Porodówki, które rodzą głównie problemy
Szpitale nie przestrzegają standardów, których wymaga od nich resort zdrowia. Lekarze skarżą się na mentalność matek, nie widzą błędów po swojej stronie
Niskie standardy w szpitalach położniczych i niechęć wielu placówek do upubliczniania danych o dostępności znieczulenia czy liczby cesarskich cięć - taka jest polska rzeczywistość. Przekłada się to na jakość opieki nad rodzącymi kobietami. Takie są konkluzje analiz Fundacji Rodzić po Ludzku.
W większości placówek rutyną jest nacinane krocze: według średniej wyliczonej przez fundację dzieje się tak przy 43 proc. porodów. Ale są takie placówki, gdzie dochodzi do tego przy 70 proc. porodów. Zaś 20 proc. to cięcia cesarskie. To oznacza, że na danym oddziale zaledwie co 10. poród przebiega zupełnie naturalnie.
Od 2011 r. teoretycznie na porodówkach powinny działać wprowadzone przez Ministerstwo Zdrowia standardy okołoporodowe. W praktyce nadal wiele szpitali ich nie przestrzega. Mają one gwarantować rodzącym m.in. wybór pozycji porodu, możliwość przygotowania własnego planu porodu, który byłby respektowany przez lekarzy, pozwolić na obecność osoby towarzyszącej czy kontakt matki z dzieckiem "skóra do skóry" bezpośrednio po porodzie.
- Z naszych kontroli w szpitalach wynika, że powinno być lepiej. Największy problem jest z kontaktem "skóra do skóry", czyli położeniem noworodka po porodzie na brzuch matki - przyznaje Leokadia Jędrzejewska, konsultant krajowy w dziedzinie pielęgniarstwa położniczego i ginekologicznego. Zapowiada, że w przyszłym roku będą prowadzone szczegółowe kontrole w placówkach właśnie pod kątem przestrzegania standardów.
O tym, że jest z tym problem, informowała już wyrywkowa kontrola przeprowadzona w 2013 r. przez Fundację Rodzić po Ludzku w szpitalach na Mazowszu. Wówczas okazało się, że żadna z 10 sprawdzonych placówek nie wdrożyła nowych standardów. Najgorzej było z wyborem pozycji, rutynowym nacinaniem krocza, przebijaniem pęcherza czy podawaniem oksytocyny.
Niektórzy ordynatorzy placówek pytani przez ankieterów przedstawiali swoje stanowisko następująco: w standardach wprowadzonych przez resort zdrowia jest wiele idiotyzmów, które pozwalają pacjentkom "za bardzo ingerować w poród". Ich zdaniem problemem jest "mentalność matek", którą należy zmienić, a nie lekarze.
Szpitale są przy tym niechętne, by ujawniać swoje statystyki dotyczące rodzenia. Fundacja Rodzić po Ludzku wysłała w tym roku ankiety do wypełnienia do ponad 400 placówek. Pytała w nich m.in. o: warunki panujące na oddziale, dostępność szkoły rodzenia, procedury podczas porodu, obecność osób towarzyszących, kontakt matki i dziecka po narodzinach, dostępność na oddziale psychologa i doradcy laktacyjnego.
- Upublicznianie tych informacji jest niezbędne chociażby po to, by wyeliminować błędy. Ogromna grupa szpitali jest mimo to nadal sceptycznie nastawiona do jawności. Wiele z nich z oburzeniem reagowało na wnioski o informację publiczną - mówi Sunniva Szczepanowska-Lay z fundacji.
Część placówek w ogóle nie odpowiedziała. Fundacja zamierza złożyć skargę na bezczynność do sądu administracyjnego.
Na bazie danych zbieranych przez fundację od szpitali powstała wyszukiwarka oddziałów położniczo-neonatologicznych w całej Polsce (między innymi za to fundacja otrzymała nagrodę WHO). Dzięki niej przyszłe matki mogą sprawdzić nie tylko, na jaki typ znieczulenia mogą liczyć, ale czy też np. będą musiały za nie płacić.
Część szpitali - choć poród jest teoretycznie darmowy - nadal pobiera opłaty za lepszą opiekę i wyższy standard. Jak to się odbywa? To choćby 300 zł za poród rodzinny w formie cegiełki, 150 zł za strój dla osoby towarzyszącej czy 75 zł za ochraniacze na buty dla męża.
Oficjalnie pobierane są też opłaty za indywidualną położną. W stolicy wahają się między 1200 a 1500 zł. W jednej z warszawskich placówek oferowany jest pakiet - indywidualna sala z fotelem dla osoby towarzyszącej i opieka położnej za 2,2 tys. zł.
Na niektórych oddziałach tylko co 10. poród jest w pełni naturalny
@RY1@i02/2015/029/i02.2015.029.00000020c.803.jpg@RY2@
Dostęp do znieczulenia w szpitalach
Klara Klinger
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu