Franciszek Smuda chwali PZPN i złości się na media
Franciszek Smuda w nie najlepszym humorze wrócił wczoraj ze zgrupowania w Tajlandii. Zdenerwowała go prasa, krytykująca pomysł wyjazdu do Azji.
Po wylądowaniu na Okęciu selekcjoner próbował uciec dziennikarzom, kierując się wraz z żoną do innego wyjścia niż reszta ekipy. Nie ukrywał, że nie ma ochoty na rozmowy z prasą. Irytowały go nawet pytania o to, czy mecze Polski w Pucharze Króla powinny być uznawane za oficjalne, skoro Duńczycy w swoich statystykach zapisują je jako spotkania reprezentacji ligi.
- Oczywiście, że to były oficjalne mecze. Przestańcie wszystko krytykować - denerwował się selekcjoner. - To zgrupowanie było nam potrzebne. Powtarzałem to wiele razy. Co więcej, rozmawiałem na ten temat z trenerem Duńczyków Mortenem Olsenem i on też uważa, że te mecze miały sens. Przecież gdybyśmy tam nie pojechali, to minione kilka dni byłyby stracone dla piłkarzy, którzy tam byli. A jacy byli to przeciwnicy, to obojętne. Z niektórych dwudziestokilkulatków sprawdzonych w Tajlandii będą w przyszłości dobrzy piłkarze. Cieszę się, że zobaczyłem, jak grają Kamil Glik czy Jacek Kiełb albo jak sobie radzi na lewej stronie Maciej Sadlok. Gdybyśmy tam nie pojechali, to nigdy bym tego nie wiedział - mówił Smuda, który podkreślił, że bardzo się cieszy, że PZPN zorganizował te spotkania. - Ten związek ani mnie, ani tej reprezentacji jeszcze żadnej krzywdy nie zrobił - zauważył.
Piłkarze byli w podobnych nastrojach jak ich trener. Tylko nieliczni rozmawiali z dziennikarzami. Reszta była wyraźnie obrażona o to, że prasa nie zachwyciła się ich zwycięstwami nad Tajlandią i Singapurem. Być może wpływ na złe nastroje miał fakt, że 15-godzinna podróż z Azji wydłużyła się o trzy kolejne. Okazało się bowiem, że samolot, do którego piłkarze mieli przesiąść się we Frankfurcie, nie wystartował, bo był oblodzony.
Artur Szczepanik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu