Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Zdrowie

Zabiorą dzieciom książeczki zdrowia, dadzą program w komputerze

Ten tekst przeczytasz w 9 minut

10 lat pracy nad papierowym dokumentem pójdzie na marne. Resort zastąpi go specjalną aplikacją

E-książeczka ma być elementem informatyzacji służby zdrowia. Znaleźć się w niej mają informacje o przebiegu ciąży, dane dotyczące urodzenia dziecka oraz jego rozwoju. Ministerstwo nie zdecydowało, kiedy projekt wejdzie w życie, ale najprawdopodobniej nie później niż w 2017 r. Wtedy wszystkie placówki medyczne będą już musiały pracować w systemie informatycznym. Tymczasem jeszcze w połowie maja ministerstwo zapewniało nas, że lada moment pojawi się papierowa wersja dokumentu. Dziś urzędnicy przyznają, że e-książeczka może zmienić te plany.

- W związku z trwającymi pracami nad przygotowaniem elektronicznej platformy gromadzenia danych medycznych (P1) mamy problem z zasadnością kontynuowania prac nad projektem dokumentu w formie papierowej - tłumaczy w jednym z wystąpień dotyczących prac nad książeczką wiceminister zdrowia Sławomir Neumann. - Gdy pojawi się dokumentacja w formie elektronicznej, ta papierowa będzie niepotrzebna. Nie ma co dublować pracy lekarzy, którzy musieliby wpisywać te same dane w system i w papierowe rubryki - przyznaje jeden z urzędników resortu. Dyskusja trwa.

Na rynku panuje wolnoamerykanka

Rodzice mieliby dostęp do zawartości e-książeczki najprawdopodobniej poprzez internetowe konto pacjenta, które będzie można zakładać od połowy przyszłego roku. W ramach informatyzacji służby zdrowia na koncie w sieci mają być gromadzone nasza dokumentacja medyczna, historie chorób i odwiedzin u lekarzy. A dostęp do konta będzie możliwy po wpisaniu loginu i hasła. I to sami pacjenci, a w przypadku dzieci - opiekunowie - będą upoważniali lekarzy, czasowo lub jednorazowo, do wglądu do dokumentacji.

Eksperci podkreślają, że tak czy inaczej sprawę książeczek trzeba będzie uporządkować. Dzisiaj na rynku panuje wolnoamerykanka. W 2002 r. książeczka przestała być obowiązkowa. Wielu rodziców wciąż jednak otrzymuje ją po narodzinach potomka. Pracownicy szpitali zaznaczają w niej informacje o dacie narodzin, wadze dziecka, punktacji Apgar czy szczepieniach. Są jednak szpitale, gdzie książeczek się nie wydaje.

- Niektóre maluchy je mają, inne nie. To kłopot, bo rodzice często nie pamiętają, na co chorowały albo jakie konkretnie szczepienia otrzymały dzieci - tłumaczy prof. Alicja Chybicka z Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego (PTP). A rzecznik MZ Krzysztof Bąk przyznaje: - Nieformalna książeczka zdrowia jest dokumentem niespełniającym swojej funkcji. Najczęściej zawiera tylko dane zapisane w oddziałach noworodkowych. Następnych zdarzeń lekarze już w książeczce nie odnotowują.

Dokumentacja medyczna jest więc rozproszona. O skutkach przekonała się matka, która chciała wysłać dziecko na kolonię. - Córka została pod opieką dziadków, a ja wyjechałam w delegację. Okazało się, że trzeba oddać kartę kwalifikacyjną w terminie, kiedy byłam na wyjeździe. Należało napisać na niej daty najważniejszych szczepień. Były one dostępne tylko w przychodni, a rejestratorki nie chciały podać mi ich przez telefon - opowiada.

Trudno zastąpić stary, dobry papier

Wprowadzenie elektronicznych książeczek może być lekiem na te dolegliwości. Nie ma jednak jasności, co się stanie z koncepcją powrotu obowiązkowych dokumentów papierowych. Jak informowało nas w połowie maja MZ, prace nad projektem były już zaawansowane. Dla rzecznika praw dziecka elektroniczny system to za mało. - Wprowadzenie książeczki zdrowia dziecka w formie papierowej jest niezbędne - uważa Marek Michalak i odsyła do argumentów, które przytaczał już w korespondencji z ministrem: książeczka ma pomóc w opiece nad dzieckiem i zapobiegać patologiom. Miałyby się tam znaleźć nie tylko informacje o odbytych szczepieniach i przebytych chorobach zakaźnych, lecz także np. informacje o stanie zębów dziecka.

Producenci boją się, że stracą na e-systemie

Ministerstwo miało podać wzór książeczki, który byłby jednakowy w całym kraju. Pacjenci odbieraliby książeczki bezpłatnie. Co stanie się z wypracowanym materiałem? Ministerstwo nie odpowiedziało, czy całkiem zrezygnuje z papieru. A to byłaby zła wiadomość dla obecnych producentów na razie nieobowiązkowych dokumentów, którzy od dawna rywalizują między sobą. I to pomimo że - jak tłumaczy nam Joanna Kozłowiec, rzecznik Szpitala Specjalistycznego w Białej Podlaskiej - jest to transakcja bezkosztowa: producent przekazuje książeczki placówkom zdrowia nieodpłatnie, a te za darmo wydają je rodzicom. O co więc chodzi?

Produkcja książeczek jest finansowana z reklam, które się na nich ukazują. Potem taki dokument z logo producenta pieluch, kropel do nosa czy mokrych chusteczek trafia do kilkuset tysięcy dzieci rocznie. Ilu dokładnie, tego resort zdrowia nie jest w stanie oszacować. Ale jak przyznaje rzecznik praw pacjenta, w ramach dobrej praktyki książeczki wydaje większość placówek położniczych. W zeszłym roku w Polsce urodziło się 372 tys. dzieci.

Szpital wydaje książeczkę, ale często lekarze nic tam nie wpisują

Czemu ma służyć dokumentacja

Rzecznik praw dziecka upominał się o przywrócenie obowiązkowych książeczek od 2008 roku. W kolejnych pismach wysyłanych do ministra zdrowia apelował, by książeczkę rozszerzyć o dodatkowe rubryki, które pozwoliłyby monitorować nie tylko stan zdrowia dziecka, lecz także zapobiegać patologiom.

Marek Michalak pisał w tej sprawie do ministerstwa za każdym razem, kiedy na jaw wychodziła sprawa zamordowanego czy zaniedbanego dziecka. Chociażby dwuletniego Szymona z Będzina, którego znaleziono nad cieszyńskim stawem, czy zmarłej z wycieńczenia sześciomiesięcznej dziewczynki, wychowywanej przez rodziców na diecie eko. Zdaniem rzecznika książeczka zdrowia dziecka pozwoliłaby szybciej wyłapywać patologie. Rodzice mieliby obowiązek wykonywania wszystkich badań (dziś w praktyce nie ma mechanizmu, który mógłby ich do tego zmusić), a lekarz - przy okazji kolejnych wizyt - okazję, by dokładnie przyglądać się, w jakim dziecko jest stanie. Gdyby na przykład podczas bilansu zdrowia zobaczył sińce czy podejrzane rany, mógłby zaalarmować odpowiednie służby.

Rzecznik chciał to połączyć z dwiema innymi inicjatywami: obowiązkowym zgłaszaniem noworodka do konkretnej poradni opieki zdrowotnej przez szpital, w którym dziecko przyszło na świat, a także obowiązkowymi corocznymi badaniami lekarskimi, które miały uzupełnić obowiązujący dziś cykl bilansów.

"Coroczne badanie przez pediatrę każdego dziecka wiąże się z koniecznością fizycznego przyprowadzenia go przez opiekunów bądź wskazania - możliwego do weryfikacji - aktualnego miejsca pobytu. Ponadto podczas tego rodzaju wizyty istnieje możliwość oceny podawanych przez opiekunów wyjaśnień, dotyczących zdrowia dziecka. Lekarz ma możliwość zadania szczegółowych pytań dodatkowych, pozwalających na uprawdopodobnienie lub wykluczenie istnienia zagrożenia dla dziecka" - pisał do Bartosza Arłukowicza Marek Michalak.

W przesłanym do nas w maju tego roku piśmie resort zdrowia informował, że prace nad książeczką są już zaawansowane. Urzędnicy opracowali wstępny projekt i skonsultowali go z gronem ekspertów. Równolegle ministerstwo rozpoczęło prace legislacyjne. W dokumencie rzecznik resortu powoływał się na opinię konsultanta krajowego w dziedzinie neonatologii. Prof. Ewa Helwich miała ocenić, że potrzebne jest "opracowanie wzoru książeczki, w której odnotowane będą m.in. dane dotyczące udzielonych świadczeń zdrowotnych i która służyć będzie do stałego i ciągłego dokumentowania świadczeń opieki zdrowotnej realizowanych u dzieci".

Anna Wittenberg

@RY1@i02/2014/117/i02.2014.117.000000400.803.jpg@RY2@

ŁUKASZ OGRODOWCZYK/AGENCJA GAZETA

Nowoczesna technologia nie zastąpi papierowych książeczek zdrowia - uważa rzecznik praw dziecka. Powinny one funkcjonować równolegle

Klara Klinger

Anna Wittenberg

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.