Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Kryzys sprzyja luźnym związkom

1 lipca 2018

Co piąte polskie dziecko rodzi się w związku nieformalnym. To efekt przemiany naszej mentalności. I próba dostosowania się do warunków ekonomicznych.

Niby niewiele się zmieniło w ostatnich latach: państwo młodzi mają po 28 lat, ze ślubem czekali, aż skończą naukę. Dzieci także odkładają na później. Przyzwyczailiśmy się już też do tego, że coraz więcej par ma dziecko w luźnym związku. W miastach to już co czwarte dziecko, na wsi co szóste - wynika z raportu GUS. Jednak wbrew temu, co lubimy sądzić, popularność wolnych związków to nie tylko efekt jakiejś wielkiej rewolucji obyczajowej, która przyszła do nas z liberalnego Zachodu. To konieczność ekonomiczna i dowód na - jak mówi dr Piotr Szukalski, demograf - przedsiębiorczość ubogich. - System przyznawania zasiłków preferuje osoby mieszkające samotnie. Stąd nagły wysyp konkubinatów i pozamałżeńskich dzieci. - Najwięcej ich jest tam, gdzie największe bezrobocie: w województwach warmińsko-mazurskim, lubuskim, zachodniopomorskim - mówi Szukalski, który od lat bada przemiany polskiej rodziny. - I dotyczy to wsi, nie miasta - dodaje.

Także z badań prowadzonych przez zespół profesor Ireny Kotowskiej, demografa ze Szkoły Głównej Handlowej, wynika, że nieformalne związki są popularne w grupach mniej zamożnych. - W Polsce jest bardzo silna tradycja wyprawiania wesela. I koszty z tym związane często hamują przed ślubem - tłumaczy.

Oczywiście, przemiana kulturowa nie jest bez znaczenia: mieć nieślubne dziecko już dawno przestało być wstydem, stało się wręcz modne. Jak tłumaczy socjolog z UW prof. Krystyna Iglicka-Okólska, często młodzi nie chcą ślubu, bo chcą się rozwijać, a tradycyjne małżeństwo jawi się jako ograniczenie.

To jednak nie ogranicza liczby dzieci, bo rośnie liczba samotnych matek, które świadomie decydują się na ich posiadanie.

I pewnie dlatego po raz pierwszy od blisko ćwierćwiecza w ostatnich czterech latach liczba dzieci w przeliczeniu na jedną kobietę rośnie. Nieznacznie - bo z 1,2 do 1,4 dzisiaj - ale zawsze coś. Jeśli nadal dzietność będzie rosła w tym tempie, to w 2021 roku osiągniemy dopiero tzw. zastępowalność prostą pokoleń - średnio dwoje dzieci na kobietę.

Popularność wolnych związków i przyrost pozamałżeńskich dzieci nie oznaczają jednak wcale, że tradycyjny model rodziny umiera. Po prostu - kohabitacja, oprócz małżeństwa, stała się społecznie akceptowana. Często zresztą po jakimś czasie prowadzi do małżeństwa. Bo dla Polaków właśnie życie rodzinne staje się coraz ważniejsze.

Jak wynika z badań CBOS oraz Pentora, kończy się pokolenie, które stawiało na robienie kariery kosztem rodziny. - Liczy się dobra pensja, ale także zrównoważone życie rodzinne - mówi socjolog Martyna Kawińska z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. To sposób na satysfakcję życiową w sytuacji, kiedy sytuacja na rynku pracy jest trudna i kryzys ogranicza możliwości kariery.

@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.000.0006.001.jpg@RY2@

Współczynnik dzietności

Sylwia Czubkowska

Klara Klinger

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.