Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Zdrowie

Grube miliony

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 23 minuty

Rządowe programy miały pomóc odchudzić polskie dzieci. Ale choć wpompowano w nie miliony złotych, młodzi jak tyli, tak tyją. Ministerstwa zdrowia, edukacji i sportu przegrywają walkę o tłuszcz z rodzicami, szkołami i wielkimi koncernami, które zawsze gotowe są wydać na marketing produktów dla dzieci o jedno zero więcej niż resorty na profilaktykę

Jeśli dzisiejszy dziesięciolatek porówna swoje zdjęcie klasowe z tymi, które mają w domu czterdziestoletni rodzice, będzie to zabawa w znajdowanie dziesięciu szczegółów różniących obrazki. Tak samo będą wyglądać dziecięce uśmiechy, zawsze znajdzie się jeden wesołek, paru okularników i koleżanka, która do końca życia będzie żałować dziwnej miny. Tropiciel różnic szybko zorientuje się w clou problemu. O ile jeszcze 30-40 lat temu w klasie był jeden, może dwóch grubasów, dziś będzie ich pięciu lub sześciu.

- W każdym roczniku jest kilkoro bardzo grubych dzieci. Miałam ucznia, który z powodu otyłości nie mógł jeździć z nami na wycieczki, miał nawet kłopoty z chodzeniem po schodach - mówi nauczycielka z jednego z warszawskich gimnazjów. - Dzieje się tak dopiero od kilku lat, pamiętam, że wcześniej ogromna tusza była rzadkością - przekonuje i dodaje, że jej zdaniem problem zdecydowanie częściej dotyczy chłopców. Potwierdzają to badania. Instytut Żywności i Żywienia (IŻŻ) monitorował wagę uczniów ostatnich klas szkoły podstawowej (później również gimnazjum) przez 35 lat. Eksperci policzyli, że między 1971 a 2006 rokiem odsetek młodzieży z nadwagą wzrósł dwukrotnie. W 2013 r. badanie przeprowadzono jeszcze raz. Okazało się, że jest jeszcze gorzej. Dziś nieprawidłowa masa ciała to problem 28 proc. chłopców i 22 proc. dziewcząt.

Analizując dalsze wyniki badania, trudno się jednak dziwić - wykazało ono, że duża część dzieci nie odżywia się prawidłowo. Prawie połowa rezygnuje ze śniadania w domu. Jedna trzecia nie je pierwszego posiłku w ogóle. I dalej: drugie śniadanie, czyli posiłek spożywany trzy do czterech godzin po pierwszym, zjada tylko 42 proc. uczniów. Pozostali albo nie jedzą nic, albo zapychają się śmieciowym jedzeniem kupionym w sklepiku. Same sklepiki to zresztą temat na osobny artykuł. Dość powiedzieć, że spośród ich klientów zwyczajną żywność - owoce, jogurty, kanapki - wybiera maksymalnie 2 proc. Co do reszty nietrudno się domyślić - dominują chipsy, żelki, słodycze.

IŻŻ prowadził swoje badania wspólnie z warszawską Akademią Wychowania Fizycznego. Tamtejsi eksperci przetestowali dzieci z czwartej i szóstej klasy szkoły podstawowej także pod kątem zdolności sportowych. Również ten wynik jest więcej niż niepokojący - prawie 40 proc. badanych uczniów ma niską wytrzymałość biegową. Co trzeci - niższe od przeciętnych wyniki siły ramion i słabe mięśnie brzucha. Co piąty ma obniżony poziom gibkości.

I jeszcze jeden kamyczek do ogródka: raport prof. Aldony Kopik z Uniwersytetu Śląskiego dotyczący sześciolatków. Badaczka przyjrzała się grubości fałdów skórno-tłuszczowych u dzieci w tym wieku. Więcej tłuszczu miały dzieci z dużych miast i te, które zamiast do szkoły chodziły do przedszkola.

Problem nie zNIKa

Problem nadwagi u uczniów zwrócił uwagę Najwyższej Izby Kontroli. W 2011 r. NIK przyjrzała się, jak organy administracji radzą sobie z jej zwalczaniem. Kontrolą objęto ministerstwa zdrowia oraz edukacji narodowej, IŻŻ w Warszawie, 19 urzędów gmin oraz 52 szkoły publiczne na terenie 10 województw. Raport był druzgocący. "Nadwaga i otyłość u dzieci i młodzieży szkolnej, mimo że wiążą się z poważnymi zagrożeniami dla zdrowia, nie są postrzegane (...) jako istotne problemy zdrowotne" - napisali kontrolerzy. "Podejmowane działania mające na celu zapobieganie tym zjawiskom nie mają charakteru systemowego i nie są dostatecznie skuteczne" - dodali.

Kontrolerzy wytknęli Ministerstwu Zdrowia, że w 2010 r. o połowę obcięło fundusze na walkę z otyłością. Gminom z kolei to, że nie badają potrzeb zdrowotnych dzieci i młodzieży i nie wspierają szkół w walce z kilogramami. Urzędnicy mieli też zastrzeżenia do tego, że gminy nie nakazują szkołom usuwania ze sklepików niezdrowej żywności.

Pod koniec 2013 r. NIK zajęła się z kolei lekcjami WF w szkołach. Kontrolerzy przez wybrany tydzień w roku szkolnym 2012/2013 przyglądali się ćwiczeniom. Policzyli, że w ostatnich klasach szkoły podstawowej nie brało w nich czynnego udziału 15 proc. uczniów. A im później, tym gorzej - w gimnazjach było to 23 proc., a w szkołach ponadgimnazjalnych aż 30 proc. uczniów. Kontrolerzy wzięli pod uwagę nie tylko uczniów zwolnionych na podstawie orzeczenia lekarskiego, lecz też takich, którzy zapomnieli stroju, i nieobecnych. We wnioskach napisali: "Dzieci i młodzież jako główne powody unikania ćwiczeń wymieniały względy zdrowotne (35 proc.) oraz nieatrakcyjny sposób prowadzenia zajęć (31 proc.)".

Sytuacja zaniepokoiła posłów, którzy skierowali do MEN, MSiT oraz MZ dezyderat, w którym zażądali opracowania Narodowego Programu Zapobiegania Nadwadze i Otyłości adresowanego do dzieci i młodzieży. Na kroki resortów czekają do końca czerwca.

Kiedy o odpowiedź w sprawie dokumentu zapytaliśmy w ministerstwach, ich przedstawiciele przysłali do redakcji całą listę działań, które resorty już prowadzą. W tym... postulowany przez posłów program. Narodowy Program Zdrowia na lata 2007-2015, bo to o nim mowa, dotyczy wielu dziedzin związanych z opieką zdrowotną, w tym walki z otyłością oraz promocji sportu. W ramach programu działa powołany zarządzeniem premiera międzyresortowy zespół koordynacyjny, którego głównymi zadaniami jest opracowanie sposobu na opodatkowanie śmieciowego jedzenia i wypracowanie profili żywnościowych, które będą w przyszłości podstawą dalszych działań w zakresie prozdrowotnej polityki żywieniowej. - W tym wypracowania ograniczeń w sprzedaży niepożądanych produktów na terenie placówek oświatowych oraz ograniczenia działań marketingowych skierowanych do dzieci i młodzieży w środkach masowego przekazu - mówi Justyna Sadlak z MEN.

Oprócz tego resorty powołały własne organy: MZ - Radę ds. Diety, Otyłości, Aktywności Fizycznej i Zdrowia, a MEN - Radę Programową ds. Promocji Zdrowia i Profilaktyki Problemów Dzieci i Młodzieży. W pracach obu ciał uczestniczą urzędnicy ze wszystkich wywołanych przez posłów do tablicy resortów.

Pieniądze talii nie dają

Trudno powiedzieć, ile do tej pory kosztowała realizacja Narodowego Programu Zdrowia - nie ma on własnego budżetu, więc resorty muszą realizować zdefiniowane w nim zadania na własną rękę. Dla przykładu: Ministerstwo Sportu i Turystyki będzie realizowało do końca 2014 r. pięć projektów, które wpisują się w cele NPZ: "Małego Mistrza" (atrakcyjny WF w klasach I-III), "Umiem pływać" (powszechna nauka pływania), "MultiSport" (pozalekcyjne zajęcia sportowe dla uczniów klas 4-6), "WF z klasą" (wymiana dobrych praktyk dotyczących lekcji WF). "Stop zwolnieniom z WF" (kampania społeczna propagująca uczestnictwo w lekcjach). MSiT wyda na niego 102 mln zł.

W walkę z otyłością niemałe środki angażują też samorządy. Dużą akcję przeciwdziałania otyłości zorganizował Gdańsk. Na program "6-10-14 dla zdrowia", który objął 26 tys. młodych mieszkańców, ratusz przeznaczył milion złotych. Program był realizowany we wszystkich szkołach w mieście. "Akcja antychipsowa", "Dzień zielonej herbaty", "Tydzień żytniego chleba w szkole", "Wyprawa do marchewkowej krainy", "Małe przedszkolaki lubią warzywa, bo rosną szybciej i sił im przybywa" czy "Spadła gruszka do fartuszka" - to tylko przykłady kampanii, które realizował z kolei białostocki magistrat.

Dlaczego, skoro w zakresie przeciwdziałania otyłości od dawna dzieje się dużo, dzieci wciąż tyją? Odpowiedź może kryć się w samym pytaniu. Programy są rozproszone, zależne od rocznego budżetu bądź determinacji konkretnego urzędnika, któremu problem leży na sercu. Brakuje natomiast rozwiązań systemowych z prawdziwego zdarzenia. Opracowanie ich jest jednak grą wartą świeczki - według szacunków choroby związane z otyłością i nadwagą pochłaniają w niektórych państwach członkowskich UE do 6 proc. rządowych wydatków na opiekę zdrowotną.

- Do tej pory programy były realizowane wyrywkowo, skierowane były tylko do wybranych grup dzieci, w dodatku w sposób niemotywujący do zmiany zachowań - uważa dr Katarzyna Wolnicka z Instytutu Żywności i Żywienia.

Reklama dźwignią kalorii

Ekspertka dodaje, że dużo złego zrobiły kampanie marketingowe produktów dla dzieci. - W szczególności te młodsze mogą mieć problem z odpowiednim odbiorem oświadczeń składanych w reklamach, bo rozumienie nakłaniającej funkcji reklamy pojawia się dopiero około ósmego roku życia. Dzieci nie rozumieją też relacji między wyborem spożywanego produktu a zdrowiem. Reklama pokazuje osoby spożywające dany produkt jako atrakcyjne, lubiane, robiące fajne rzeczy. Dziecko oglądające telewizję przez wiele godzin może odnieść wrażenie, że fajne i atrakcyjne osoby jedzą te wszystkie produkty bardzo często - ocenia. Jej zdaniem reklamowana żywność wypiera spożycie pełnowartościowych posiłków.

W Wielkiej Brytanii wprowadzono zakaz emitowania w czasie trwania programów skierowanych do dzieci reklam żywności korelującej dodatnio z ryzykiem występowania otyłości. - Pewne ograniczenia wprowadziły też Dania, Norwegia, Austria, Irlandia, Grecja i Szwecja. W Norwegii wprowadzono zakaz reklamy żywności w programach adresowanych do dzieci w wieku poniżej 12 lat - wylicza dr Wolnicka. - Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne sugeruje konieczność ograniczenia wszystkich reklam kierowanych do dzieci poniżej ośmiu lat w celu ograniczenia oddziaływania reklam na kształtowanie nieprawidłowych nawyków żywieniowych czy też wymuszania kupienia danych produktów na rodzicach.

Jeśli chodzi o walkę z otyłością, to ci ostatni wydają się najsłabszym ogniwem. - Chciałam porozmawiać kiedyś z rodzicami wyjątkowo grubego ucznia. Zrezygnowałam, kiedy zobaczyłam, jak wygląda ojciec - podkreśla nauczycielka z warszawskiego gimnazjum.

I znów - potwierdzają dane. "Z badań przeprowadzonych w grupie w wieku 8-13 lat wynika, że dzieci, których rodzice regularnie spożywali napoje słodzone, miały trzykrotnie większą skłonność do konsumowania tych napojów w porównaniu z rówieśnikami. Najsilniejsze korelacje zaobserwowano pomiędzy spożyciem przez rodziców warzyw i owoców a ich spożyciem przez dzieci, ilością energii i tłuszczu w diecie rodziców a w diecie dzieci" - napisała w jednym ze swoich raportów dr Wolnicka.

- Prowadzone przez szkoły i instytucje publiczne działania nie będą w pełni efektywne, jeśli nie zostaną zbudowane dobre, skuteczne związki między szkołą a rodzinami. Profil żywienia oraz model spędzania przez najmłodszych wolnego czasu jest bezpośrednio związany z wzorcem tych postępowań występujących w domu - przyznaje Justyna Sadlak z MEN. - Ustabilizowanie oraz stopniowe zmniejszanie odsetka polskich dzieci dotkniętych otyłością i nadwagą oraz zwiększenie aktywności fizycznej dzieci i młodzieży wymaga kształtowania świadomości rodziców - ocenia.

To, że trzeba kształtować ją jak najszybciej, widać w supermarketach. To tam najlepiej widać, że w wojnie o zdrowe dzieci wygrywają marketerzy koncernów spożywczych. Rodzice zwykle są święcie przekonani, że walczą z otyłością swoich pociech i chcą dla nich jak najlepiej. Podczas zakupów wkładają przecież do koszyków zdrowe przekąski: jogurt, który przy śniadaniu daje mnóstwo radości i mocne kości (113 kcal i 15,2 g cukru w 100 g), mleczną kanapkę, która "najlepiej wpada między posiłkami" (422 kcal i 34 g cukru w 100 g), a także deser - wartościowy przysmak z dużą ilością orzechów (195 kcal i 15,9 g cukru w 100 g). I kiedy pytam o zawartość koszyka, słyszę: czego się pani czepia?

Instytut Żywności i Żywienia wraz z AFW przetestowały dzieci z czwartej i szóstej klasy szkoły podstawowej. Wynik jest więcej niż niepokojący - 40 proc. badanych ma niską wytrzymałość biegową. Co trzeci - niższe od przeciętnych wyniki siły ramion i słabe mięśnie brzucha

@RY1@i02/2014/099/i02.2014.099.000000800.803.jpg@RY2@

Getty Images

Anna Wittenberg

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.