Kibice po królewsku przywitali naszych złotych chłopców
Obowiązkowe "Polska, biało-czerwoni" oraz "Dziękujemy" i piski dziewczyn - tak tysiące kibiców przywitało w poniedziałkowe popołudnie czternastu złotych chłopców i sztab trenerski na warszawskim lotnisku im. F. Chopina
Świętowaniu sukcesu nie było końca. Po fecie na lotnisku uroczystości przeniesiono na plac Defilad pod Pałacem Kultury i Nauki. - Tam będzie największa frajda - śmiał się Paweł Woicki. Na uroczystościach zabrakło tylko Krzysztofa Ignaczaka, który towarzyszył rodzącej żonie.
- Wiedzieliśmy, że możemy wygrać. Dopiero tutaj, po przylocie, uwierzyłem, że wygraliśmy mistrzostwa Europy. Czy jestem zaskoczony, że wita nas tylu kibiców? Szczerze mówiąc - nie. Wiem, że nasi kibice są najlepsi na świecie - powiedział Piotr Gruszka, najlepszy zawodnik tureckiej imprezy.
Maciej Jarosz, ojciec Jakuba, nie krył wzruszenia. - Jestem bardzo dumny ze swojego syna i całej reprezentacji - mówił były siatkarz. - Chyba nikt się nie spodziewał, że tak szybko zdobędą złoty medal. To jest kapitalny zespół. Jestem przekonany, że z mistrzostw świata z Włoch też przywiozą medal - dodał.
Siatkarze za lotnisku zjawili się z ponad 90-minutowym opóźnieniem. Po godzinnym locie z Izmiru do Stambułu biało-czerwonych czekała przesiadka do Warszawy. Wtedy zaczęły się nerwy. Strażnicy nie chcieli przepuścić Polaków przez kontrolę i kazali im czekać. - O co chodzi? Przecież za moment powinniśmy startować - denerwował się Michał Ruciak. Reszta starała się zachować spokój, odbierali telefony albo po prostu się zdrzemnęli. - Odpoczynek nam się bardzo przydał, całą poprzednią noc spędziliśmy na oblewaniu zwycięstwa - mówił wyraźnie "podmęczony" Paweł Zagumny, najlepszy rozgrywający tureckich mistrzostw.
Na warszawskim lotnisku z każdą minutą rosło zniecierpliwienie. - Kiedy przyjdą? - pytali kibice. - A może się nas przestraszyli? - dodał z uśmiechem jeden z nich. A było czego - około tysiąca ludzi ściśniętych w hali przylotów. Ci, dla których zabrakło miejsca, wszystko obserwowali z wyższego piętra albo zza szyby.
- Jest nas więcej niż przed trzema laty (w 2006 roku ekipa prowadzona przez Raula Lozano wywalczyła wicemistrzostwo świata - red.) - mówił jeden z kibiców, obowiązkowo uzbrojony w biało-czerwony szalik i aparat fotograficzny.
Kto mógł, ten starał się przepchnąć najbliżej barierek, swoje baty zebrali przy okazji kamerzyści. - Zabierz tę kamerę, przecież my też chcemy ich zobaczyć - mówili zdenerwowani fani, którzy w ścisku czekali na swoich ulubieńców. Czekanie umilały popisy Edwarda Ąckiego, który przyjechał na lotnisko z gigantyczną pluszową gruszką, którą zamierzał wręczyć najlepszemu zawodnikowi.
Pierwszy z pucharem wszedł Daniel Pliński, szybko dołączyli do niego koledzy, każdy ze złotym medalem na szyi. Było "Dziękujemy" i "Sto lat", potem były wspólne zdjęcia z kibicami i rozdawanie autografów.
- Najtrudniejsze były mecze z Hiszpanią i Francją, ale nawet na chwilę nie straciliśmy wiary w swoje możliwości - powiedział Gruszka. - Nie wiecie, ile pracy mnie to kosztowało, ale MVP mistrzostw zostałem także dzięki moim kolegom. Dziękuję za zaufanie dla zespołu. Wykonaliśmy kawał wielkiej roboty, dla siebie i dla was - dodał siatkarz.
Zadowolony Daniel Castellani spytany o tajemnicę sukcesu powiedział: - Ja nie widzę w tym nic niesamowitego. To efekt ciężkiej pracy, konstruowania zespołu. Ale przede wszystkim to zasługa samych zawodników. Przez ostatnie miesiące byli skupieni na swoim zadaniu i tak wyszło - powiedział Argentyńczyk. - Choć na pewno mieliśmy szczęście. Sam uważam, że jestem szczęśliwym człowiekiem - dodał i schował się do autokaru, którym siatkarze, z krótkim przystankiem na obiad, pojechali świętować na placu Defilad, gdzie kontynuowano uroczystości.
Fanom siatkówki prawie zupełnie umknęło lądowanie samolotu z włoskiej Werony, z którego wysiadły polskie siatkarki. Podopieczne Jerzego Matlaka wracały z ostatniego przed rozpoczynającymi się 25 września mistrzostwami Europy turnieju towarzyskiego. - Czy oglądałam? Nie udało mi się obejrzeć całego spotkania, ale większość widziałam - mówiła Joanna Kaczor. - Ani na moment nie przestałyśmy w nich wierzyć - dodała Katarzyna Gajgał. - A nasz turniej? Udany. Teraz jedziemy do Łodzi, najpierw treningi, potem walka o medale - dodała siatkarka. Wspomóc dziewczyny obiecali siatkarze.
@RY1@i02/2009/180/i02.2009.180.000.020a.101.jpg@RY2@
Marek Kudelski / FORUM
Polscy siatkarze z lotniska na Pl. Defilad przejechali specjalnym autobusem
Marta Pytkowska
marta.pytkowska@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu