Nie wypromujemy piłki ręcznej bez pomocy ze strony związku
Polscy szczypiorniści tuż przed mistrzostwami Europy w Austrii wystąpią w turnieju towarzyskim w Wiener Neustadt
ROZMOWA
Tak to wygląda. Na Euro mamy szesnaście drużyn, dziesięć z nich prezentuje bardzo wyrównany poziom i jest w stanie zdobyć mistrzostwo Starego Kontynentu. Więc - tak - łatwiej jest zdobyć mistrzostwo świata niż złoto na Euro.
Każdy z nas marzy o tym medalu, ale doskonale zdajemy sobie sprawę, że do niego jeszcze bardzo daleka droga i wiele ważnych spotkań przed nami. Tym razem nie chcemy, by powtórzyła się sytuacja z ostatniego mundialu, że przegrywamy jeden czy dwa mecze, po których nie wiadomo, czy będą jeszcze szanse zdobyć jakiś dobry wynik. Po prostu musimy kroczyć od zwycięstwa do zwycięstwa i nie oglądać się na rywali.
My nigdy go nie mamy. Grupa jest niezwykle ciężka, to bardzo wymagający rywale. Na pewno każdy jest do przejścia, ale z każdym można też polec. Nie można nikogo lekceważyć. Jak wygramy wszystkie mecze, będziemy mieli zaliczkę w postaci czterech punktów przed drugą fazą. A to od razu inaczej nas ustawi w perspektywie walki o medale.
Na ostatnim mundialu przegraliśmy z Niemcami siedmioma bramkami. Ta porażka wciąż boli i jesteśmy żądni rewanżu. Ze Szwecją graliśmy w eliminacjach - u nich przegraliśmy, u nas był remis. Mecze były jednak wyrównane, a wynik na styku. Podejrzewam, że także w Austrii nie będzie łatwo.
Pewniej takiej jak wyczyn Siódmiaka w meczu z Norwegami? Dla kibiców to niesamowita frajda - jest stres, są emocje, a potem sukces. Ale tego nigdy się nie planuje. Niezwykle istotne jest w takich momentach przygotowanie fizyczne i psychiczne. Wystarczy sobie wyobrazić - została tylko minuta do końca, a my mamy jedną bramkę w plecy. I jeśli każdy pomyśli "dobra, nie mamy szans", to możemy od razu schodzić do szatni. Ale jeśli uwierzymy, że jeszcze nie wszystko jest stracone, to będzie tak jak ostatnio ze Szwedami, kiedy przegrywaliśmy, a udało się wyrównać. Naturalnie fajnie byłoby wygrywać większą różnicą bramek i mieć spokój na ławce. Bo trener czasami wychodzi z siebie, siwieje, nie może potem spać po nocach. Ale na razie jesteśmy specjalistami od horrorów.
Zawsze trzymamy się razem. U nas nikt na nikogo nie nadaje. Nawet jeśli było źle, to nie wyciągamy żadnych brudów, tylko mówimy sobie wprost, co było nie tak. Musimy mieć do siebie zaufanie, podczas meczu nikt - czy to z trybun, czy sprzed telewizora - nam nie pomoże.
Największym osłabieniem jest brak Damiana Wleklaka, naszego kapitana. Poza tym każdy jest poobijany, jak to w środku sezonu. A ten trochę już nam się ciągnie, więc wszyscy jesteśmy odrobinę zmęczeni. Są jakieś przeziębienia, ale - co najważniejsze - nie ma żadnej poważniejszej kontuzji.
Nie możemy tak myśleć. Naturalnie piłka ręczna to sport kontaktowy, ale wystarczy, by każdy był skoncentrowany i patrzył na to, co robi, a wówczas można się ustrzec przed kontuzją. Nie ma jednak mowy, żebyśmy potraktowali ten turniej ulgowo. Trener od nas wymaga, by zawsze grać o zwycięstwo. U nas nie ma miejsca na kalkulację, każde spotkanie jest tak samo ważne, a każde zwycięstwo buduje naszą drużynę i pozwala wierzyć, że jesteśmy mocni i że stać nas na wszystko.
Nadal czekamy na ruch ze strony związku, ale na razie jest cisza. Naturalnie najważniejsze jest, żeby być w czołówce, czy to na mistrzostwach Europy, czy świata, i pokazywać, że piłka ręczna w Polsce ciągle idzie w górę. Jeśli są wyniki, to znajdą się też sponsorzy. Ale promocja piłki ręcznej nie zależy wyłącznie od nas. Musi się w to włączyć także związek i zadbać o całą tę otoczkę, żeby wiadomo było, że w danym mieście jest piłka ręczna czy też że będzie rozgrywany jakiś turniej z udziałem reprezentacji.
To trudne pytanie. Tak naprawdę ponad połowy klubów w Polsce nie stać na grę w profesjonalnej lidze. Z tego, co się orientuję, wiele klubów zmaga się z poważnymi problemami finansowymi. Jeszcze za wcześnie na takie zmiany.
W Niemczech szczypiorniak to druga, może trzecia dyscyplina pod względem popularności. Trybuny zawsze są pełne, ludzie przychodzą z całymi rodzinami i bawią się. W kwestii sponsorów to Bundesliga jest najlepiej zorganizowaną ligą na świecie. Wszystko jest dobrze poukładane od strony finansowej, technicznej, kontraktów sponsorskich i współpracy z fanklubami. Wiadomo, że na wypracowanie takich standardów potrzeba czasu.
Jesteśmy jeszcze bardzo daleko. Pamiętam, jak grałem jeszcze w Piekarach Śląskich, hala mogła pomieścić 400 - 500 osób. Więc jakież to może być zainteresowanie? I jaki ma być budżet ze sprzedaży biletów? A przecież właśnie na to patrzą sponsorzy. Jedynym pozytywnym przykładem jest Vive Kielce. W Kielcach piłka ręczna jest właściwie promowana, jest dobra polityka klubu, są wyniki sportowe i dobra współpraca ze sponsorami. Jeśli są sukcesy, są kibice, to pojawiają się też sponsorzy i pieniądze. A nie oszukujmy się, w tym wszystkim najważniejsze są właśnie pieniądze.
@RY1@i02/2010/002/i02.2010.002.000.0020.001.jpg@RY2@
Bartosz Jurecki od 2006 r. jest zawodnikiem niemieckiego SC Magdeburg
Marek Biczyk/Newspix.pl
Po akcji protestacyjnej w Poznaniu, gdy podopieczni Bogdana Wenty wystąpili w koszulkach z napisami "Związku szanuj naszą pracę", władze Związku Piłki Ręcznej w Polsce zadeklarowały się, że przed mistrzostwami Europy na koszulkach biało-czerwonych pojawi się logo sponsora. Po dziś dzień obietnice nie zostały jednak zrealizowane. Ostatnim sponsorem tytularnym reprezentacji był bank PKO BP, umowa została podpisana na półtora roku i mimo sukcesu w postaci brązowego medalu mistrzostw świata w 2009 r. nie została przedłużona. Wcześniej, podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie, na koszulkach kadrowiczów widniało logo Telefonii Cyfrowej Era.
, srebrny i brązowy medalista MŚ. Gra na pozycji obrotowego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu