Etat z mieszkaniem w pakiecie
Dyrektorzy placówek medycznych zwiększają zachęty dla kadry lekarskiej. Z marnym skutkiem. Poza dużymi miastami trudno o specjalistę
O tym, do jakich metod uciekają się przychodnie i szpitale, które szukają do pracy lekarzy, można się przekonać, czytając ogłoszenia zamieszczane w "Gazecie Lekarskiej". Najczęściej dotyczy to pediatrów, którym - szczególnie w mniejszych ośrodkach - coraz częściej oferowane jest mieszkanie czy samochód. Mimo to zainteresowanie jest zwykle niewielkie.
Brakuje także innych specjalistów. Prywatny szpital w Bielsku-Białej od roku szuka rezydentów z zakresu ortopedii. Ma dla nich trzy miejsca. - Na ogłoszenie odpowiedziała na razie jedna osoba - informuje Łukasz Stanowski z placówki utrzymującej się w dużej części z kontraktów NFZ. Tłumaczy, że zależy mu na osobie, która będzie chciała zostać w Bielsku na stałe. - Będzie pracowała naukowo, zrobi doktorat. Nie chcemy kształcić specjalistów dla konkurencji - zaznacza.
Przedstawiciele placówek medycznych mają świadomość, że dzięki rezydenturze (specjalizacji opłacanej przez państwo) są w stanie pozyskać pracowników. Wyjkształconego już specjalistę trudniej skłonić do pracy, zwłaszcza poza dużym ośrodkiem miejskim.
Powód jest prosty. - Za konsultację takiego lekarza NFZ płaci 27 zł. W tym jest wynagrodzenie nie tylko dla niego, ale i pielęgniarki, czy pieniądze na utrzymanie infrastruktury informatycznej - wylicza Stanowski. W efekcie lekarz specjalista, który przyjmuje raz w tygodniu, u niego otrzymuje ok. 400 zł wynagrodzenia miesięcznie. W komercyjnej placówce dostanie za konsultację 100 zł na rękę. - Naturalne, że nie chce pracować w publicznej służbie zdrowia - ubolewa Stanowski.
W jednym z pobliskich miast zdesperowany dyrektor szpitala, by pozyskać rezydentów, każdemu dokłada z budżetu placówki po 2 tys. zł do pensji.
Tymczasem brak lekarza to nie tylko większe kolejki dla pacjentów, ale także groźba zamknięcia placówki czy też brak dostępu do leczenia z danego zakresu. Wymagania NFZ są wyśrubowane. Ich niespełnienie równa się zmniejszeniu albo odebraniu kontraktu. W szpitalu psychiatrycznym w Branicach odeszło właśnie pięciu lekarzy i przyszło kolejnych pięciu. Ale ogłoszenie w "Gazecie Lekarskiej" zostało, bo z doświadczenia wiedzą, że rekrutację powinni prowadzić cały czas. Psychiatrom, których jest deficyt, bardziej opłaca się założyć własną praktykę, niż wykonywać gorzej płatną i bardziej stresującą pracę w szpitalu. - A przepisy wymagają, by jeden lekarz psychiatrii przypadał na 40 łóżek, do tego by na 20 łóżek był jeden lekarz będący w trakcie specjalizacji - tłumaczy osoba odpowiedzialna za rekrutację w szpitalu w Branicach. I dodaje, że szpital w ramach zachęty oferuje dwa mieszkania: kawalerkę i dwupokojowe.
Na peryferiach mieszkanie i dobra pensja stają się normą. Ośrodki zdrowia wpadły na inny pomysł. Wielkopolskie Centrum Onkologii, szukające specjalisty lub lekarza kończącego specjalizację w dziedzinie radioterapii onkologicznej, promuje się jako miejsce "o uznanej renomie w kraju i za granicą, wyposażone w sprzęt na najwyższym poziomie, współpracujące z wieloma ośrodkami zagranicznymi, umożliwiające wszechstronną karierę naukową". Lekarz otrzymuje więc możliwość rozwoju naukowego oraz udziału w specjalistycznych szkoleniach i kursach z najnowocześniejszych technik i metod terapii.
