Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Muszę wyczuć, czego dłużnik się boi i co na niego zadziała

2 lipca 2018

Jakie metody stosuje pani, by wymusić spłatę długu?

ROZMOWA

Zawsze najpierw próbuję wyczuć, czego dłużnik się boi, co na niego zadziała.

Nie chodzi o dosłowne grożenie, bo za to można nawet stracić pracę, ale są inne metody. Teoretycznie obowiązuje mnie przepis o ochronie danych osobowych, ale kiedy zadzwonię do pracy dłużnika albo na jego domowy numer i powiem, że jestem z firmy windykacyjnej, to przecież nie przekraczam prawa! A wszyscy już wiedzą, że ta osoba jest dłużnikiem. Podobnie jest z listami: jeżeli na kopercie zaadresowanej do dłużnika widnieje duże logo firmy windykacyjnej, to każdy głupi będzie wiedział, o co chodzi. A ludziom często zależy, by o ich długach nie wiedzieli bliscy. Niektórym wystarczy powiedzieć, że sprawa pójdzie do sądu, by natychmiast oddali należności. Inni przestraszą się, gdy powiem, że przyślę detektywa.

Dzwonię do dłużnika wcześnie rano, a potem jeszcze kilka razy. Jak się umówimy na spłatę długu o godzinie 11, dzwonię koło 12 i pytam, czy to zrobił. Po prostu przypominam o terminie, bo przecież mógł zapomnieć. Pewnego razu dłużnik ewidentnie mnie unikał, kłamał i rzucał słuchawką. Miał pecha, bo miałam akurat zły dzień. Wzięłam książkę telefoniczną i obdzwoniłam pół wsi, w której mieszkał, mówiąc, że poszukuję tego człowieka. Przedstawiałam się jako windykatorka. Poskutkowało, zapłacił.

Najczęściej dłużnik sam jest sobie winien. I nie rozumie, że jak zaciągnął pożyczkę, to musi oddać. Poza tym ludzie popełniają dużo błędów, przede wszystkim nie czytają umów. Umowę trzeba wziąć do domu i starannie przestudiować, bo są w niej różne kruczki: na przykład, że jeśli nie chcesz, by przysyłano ci rachunki do domu, musisz za to płacić. A potem przychodzi wezwanie do zapłaty i ludzie są w szoku.

Dwa tysiące. Dlatego robię notatki, by wiedzieć, na czym skończyła się poprzednia rozmowa. To jest teoretycznie zakazane, ale normalną praktyką jest, że windykatorzy tworzą sobie tzw. czarne listy i wpisują osoby, które im się naraziły. Ludzie nie tylko są chamscy, ale także wciskają kit. Twierdzą, że nie mają na spłatę, biadolą.

Windykatorzy to tylko ludzie, więc mogą też im puścić nerwy. Jeżeli ktoś grozi, że mnie zabije, to niech się nie dziwi, że coś mu powiem do słuchu. Zdarza się, że może się dostać Bogu ducha winnej osobie, bo windykator nie wytrzymuje i odreagowuje poprzednią rozmowę, podczas której został zwyzywany.

*Pracownica jednej z firm windykacyjnych

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.