Wolny rynek oznacza triumf kiczu
ROZMOWA
CEZARY POLAK:
KRZYSZTOF KRAUZE:
Zaskoczył mnie obrót wydarzeń. Zaczęło się od wybuchów niezadowolenia, graniczącego z poczuciem obrazy, że na Kongres nie przyjechał premier Donald Tusk, a skończyło zupełnie inaczej. Podsumowując obrady, Jacek Żakowski słusznie zauważył, że brak w Krakowie premiera i prezydenta był korzystny, bo dzień wizyty któregoś z tych polityków byłby dniem straconym. Polityka rozpala niedobre emocje, zupełnie na Kongresie niepotrzebne. Zaskoczyło mnie wystąpienie profesora Jerzego Hausnera. Rzucenie kultury na wolny rynek, bez osłonowych działań państwa, oznacza katastrofę: triumf kiczu, tandety, brutalizację. Środowisko filmowców prześniło sen o wolnym rynku w połowie lat dziewięćdziesiątych. Wiemy, czym to pachnie. Zapaścią produkcji i komercjalizacją bez hamulców.
Wśród polityków i ekonomistów panuje przekonanie, że do kultury trzeba dokładać. A jest wręcz odwrotnie. Według raportu prof. Leszka Zienkowskiego (wieloletni szef GUS) z 2004 roku jedna złotówka zainwestowana w kulturę daje 5,5 zł wartości dodanej brutto, a udział kultury i przemysłów kultury w PKB to 4,5 proc. Przy udziale kultury w budżecie państwa w okolicach 0,5 proc. Postulat Kongresu, żeby podnieść budżet do 1 proc., to wyraz zwykłego rozsądku, a nie partykularyzmu. W Europie średni udział kultury w budżecie państwa to grubo ponad 2 proc.
Projekt ustawy przygotowany przez Macieja Strzembosza, prezesa Krajowej Izby Producentów Audiowizualnych, jest znacznie lepszy. Zakłada powstanie pięciu branżowych instytutów - literatury, teatru, sztuk wizualnych, edukacji kulturalnej i dziedzictwa narodowego - w oparciu i o doświadczenia, i o sukces Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Projekt prof. Hausera odebraliśmy jako próbę komercjalizacji kultury, bez zrozumienia natury złożoności procesu twórczego i mechanizmu społecznej recepcji sztuki. Picasso na rynku zarobił miliony, za to van Gogh nie sprzedał żadnego obrazu. Projekt Strzembosza odwołuje się do najważniejszego polskiego osiągnięcia po 1989 roku - samorządności. Z jednej strony wskazuje źródła finansowania nieobciążające kieszeni podatnika, z drugiej zakłada redystrybucję pieniędzy, podobnie jak w PISF, poprzez środowiskowych ekspertów.
Polskie kino swoje najważniejsze problemy chwilowo załatwiło. Co nie znaczy, że nie ma zagrożeń. Weźmy choćby inicjatywę posłów PiS, którzy podpisali list protestujący przeciwko udziałowi PISF w koprodukcji nowego filmu Larsa von Triera. Sprawa została złożona w prokuraturze. Wcześniej mieliśmy awantury wokół filmu o Westerplatte, które miały wszelkie cechy zakazanej przez konstytucję cenzury prewencyjnej. To są realne zagrożenia.
Mamy dziś w Polsce kinematografię producencką i bardzo wyraźnie czujemy degradację artystów. Tego może nie było widać w przypadku filmów nagrodzonych na festiwalu w Gdyni, ale w przypadku wielu pozostałych - jak najbardziej. Stoimy przed niezwykle istotnym wyzwaniem - ochrony dzieła sztuki przed arogancją pieniądza.
W poczuciu, że rozmawialiśmy odważnie, otwarcie. Że poszerzył się krąg aktywnych ludzi, choć ciągle brak młodzieży. Trzeba jej szerzej otworzyć drzwi. Cieszy mnie, że wyłoniły się priorytety i co najważniejsze - liderzy. Kongres legitymizował Obywatelski Komitet Mediów Publicznych. Wierzę, że powstanie nowa ustawa, która odpolityczni media i zwróci je obywatelom. Środowiska twórcze odzyskały podmiotowość. I to nie tylko na papierze. Zaczęły wreszcie działać. Od powtarzania słowa "wartości" niestety nie przybywa wartości. A tego bałem się przed Kongresem najbardziej. Że na tym poprzestanie z błogosławieństwem władzy i Kościoła.
@RY1@i02/2009/189/i02.2009.189.000.016b.101.jpg@RY2@
Krzysztof Krauze: Kongres Kultury Polskiej udowodnił, że środowiska twórcze mogą działać i rozmawiać odważnie
Krzysztof Żuczkowski/Forum
CEZARY POLAK
Krzysztof Krauze
reżyser i scenarzysta, laureat Grand Prix festiwalu w Gdyni za filmy "Dług" i "Plac Zbawiciela"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu