Na żłobkach powinno zależeć nie tylko rodzicom
To nie jest łaska państwa, czy będziemy mieć przedszkola i żłobki, czy będą nowoczesne, czy będą spełniały oczekiwania dzieci i rodziców.
To nie jest dobra czy zła wola polityków. Nam wszystkim powinno zależeć na tym, by w Polsce rodziło się więcej dzieci. W przeciwnym wypadku zawali się cały system emerytalny. Zatem w interesie społecznym, politycznym i gospodarczym jest to, by powstawały różnorodne formy opieki nad dziećmi.
Na przełomie 2006 i 2007 r. przerażeni fatalną sytuacją demograficzną przygotowywaliśmy program polityki rodzinnej. Okazało się wtedy, że Polacy deklarują chęć posiadania większej liczby dzieci, ale nie decydują się na nie z prostego powodu: kobiety boją się o swoje miejsca pracy.
Dziś, niezależnie od wysokości bezrobocia, panie mają trudniejszy dostęp do rynku pracy, bo są postrzegane przez pracodawców właśnie przez pryzmat potencjalnego czy rzeczywistego macierzyństwa. Pracodawcy zakładają, że kobiety będą gorszymi pracownicami, bo muszą dzielić zawodowe obowiązki z opieką nad dziećmi. Dlatego każdy instrument, który pozwala lepiej godzić te dwie sfery życia, jest bezcenny.
Potrzebne są też rewolucyjne zmiany, które ułatwią zakładanie żłobków, przedszkoli i innych form opieki nad małymi dziećmi. Kiedy w 2006 r. zaczęłam się zajmować polityką rodzinną, dziwiło mnie, że w Warszawie, która jest bogatym samorządem, funkcjonują 123 niepubliczne przedszkola i tylko dwa takie żłobki. Okazało się, że trudno stworzyć w Polsce żłobek, bo jest on traktowany jak zakład opieki zdrowotnej podlegający Ministerstwu Zdrowia. Jedynym sposobem, by pojawiło się więcej niepaństwowych żłobków, jest wyjęcie ich spod kurateli resortu zdrowia, nadanie im nowej definicji jako placówki opiekuńczo-edukacyjnej i podporządkowanie ich Ministerstwu Pracy.
Jak widać, mamy do czynienia z dwoma problemami. Jeden dotyczy podstaw prawnych. Tutaj zarówno projekt rządowy, jak i propozycje PiS są podobne, uzupełniają się i dają narzędzia tym, którzy chcą się zajmować opieką nad małymi dziećmi. Są w Polsce miejsca, w których będzie to wykorzystywane, myślę tu głównie o bogatych samorządach. Jestem przekonana, że np. w Warszawie stworzenie takiej możliwości prawnej może dużo zmienić. Ale na pewno nie załatwi tej sprawy w całym kraju.
Drugim problemem jest oddanie sprawy w ręce samorządów. W Polsce możemy podzielić je na trzy grupy. Pierwsza to takie, które mają wystarczająco dużo pieniędzy na organizację różnych form opieki nad małymi dziećmi i chcą to robić. Na przykład na Opolszczyźnie uprzedszkolnienie mamy na poziomie 85 proc. Ale istnieją takie samorządy, które mają pieniądze, lecz chcą je wydawać na inne rzeczy. I choć mają potencjał finansowy, nie tworzą żłobków i przedszkoli. I wreszcie jest trzecia grupa samorządów, które nawet gdyby chciały zakładać żłobki i przedszkola, nie mają na to pieniędzy.
Kłopot polega na tym, że w reformie samorządowej formy opieki nad małymi dziećmi zostały zdefiniowane jako zadania własne samorządu. W myśl zasady: samorządzie, rządź się sam, masz kasę i chcesz ją wydawać, to wydawaj. Jeśli nie, to twój problem, bo to na ciebie spada odpowiedzialność. Intencje były takie, by ta część podatków, która zostaje na poziomie samorządów, była przeznaczana na poszczególne zadania. Niestety wygląda to tak, że samorząd sam decyduje, czy wydać je na drogę, oświetlenie, basen, a może przedszkole. Żeby nie wydawać budżetowych pieniędzy tam, gdzie nie jest to potrzebne, a pomóc tam, gdzie jest to niezbędne, konieczna jest solidna debata na forum Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Dopiero po uporządkowaniu tej sfery i wyliczeniu, ile pieniędzy jest wykorzystywanych, ile potrzebnych, trzeba będzie zdecydować, jak powinno wyglądać finansowanie całego systemu.
była minister pracy
Autorka jest posłanką PiS, w rządzie Jarosława Kaczyńskiego była odpowiedzialna za politykę rodzinną
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu