Dziennik Gazeta Prawana logo

Pomoc psychiatryczna dla dzieci działa dzięki zapaleńcom

14 stycznia 2019

Tomasz Rowiński, Mariusz Panek: Mamy totalną zapaść w psychiatrii dziecięcej. Ten system w obecnym kształcie będzie funkcjonował najwyżej kilka lat. Reforma jest konieczna

Panów ośrodki to nieformalny pilotaż reformy systemu psychiatrii dziecięcej?

fot. 2x Wojtek Górski

Mariusz Panek, szef Środowiskowego Centrum Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży w Wieliczce

Mariusz Panek: Nasze ośrodki działają dzięki środkom europejskim. Udało nam się po nie sięgnąć z pozytywnym skutkiem i w ramach programu POWER będziemy testować ten model. Można powiedzieć, że te projekty – bo poza ośrodkami dla dzieci działają też placówki dla dorosłych – są jednym z elementów reformy psychiatrii w Polsce. Obok trwającego już pilotażu Centrów Zdrowia Psychicznego i przygotowywanej przez Ministerstwo Zdrowia reformy leczenia dzieci i młodzieży. Te trzy procesy dzieją się równoległe.

Czy panów placówki wpisują się w reformę? Można będzie je później zaadaptować do systemu?

Mariusz Panek: Nasze centra spełniają wszystkie standardy, jakie dla tego typu placówek przewiduje Ministerstwo Zdrowia. Idą nawet dalej, bo w naszych głównych założeniach jest integracja usług medycznych z profilaktyką i wsparciem społecznym. W przypadku dzieci i młodzieży najważniejszym partnerem są szkoły i poradnie psychologiczno-pedagogiczne, a w przypadku dorosłych – ośrodki pomocy społecznej. W modelu Środowiskowego Centrum Zdrowia Psychicznego sieć usług społecznych jest co najmniej równie istotna jak sieć usług medycznych. Dlatego staramy się te sektory połączyć w jednym procesie terapeutycznym, wydobywamy potencjał podmiotów działających w lokalnej społeczności na danym terenie i z tego budujemy program szyty na miarę.

Resort zdrowia chce zbudować system oparty m.in. na poradniach psychologiczno-pedagogicznych. To jednak wymaga nie tylko współpracy oddolnej, ale też na poziomie resortów odpowiedzialnych za usługi zdrowotne, edukacyjne i społeczne.

To chyba jest jednym z największych wyzwań tej reformy. W jednej placówce będą specjaliści pracujący w systemie edukacji, zatrudnieni na podstawie Karty Nauczyciela i pracujący w systemie ochrony zdrowia, opłacani z kontraktu z NFZ. Inne stawki, inne pensum – da się to pogodzić?

dr Tomasz Rowiński z Instytutu Psychologii UKSW, szef Środowiskowego Centrum Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży na warszawskich Bielanach, członek ministerialnego zespołu przygotowującego reformę

Tomasz Rowiński: Rzeczywiście, problemem, nad którym teraz pracujemy, jest skoordynowanie wsparcia udzielanego w systemie edukacji i zdrowia.

Kolejne wyzwanie to brak kadr. Jeśli podstawową ideą reformy jest przeniesienie wsparcia jak najbliżej pacjenta, to znaczy, że właśnie na tym poziomie będzie potrzeba najwięcej specjalistów. Skąd ich wziąć? Teraz w całym kraju jest zaledwie ponad 300 czynnych psychiatrów dziecięcych.

Tomasz Rowiński: Potrzeba nam więcej psychiatrów dziecięcych, ale przede wszystkim też psychoterapeutów i psychologów mających kompetencje do pracy z dziećmi i rodzinami. Obecnie w systemie jest więcej psychologów i psychoterapeutów niż psychiatrów i to jest zasób, na którym trzeba bazować. Równie istotni są pracownicy socjalni, pielęgniarki oraz pedagodzy.

W obecnym modelu opieki zdrowotnej człowiek doświadczający kryzysu zazwyczaj trafia do psychiatry. Potrzebne jest odwrócenie ścieżki. Chcemy przetestować taki sposób prowadzenia pacjenta, gdzie pierwszy kontakt jest z psychologiem, a jeżeli problem, z którym zgłasza się rodzina, jest kliniczny, wówczas organizowana jest konsultacja psychiatryczna. Pomoc udzielana będzie na bazowym poziomie – w środowisku pacjenta.

Z dużą nadzieją patrzymy na działania Ministerstwa Zdrowia, które podjęło starania, by możliwie szybko zapełnić te luki kadrowe. Powstać ma nowa specjalizacja: psychoterapia dzieci i młodzieży. Jest to projekt finansowany z unijnych pieniędzy w celu stworzenia publicznego systemu szkolenia. Będzie można na tym kierunku kształcić się za darmo.

Ale to zajmie kilka lat. A resort chciałby wystartować z reformą od przyszłego roku szkolnego. Czy to możliwe? Przecież wykształcenie psychoterapeuty trwa cztery lata.

