Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Mówią, że nie myślą o medalach

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Podopieczni Bogdana Wenty, by wywalczyć historyczny awans do półfinału mistrzostw Europy, potrzebują zaledwie jednej wygranej. Pierwsza okazja nadarzy się już dziś, gdy biało-czerwoni zagrają o godz. 20.15 z reprezentacją Czech

- Ale co zrobiliśmy na razie? Nic. Jeszcze nic. Trzeba stać mocno na nogach - powiedział po wygranym spotkaniu z Hiszpanami Bogdan Wenta. Ale jeśli dziś Polacy pokonają reprezentację Czech, to bez względu na wynik czwartkowego spotkania z Francją zapewnią sobie miejsce w najlepszej czwórce mistrzostw Europy. To będzie najlepszy wynik polskiej reprezentacji w historii występów na Euro.

Bogdan Wenta w poniedziałek swoim podopiecznym dał wolne. Po ciężkich spotkaniach z Hiszpanami i ze Słoweńcami potrzebny był czas na regenerację, zarówno fizyczną, jak i psychiczną. - Zawodnicy czas wolny dostali tylko do 14. Później znów wracamy do treningów - opowiada Paweł Papaj, kierownik polskiej drużyny. Część z kadrowiczów wykorzystała wolne, by zatelefonować do najbliższych, inni udali się na zwiedzanie Innsbrucku. Pogoda w Austrii jest bowiem znacznie przyjaźniejsza niż w Polsce i dłuższy spacer nie grozi odmrożeniem nosa czy uszu. Większość jednak została w hotelu. - Dlatego jest tak głośno. Jak to zawsze po wygranym spotkaniu. Wesoło, wszyscy sobie żartują. To taki nasz sposób na stres - zdradził Papaj.

Trener Wenta wraz z drugim szkoleniowcem Danielem Waszkiewiczem całe przedpołudnie przeznaczyli natomiast na opracowanie taktyki na spotkanie z Czechami. Polacy z tą drużyną po raz ostatni zagrali w listopadzie ubiegłego roku. W Kaliszu podczas turnieju towarzyskiego biało-czerwoni wygrali skromnie 28:27, a po pierwszej połowie przegrywali 12:13.

Czesi, którzy do drugiej fazy weszli z zerowym dorobkiem punktowym, mają niewielkie szanse na awans do półfinału. Nie oznacza to wcale, że piłkarze tego kraju nie mogą sprawić na tych mistrzostwach niespodzianki. Jedna już im się udała - pokonali faworyzowaną Słowenię. Czy będą w stanie zagrozić Polakom?

Po fantastycznym spotkaniu z Hiszpanami wydaje się, że problemy, które polscy szczypiorniści mieli w meczu ze Słoweńcami (spotkanie zakończone remisem 30:30), były tylko wypadkiem przy pracy. Widać teraz, jak bardzo w tamtym meczu brakowało w drużynie Michała Jureckiego. Piłkarz niemieckiej Lubeki udowodnił, że w polskiej ekipie jest niezastąpiony. - To nie jest normalny człowiek, to jest jakiś robocop. To jest gladiator, który sam może góry przenosić, dusza tej drużyny. W niedzielę pokazał charakter, wolę walki, ambicję. Mogę o nim mówić tylko w samych superlatywach. Cieszę się, że wrócił, i to w jakim stylu - powiedział o swoim młodszym bracie Bartosz Jurecki.

Polscy piłkarze ręczni jak zwykle przyciągnęli przed telewizory rekordową liczbę kibiców. Dotychczas zmagania szczypiornistów na kanałach telewizji Polsat (Polsat, Polsat Sport i Polsat Sport Extra) obejrzało 15,5 mln osób. Niedzielne spotkanie z Hiszpanami śledziło prawie 4,3 mln kibiców, to jest blisko o milion więcej niż mecz z Niemcami (3,4 mln). Należy liczyć, że z każdym dniem będzie przybywało także biało-czerwonych flag w hali w Innsbrucku. A jeśli wejdziemy do półfinałów, to gospodarze muszą się spodziewać najazdu polskich kibiców na Wiedeń.

- Czy myślimy o meczach o medale w stolicy Austrii? Nie, nawet o tym nie rozmawiamy. Do medali jest jeszcze daleko. Na razie mamy przed sobą spotkanie II fazy z Czechami, a potem czekają na nas jeszcze silni Francuzi - przypomina Papaj.

@RY1@i02/2010/017/i02.2010.017.000.020a.001.jpg@RY2@

Bartosz Jurecki (w środku) był najskuteczniejszym Polakiem w meczu z Hiszpanią. Zdobył sześć bramek

Fot. Łukasz Grochala/Newspix.pl

Marta Pytkowska

marta.pytkowska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.