Kryzys sprzyja luźnym związkom
Co piąte polskie dziecko rodzi się w związku nieformalnym. To efekt przemiany naszej mentalności. I próba dostosowania się do warunków ekonomicznych.
Niby niewiele się zmieniło w ostatnich latach: państwo młodzi mają po 28 lat, ze ślubem czekali, aż skończą naukę. Dzieci także odkładają na później. Przyzwyczailiśmy się już też do tego, że coraz więcej par ma dziecko w luźnym związku. W miastach to już co czwarte dziecko, na wsi co szóste - wynika z raportu GUS. Jednak wbrew temu, co lubimy sądzić, popularność wolnych związków to nie tylko efekt jakiejś wielkiej rewolucji obyczajowej, która przyszła do nas z liberalnego Zachodu. To konieczność ekonomiczna i dowód na - jak mówi dr Piotr Szukalski, demograf - przedsiębiorczość ubogich. - System przyznawania zasiłków preferuje osoby mieszkające samotnie. Stąd nagły wysyp konkubinatów i pozamałżeńskich dzieci. - Najwięcej ich jest tam, gdzie największe bezrobocie: w województwach warmińsko-mazurskim, lubuskim, zachodniopomorskim - mówi Szukalski, który od lat bada przemiany polskiej rodziny. - I dotyczy to wsi, nie miasta - dodaje.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.