Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego
Przyjaciel nie zostawiał na polu walki, narażając własne życie wyciągał spod kul, resztkami sił niósł na własnych plecach do szpitala. Zostawał do końca, wbrew rozkazowi i rozsądkowi. Zabitego grzebał i ostatni odchodził od jego mogiły, często ze słowami „Pomszczę cię, przyjacielu”, a po wojnie brał udział w ekshumacji. Ci, którzy przeżyli okupację i Powstanie, zostali wierni swoim przyjaźniom że tam, gdzie są one, jest wolna Polska
Z marły w ubiegłym roku profesor Tytus Karlikowski ps. Tytus, żołnierz Batalionu „Zośka”, w swoich opowieściach o latach okupacji i Powstania mówił, jak ogromną rolę w życiu jego walczącego pokolenia odgrywała przyjaźń.
– Więzi jakie nas łączyły, to nie było zwykłe koleżeństwo, ale przyjaźń, braterstwo. Byliśmy grupą ludzi bardzo ze sobą związanych. Musieliśmy sobie ufać i być całkowicie lojalnymi w stosunku do kolegów. Wiara, że nikt z nas nie jest sam, że działa zasada „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, mobilizowała nas. Nie było takiej możliwości, żeby zostawić rannego kolegę, ratując siebie samego. Bez względu na konsekwencje trzeba było walczyć o towarzysza do końca – mówił.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.