Dziennik Gazeta Prawana logo

Kobiety nie oczekują luksusów, tylko bezpieczeństwa

27 czerwca 2018

Na izbie przyjęć przyszłe mamy najbardziej się boją, że nie będzie dla nich miejsca w szpitalu

Dla kobiet najważniejsze jest zapewnienie intymności, niekrępowanie nóg pasami, możliwość wyboru pozycji rodzenia i informowanie o etapach porodu. Tak wynika z sondy przeprowadzonej na grupie pięciu tysięcy Polek przez Fundację Rodzić po Ludzku.

Przyszłym matkom nie zależy na luksusowych warunkach w szpitalu. Jak same przyznają, najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa. Według autorów raportu kluczowa jest również informacja. Tymczasem umiejętność komunikacji, jak przekonuje fundacja, jest piętą achillesową lekarzy i położnych.

Na izbie przyjęć kobiety najbardziej boją się braku miejsc w szpitalach. Narzekają również, że na tym etapie są źle traktowane przez personel. - Kiedy wręczyłam plan porodu, ordynator zareagował szyderstwem. I powiedział, że może go sobie oprawić w ramki - deklarowała jedna z matek.

Na każdym etapie kobiety skarżą się na brak szacunku. Standardem jest to, że lekarze znikają, a położne wychodzą bez uprzedzenia. Najczęściej też wątpliwości pacjentek są lekceważone. Jak opisywała jedna z rodzących: "Na moje pytania odnośnie tego, co mi podaje w kroplówce, położna odpowiadała, że lekarstwa. Kiedy prosiłam o cokolwiek zmniejszającego ból, usłyszałam, że to nie Warszawa".

Wśród zarzutów wobec lekarzy były skargi pacjentek na brak kultury, ordynarne żarty z propozycji rodzącej (m.in. planu porodu) lub samego faktu zajścia w ciążę, poniżanie kobiet, posądzanie o niechęć do współpracy czy określanie jej mianem złej matki.

Szwankuje też opieka laktacyjna. Z jednej strony promowane jest to, by kobiety karmiły piersią, ale w szpitalach nie ma wyszkolonych osób, które mogłyby udzielić profesjonalnych porad. - Kiedy nie wiedziałam, czy leci mi w ogóle mleko, położna, żeby mi pokazać, że tak jest, złapała za sutek. Zdezorientowana usłyszałam dodatkowo na drugi dzień od "wspaniałej" pani doktor, że dziecko głodzę, bo spada na wadze. Nie wiedziałam, że jest to spadek fizjologiczny i miałam kolejnego doła, że nie potrafię zadbać o dziecko - opisywała jedna z matek.

Jedna z naszych rozmówczyń, która dwa z trzech porodów miała we Francji, przekonuje, że właśnie na umiejętności rozmowy polega największa różnica między Polską a innymi krajami. - We Francji każdy, kto wchodził do mojego pokoju, witał się i podawał swoje nazwisko. Kiedy zaś położna wychodziła do domu, informowała mnie o tym, przedstawiając swoją zastępczynię. Zaś przy podawaniu leków mówiono mi dokładnie nazwę i skutek działania. To sprawiało, że czułam się komfortowo i bezpiecznie - przekonuje.

Co ciekawe, same położne w przeprowadzanym przez FRpL badaniu oczekiwały od matek tego samego, co one od nich. 54 proc. położnych chciało, aby pacjentki odnosiły się do nich z respektem, doceniały ich pracę (51 proc.), ale także wyrażały swoje oczekiwania (43 proc.) Z kolei 63 proc. kobiet uważało, że położne powinny być przede wszystkim fachowe, a dopiero na drugim miejscu (53 proc.) uznawały, że powinny być one otwarte na potrzeby kobiet.

Dobre chęci ministra tylko na papierze

W marcu 2012 r. minister zdrowia Bartosz Arłukowicz obiecał, że rodzące będą miały dostęp do znieczulenia - za darmo. Powstał projekt rozporządzenia, który miałby taką zmianę wprowadzić w życie. I utknął na blisko dwa lata u samego ministra. Przeszedł uzgodnienia międzyresortowe, konsultacje społeczne i czeka ponownie na zdanie szefa resortu. Pół roku temu rzecznik ministerstwa Krzysztof Bąk tłumaczył, że projekt rozporządzenia przekazano pod obrady kierownictwa, lecz jeszcze nie zapadły decyzje. To samo mówił pół roku wcześniej. Prace nad projektem zaczęły się już w 2010 r.

Anestezjolog na każdym oddziale położniczym, poszerzenie kwalifikacji położnych przy znieczuleniach oraz szeroki wachlarz sposobów łagodzenia bólu: od gazu rozweselającego po zastrzyki zewnątrzoponowe - to niektóre z propozycji, które znalazły się w przygotowanym rozporządzeniu.

Wejście w życie przepisów oznaczałoby, że w każdym szpitalu z oddziałem położniczym opracowany miałby zostać na piśmie tryb postępowania medycznego w łagodzeniu bólu porodowego. I to szpital miałby sobie ustalić, jak będzie wyglądała ta współpraca, ale obowiązkowo na każdym oddziale musiałby być przez 24 godziny anestezjolog, który w ciągu 30 minut od pojęcia decyzji o znieczuleniu farmakologicznym musiałby być gotowy do zabiegu. Obecnie w wielu szpitalach anestezjolog jest, ale do różnych zadań.

Obowiązkowo także każda pacjentka musiałaby być poinformowana o tym, jakie metody łagodzenia bólu jej przysługują. Zaś ta oferta powinna być rozszerzona o wszystkie metody, których skuteczność została udowodniona naukowo. A więc oprócz metod farmakologicznych, także takie jak korzystanie z piłki, drabinki, krzesła porodowego, techniki oddechowe i relaksacyjne, masaże relaksacyjne, akupunktura, ciepłe lub zimne okłady. Jak wskazywali autorzy rozporządzenia, farmakologiczne metody łagodzenia bólu porodowego miałyby być wdrażane w przypadku braku oczekiwanej skuteczności zastosowanych metod niefarmakologicznych, a kobieta musiałaby wydać zgodę na zastosowanie proponowanej przez lekarza metody.

To jednak nadal tylko pomysł, który wbrew szumnym zapowiedziom pozostaje jedynie na papierze. Największą przeszkodą są pieniądze. Wycena porodów to 1820 zł, a to zdaniem kierowników szpitali nie wystarczy na zatrudnienie anestezjologa na pełen etat tylko do porodu.

Klara Klinger

66 proc. położnych uważa, że największy problem młodym matkom sprawia karmienie piersią

43 proc. położnych uważa, że młode matki mają kłopot z panowaniem nad własnymi emocjami

1820 zł na taką kwotę NFZ wycenia poród

Klara Klinger

klara.klinger@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.