego, że podczas prac nad planem nie bazujemy na tych samych wskaźnikach, które były brane pod uwagę rok wcześniej. Tegoroczny plan NFZ, który opiera się na danych z połowy 2011 roku, jest przeszacowany, bo wzięto pod uwagę zbyt optymistyczne wskaźniki. Dlatego też plan NFZ na 2013 rok nazwałabym realistycznym, a nie kryzysowym.

W ostatnich kilku latach nakłady na szpitalnictwo wzrosły o 100 proc.

@RY1@i02/2012/150/i02.2012.150.00000030b.802.jpg@RY2@

Wojciech Górski

Agnieszka Pachciarz, prezes NFZ

Rozmawiały Klara Klinger i Dominika Sikora

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.