Tomasz Rowiński: Przyszły psychoterapeuta już po roku szkolenia może świadczyć usługi, a po dwóch latach, będąc pod stałą superwizją, może w miarę samodzielnie pracować. Inaczej po prostu nie nauczy się zawodu. Kiedy powstanie nowa specjalizacja, terapeuta obecnie pracujący z dziećmi będzie mógł podejść do egzaminu od razu, bez czteroletniego kursu, przy spełnieniu określonych wymogów.

Ponadto istotne jest stworzenie takich warunków w systemie publicznym, aby opłacało się w nim pracować.

Mariusz Panek: Ten system działa teraz dzięki zapaleńcom. Ale trzeba tak skomponować sytuację organizacyjną, prawną i zadania poszczególnych szczebli samorządu, organizacji pozarządowych, żeby powstał system oparty nie tylko na dobrej woli i chęci współpracy. Mamy nadzieję, że na bazie naszych doświadczeń powstanie model, na którym będą wzorować się inni, chcący wprowadzić podobną zmianę u siebie w powiecie, gminie czy dzielnicy.

Jak to wygląda w praktyce? Czy do takich ośrodków można się zgłosić z ulicy?

Tomasz Rowiński: Owszem, ale my jesteśmy tylko dla dzielnicy Bielany, bo podobnie jak w centrach zdrowia psychicznego dla dorosłych mamy odpowiedzialność za populację na danym terenie. Trafić do nas można w różny sposób, również zgłosić się samodzielnie. Mamy też dzieci i młodzież kierowane przez szkołę, poradnie psychologiczno-pedagogiczne, ośrodki pomocy społecznej (OPS), sąd, policję, straż miejską, świetlice środowiskowe.

Sąd, policja – to chyba oznacza, że trafiają do państwa dzieci z naprawdę dramatycznymi historiami. Jak wygląda wasza praca?

Tomasz Rowiński: Oceniamy, czy dany problem wymaga natychmiastowej interwencji. Pierwsze spotkanie prowadzi psycholog lub psychoterapeuta, jeśli przychodzi cała rodzina albo rodzic z dzieckiem. Następnie dokonujemy konceptualizacji problemu, czyli zastanawiamy się nad całą sytuacją (w tym nad zasobami rodziny oraz otoczenia i środowiska rodziny). Indywidualny plan zdrowienia jest tak układany, by wykorzystać dostępne usługi i skoordynować wsparcie pomiędzy różnymi podmiotami. Jeśli rodzina została skierowana z OPS, zwykle przychodzi też asystent rodziny, jeśli z sądu – kurator. To są specjaliści, dla których praca w środowisku jest naturalna. Obecnie staramy się nawiązać bardziej intensywną współpracę z pracownikami oświaty – nauczycielami, pedagogami, psychologami szkolnymi. Zaczynamy także współpracę z klasami, która dla szkół stanowi dość duże wyzwanie. Chcemy w ten sposób wspierać edukację włączającą, przede wszystkim uczniów z różnymi problemami w zachowaniu czy też zaburzeniami psychicznymi.

Jak liczny jest wasz zespół?

Tomasz Rowiński: W naszym zespole pracuje 17 osób, w tym psychiatrzy, psycholodzy, psychoterapeuci, pedagodzy, terapeuci środowiskowi dzieci i młodzieży oraz neurologopeda. Organizujemy grupy wsparcia dla rodziców. Jest to potrzebne, ponieważ rodzice często obwiniają się o problemy dziecka lub wymagają wsparcia w radzeniu sobie z kryzysową sytuacją w rodzinie. My nie chcemy, by byli z tym sami.

Czy panów zdaniem jest możliwe stworzenie takiego systemu, czyli de facto sieci takich placówek jak wasze, w ciągu kilku miesięcy w całym kraju?

Tomasz Rowiński: W psychiatrii dziecięcej nie mamy już czasu. Mamy totalną zapaść. Ten system w obecnym kształcie będzie funkcjonował kilka lat najwyżej. Na Mazowszu zamknięcie jednego oddziału całodobowego psychiatrycznego dla dzieci i młodzieży może uruchomić efekt domina. Obecnie dla personelu medycznego jest nierealne, aby wykonywać pracę na oddziałach całodobowych w takim klimacie.

Pamiętajmy, że im więcej pieniędzy publicznych zainwestujemy na etapie pierwszych objawów, tym mniejsze będą wydatki w przyszłości ponoszone na psychiatrię dorosłych.

Mariusz Panek: Szacuje się, że dzisiaj z systemu dla dzieci i młodzieży do systemu dla dorosłych przechodzi kilkadziesiąt procent pacjentów. Gdyby ta pomoc była skuteczna, mogłoby przechodzić ok. 15 proc. Warto w ten system inwestować.

Tomasz Rowiński: NFZ wydaje ok. 3 mld zł na psychiatrię dorosłych i 220 mln zł na psychiatrię dzieci i młodzieży. To zdecydowanie za mało. ©

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.