Rzecznik praw pacjenta, który apelował w sprawie zwiększenia dostępności lekarzy do ministra zdrowia, podkreśla, że problem jest coraz bardziej poważny i dotyczy bardzo wielu specjalizacji dziecięcych oraz geriatrii. - Największe braki kadrowe zaobserwowano w pediatrii, chirurgii ogólnej, chirurgii dziecięcej, diabetologii, genetyce klinicznej, medycynie rodzinnej, kardiologii dziecięcej, nefrologii dziecięcej, alergologii oraz geriatrii - wylicza Barbara Kozłowska, rzecznik praw pacjenta.
Zdaniem ekspertów problem będzie narastał. Obecnie lekarze pracują w kilku miejscach naraz. Do tego są coraz starsi. Z danych Naczelnej Izby Lekarskiej wynika, że średni wiek lekarzy to ok. 55 lat. A są specjalizacje, w których jest o wiele gorzej: w diagnostyce laboratoryjnej średnia wieku to 63 lata, w reumatologii czy otolaryngologii - 57 lat. W takich dziedzinach jak pediatria, chirurgia dziecięca czy reumatologia powstała luka pokoleniowa. - Aby zapewnić stałą liczbę wykształconej kdry, specjaliści w wieku do 50 lat powinni stanowić około 50 proc. liczby wszystkich - uważa Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej.
Problemem jest nie tylko wiek. Spora część lekarzy, szczególnie tych młodszych, opuszcza kraj. Z danych NIL wynika, że zaświadczenia upoważniające do wyjazdu w 2015 r. wzięło 836 lekarzy. Choć to mniej niż bezpośrednio po naszym wejściu do Unii Europejskiej (było to ok. 2 tys. rocznie), to od pięciu lat ich liczba z roku na rok rośnie. W badaniu przeprowadzonym przez Gdańską Okręgową Izbę Lekarską na pytanie: "Czy planujesz wyjazd za granicę do pracy?", 43 proc. odpowiedziało, że rozważa taką opcję. Zaś w "Gazecie Lekarskiej" pojawia się coraz więcej ogłoszeń od placówek medycznych z Niemiec. Nasi zachodni sąsiedzi często pokrywają koszty wyjazdu na rozmowę kwalifikacyjną.
Fakt, że mamy za mało lekarzy, to zdaniem ekspertów w dużej części efekt decyzji politycznej. - Współczynnik 2,2 na tysiąc pacjentów został ustalony w latach 90. - tłumaczy Marek Balicki, były minister zdrowia (to resort zdrowia decyduje o liczbie osób, która się kształci na studiach medycznych). - Wtedy plasowało nas to w średniej europejskiej - opowiada Balicki. W tym czasie uważano, że zbyt duża liczba lekarzy będzie zbyt kosztowna. Teraz okazuje się, że społeczeństwo się starzeje, wchodzą nowe metody leczenia, coraz więcej osób żyje dłużej, borykając się z chorobami przewlekłymi, więc i zapotrzebowanie się zmienia. Inne państwa to nadrobiły, w Polsce od 25 lat wskaźnik pozostaje praktycznie bez zmian.
Resort zdrowia deklaruje, że podjął już działania zaradcze: wprowadzono modułowy system kształcenia, dzięki któremu lekarz może uzyskać tytuł specjalisty w czasie krótszym niż do tej pory. Kolejną zmianą jest możliwość odbycia szkolenia specjalizacyjnego bezpośrednio po stażu dyplomowym, co według szacunków resortu skraca okres wymagany do uzyskania tytułu lekarza specjalisty o ok. 2-3 lata. Jest lepiej z rezydenturami. W latach 2009-2016 przyznano ich łącznie 25,5 tys., a w zeszłym roku mógł się na nią dostać każdy chętny. Resort wskazuje, że liczba specjalistów rośnie: w ciągu ostatnich ośmiu lat o 23 proc.. Trwają też prace nad zwiększeniem liczby studentów przyjmowanych na uczelnie medyczne.
Z szacunków DGP wynika, że gdybyśmy chcieli dorównać do średniej w krajach rozwiniętych, powinniśmy mieć o prawie 70 tys. lekarzy więcej. Ale nawet bez gonienia bogatszych zmagamy się z niedoborem: jak wynika z danych GUS, na koniec IV kw. 2015 r. w sektorze ochrony zdrowia było 2,4 tys. wolnych miejsc pracy.
@RY1@i02/2016/051/i02.2016.051.000000200.802.jpg@RY2@
Kadry w lecznictwie
Patrycja Otto
Klara Klinger
13 lat w kolejce po endoprotezę. Do których lekarzy kolejki są najdłuższe? -
Ile zarabiają lekarze w Polsce? -
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu