Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Zdrowie

Holandia umie dopieścić pacjentów. My tego nie umiemy, bo brakuje nam konsekwencji

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Jest kraj, który stale wygrywa w rankingach na najlepszą i najbardziej przyjazną ochronę zdrowia. To Holandia. Z okazji swojej prezydencji w Radzie Europy zorganizowała konferencję, na której można było wymienić się doświadczeniami. Jak się okazuje, wiele nas łączy, np. solidarnościowy system ubezpieczeniowy. Dzieli m.in. podejście do współpracy sektorów publicznego i prywatnego. W Holandii postawiono bowiem na system prywatnych ubezpieczalni (w większości i tak nonprofit), które ze sobą konkurują. Zależy im, by mieć jak najwięcej klientów, i to zdrowych, więc stawiają na jakość i profilaktykę, przy czym nikomu czy to choremu, czy staremu odmówić nie mogą.

To właśnie te rozwiązania były jedną z inspiracji do zapowiedzianego w 2010 r. przez ówczesną minister zdrowia Ewę Kopacz odejścia od NFZ. W jego miejsce w ciągu kilku lat miał powstać rynek konkurujących prywatnych i publicznych funduszy. Na planach się skończyło. Z kolei ponad dekadę temu polsko-holenderski zespół ekspertów wypracowywał dla nas kompleksowe rozwiązania w zakresie opieki zdrowotnej nad pracownikami. Chodziło m.in. o to, by długo byli aktywni zawodowo, a jako emeryci byli w możliwie dobrym stanie zdrowia. I co? I nic. Choć lekarzy w Polsce brakuje, ci zajmujący się medycyną pracy mają głównie wydawać zaświadczenia.

I właśnie to najbardziej różni nas od Holendrów. Brak odwagi do reform, ciągłości i konsekwencji. Możemy oczywiście utyskiwać, że nasze PKB jest dużo niższe i wydajemy z niego na zdrowie mniej (oni 11,1 proc., my 6,4 proc.). Ale nie w tym rzecz. W Holandii, gdy dostępność i jakość świadczeń spada zaczyna się praca nad zmianami. Do największej - dotyczącej ubezpieczeń - przygotowywano się kilkanaście lat, jej efekty są stale monitorowane, a przepisy się poprawia. U nas mówi się, że jest źle, ale wizje jak to poprawić, zmieniają się jak obrazki w kalejdoskopie. A ustawy przyjmowane są choćby i w miesiąc. Bez dyskusji z zainteresowanymi i jakby wręcz na przekór opozycji. Więc chodzi nie tyle o pieniądze, ile o kulturę polityczną i dialog. ©?

@RY1@i02/2016/115/i02.2016.115.183000800.802.jpg@RY2@

Aleksandra Kurowska

redaktorka Dziennika Gazety Prawnej

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.