Fenomen czy szaraczek?
Tomasz Zimoch obok Kowalczyk i Małysza został gwiazdą igrzysk
Skąd ci wszyscy ludzie mają mój numer telefonu? - łapie się za głowę Tomasz Zimoch. "Tomek, jesteś artystą i poetą dziennikarstwa radiowego. Telewizyjne relacje były puste, suche i przemądrzałe. Ty lałeś nam miód na uszy i serca. Gratuluję i dziękuję. Pozdrawiam z Białegostoku" - napisał do komentatora Jan Smyk. Bo Justyna Kowalczyk i Adam Małysz to niejedyne polskie gwiazdy igrzysk olimpijskich w Vancouver. Dla milionów fanów sportu jest nią także Tomasz Zimoch. Jego komentarze już kilka minut po zakończeniu transmisji z zawodów pojawiały się na YouTubie, Facebooku, Twitterze. Posłuchać, jak emocjonował się walką Justyny Kowalczyk o złoto, zechciało już 400 tys. osób. Powstają zbiory najlepszych powiedzonek Zimocha i grupy jego fanów w portalach społecznościowych. - Jaki tam ze mnie fenomen? Ja jestem zwykły szaraczek, żuczek - odpowiada komentator. Przyznaje jednak, że od początku olimpijskich zmagań dostaje setki SMS-ów, e-maili, telefonów z podziękowaniami. - W czasach gdy telewizja wkracza już niemal wszędzie, okazuje się, że radio wcale nie jest skazane na porażkę. Dziękuję Bogu, że mogłem relacjonować te igrzyska - mówi Zimoch i podkreśla, że właśnie spełnia swoje marzenia.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.