Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Naganne metody windykatorów

2 lipca 2018

Niezwykle stanowczo upominają się nawet o najmniejsze kwoty. Wydzwaniają, krzyczą, a nawet grożą dłużnikom. Dzięki kryzysowi firmy windykacyjne przeżywają prawdziwe żniwa, tyle że metody ich pracy są często na granicy prawa

Dzwonią po kilkadziesiąt razy dziennie, wysyłają listy z widoczną adnotacją "dłużnik", czasem nawet grożą konfiskatą majątku - takie metody działania stosują pracownicy niektórych firm windykacyjnych. Do biur rzecznika praw konsumenta trafia co roku kilkaset skarg na windykatorów. Tymczasem właściciele firm ściągających długi zacierają ręce, bo dzięki kryzysowi... mają więcej pracy.

- Nie można odmawiać wierzycielom prawa do dochodzenia roszczeń, ale niepokojące jest to, że sposób działania dzisiejszych windykatorów bardzo przypomina to, co pamiętamy z lat 90. ubiegłego wieku, gdy masowo powstawały w Polsce firmy typu "ścinacz długów", "egzekutor" - mówi Kamil Basaj z warszawskiej firmy Connect, która zajmuje się oddłużaniem.

Wolałbym rozmawiać z psem

41-letnia urzędniczka z Warszawy Bożena M. 4 lata temu pożyczyła z banku 300 tys. zł na kupno mieszkania. Gdy 2 lata temu mąż stracił pracę, popadli w problemy finansowe. Aby spłacić kredyt hipoteczny, kobieta zaciągnęła kolejną pożyczkę. Szybko okazało się, że i jej nie jest w stanie spłacać. Rok temu długi przejęły firmy windykacyjne. Najpierw windykatorzy wysyłali listy z nadrukiem "dług". Jeszcze później zaczęły się telefony. Pracownicy firmy windykacyjnej nie przebierali w słowach: mówili np., że woleliby rozmawiać z psem, straszyli, że rozgłoszą na osiedlu, że jest dłużniczką. Kiedy Bożena M. mówiła, że nie ma pieniędzy, krzyczeli, że kłamie. I proponowali, by wyczyściła lodówkę, bo przyjadą sprawdzić, co w niej ma. W końcu zaczęli ją nachodzić w domu. Pukali do sąsiadów, pytając gdzie mieszka dłużniczka M. Wydzwaniali również do jej biura, informując współpracowników, że ma długi. - Mój szef dał mi wreszcie do zrozumienia, że nie widzi możliwości dalszej współpracy. Straciłam pracę, więc moja zdolność do spłaty długu spadła do zera - opowiada kobieta.

Równie stanowczo windykatorzy upominają się o niewielkie kwoty. Marianna K., emerytka ze Szczecina, zalegała z rachunkami za telefon komórkowy na sumę 3 tys. zł. Próbowała negocjować spłatę z firmą telekomunikacyjną, gdy po dług zgłosili się windykatorzy. Oświadczyli, że ma go spłacić do następnego ranka. W przeciwnym razie - sugerowali - sprawa trafi do sądu i staruszkę odwiedzi komornik. Pomogła dopiero interwencja synowej, która zadzwoniła do działu prawnego firmy windykacyjnej, grożąc, że złoży skargę. Błyskawicznie okazało się, że dług można spłacać w ratach.

Windykacja bankowa

Ale w ten sposób działają nie tylko firmy windykacyjne. Równie agresywnie działa windykacja bankowa. Szczególnie często dłużnicy skarżą się do rzecznika praw konsumenta na brutalne metody Eurobanku. Krzysztof i Ewa K. z Gdańska pożyczyli z tego banku kilkadziesiąt tysięcy złotych. Kiedy Ewa K. straciła pracę, natychmiast poinformowali w banku, że nie będą w stanie spłacać całej raty. Okazało się, jednak, że takiej sytuacji kredytu nie obejmuje ubezpieczenie. - Płaciliśmy tyle, ile mogliśmy, ale już po kilku dniach otrzymaliśmy pierwsze telefony z działu windykacji - opowiada mężczyzna.

Windykatorzy nie przebierali w środkach: krzyczeli, kazali natychmiast stawiać się w banku, a potem grozili, że pojadą do teściów i wszystko im zabiorą, a nawet do nich dzwonili. Sugerowali również, że o całej sprawie dowie się szef Krzysztofa K. Przestali ich nękać dopiero wtedy, gdy małżonkowie złożyli skargę.

Święta w więzieniu

Takie przypadki nie są wyjątkiem, o czym świadczą gorące dyskusje na forach internetowych poświęconych windykacjom. "Dziś dzwoniła pani z firmy windykacyjnej Ultimo i nawrzeszczała na mnie, że jeżeli nie wpłacę do poniedziałku 500 zł, to święta spędzę już w więzieniu, a dzieci w domu dziecka" - napisał jeden z internautów. "Windykator z Eurobanku wyzywał mnie od idiotów" - wtórował mu inny. A kolejny dłużnik skarżył: "Krzyczał, że nie mam się zachowywać jak ciota na paradzie gejów".

Same firmy windykacyjne nie przyznają się do naruszenia zasad. - Żadnych skarg na działanie naszych pracowników nie otrzymaliśmy - mówi Anna Prądzyńska, rzeczniczka Ultimo. Przyznaje jednak, że 2 lata temu UOKiK nałożył na nich karę w wysokości 500 tys. złotych. - Ale się od niej odwołujemy - dodaje.

Jedynie Eurobank otwarcie przyznaje, że proces windykacji jest to proces trudny. I mogą - jak to ujmuje PR menedżer banku - towarzyszyć mu negatywne emocje. Anna Kula twierdzi, że firma reaguje na wszystkie reklamacje, a wobec pracowników, którzy nieprawidłowo wypełniają swoje obowiązki, wyciąga konsekwencje.

Pracy przybywa

Problem jednak w tym, że większość osób straszonych i nękanych przez windykatorów nie składa skarg. To sprawia, że firmy windykacyjne czują się niemal całkowicie bezkarne. Zwłaszcza że kryzys gospodarczy to dla nich czas sowitych żniw. Jak wynika z raportu BIG, ponad półtora miliona Polaków ma problemy ze spłatą zobowiązań, a ich zadłużenie wynosi już 9 mld zł. - Wartość spraw przyjętych do windykacji w I półroczu wyniosła 2259,6 mln zł. Wzrosła o 30 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego - mówi rzeczniczka firmy windykacyjnej Kruk Iwona Słomska. Aby poradzić sobie z nawałem spraw, firma zatrudniła o 17 proc. więcej pracowników. - I z pewnością w kolejnych najbliższych miesiącach pracy windykatorom nie zabraknie - dodaje rzeczniczka.

taką skuteczność osiągają firmy windykacyjne przy egzekucji długu w ciągu 30 dni od jego powstania

taka jest kara dla firmy windykacyjnej EOS KSI

to prowizja windykatorów od kwot ponad 100 tys. zł

Klara Klinger

klara.klinger@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.