Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Młode wilczki zostawiają staruszka Małysza w tyle

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

W Turnieju Czterech Skoczni trwa koncert jednego skoczka - Gregor Schlierenzauer okazał się najlepszy zarówno w Garmisch-Partenkirchen, jak i w Innsbrucku, odnosząc swoje 26. i 27. zwycięstwo w karierze.

Adam Małysz po 11. miejscu w sobotę w niedzielę był 7. i zachował miejsce w najlepszej dziesiątce Pucharu Świata.

W 58. Turnieju Czterech Skoczni karty w rywalizacji sportowej głównie rozdaje wiatr. W Garmisch-Partenkirchen skoczkom warunki dopisywały, szczególnie w drugiej turze. Wynik 125 m nie pozwolił Kamilowi Stochowi nawet na zachowanie miejsca w drugiej dziesiątce. Simon Ammann pofrunął w tej serii na odległość 143,5 m, bijąc tym samym rekord olimpijskiego obiektu.

Adam Małysz w Niemczech skakał równo - 128,5 m w pierwszej próbie i o cztery metry dalej w drugiej. Wystarczyło to jednak tylko na 11. miejsce. Na austriackiej skoczni Bergisel nie wiało w ogóle, mimo to skoczek z Wisły był siódmy. Poprawa wyniku względem poprzedniego konkursu nie pozwoliła jednak na zachowanie ósmego miejsca w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Polak spadł bowiem na dziewiątą pozycję.

- W Garmisch w drugiej serii pogoda trochę się zmieniła. Byli zawodnicy, którzy mieli odrobinę lepsze noszenie. Adam skoczył bardzo dobrze, ale aura mu nie sprzyjała. Pod sam koniec zrobiły się lepsze warunki pozwalające na znacznie dalsze loty - mówił po zawodach trener biało-czerwonych Łukasz Kruczek.

Małysz na swoje występy nie narzeka. Choć ani razu nie udało mu się stanąć na podium, to nie spada poza pewne minimum, jakim jest czołowa dziesiątka, co odzwierciedla choćby wysokie, siódme miejsce, w klasyfikacji TCS. Forma jest, błędy techniczne zostały prawie wyeliminowane. Nie ma jeszcze tylko sławnego dynamitu w nogach, z którego w przeszłości znany był polski skoczek. Najgroźniejsi rywale, a więc Schlierenzauer czy Ammann, wyprzedzają go regularnie po 10, a niekiedy nawet 15 metrów.

- Adamowi tylko wtedy brakuje do rywali aż tyle, gdy warunki są trochę nierówne. W pierwszej serii w Ga-Pa, przy w miarę równym wietrze, było to już tylko pięć metrów do najlepszych. Pięć metrów może być kwestią dopracowania przez nas sprzętu - tłumaczył Małysza szkoleniowiec kadry narodowej.

Sam skoczek jest daleki od popadania w panikę. - Moja technika cały czas jest niezła, ale nie jest to jeszcze to, czego byśmy chcieli - powiedział po konkursie Orzeł z Wisły. - Brakuje odpowiedniego kierunku wybicia, co było widać przy skoku Ammanna, który wyszedł bardzo płasko z progu, ale odleciał niebywale daleko w drugiej fazie. To jest technika na dzisiejsze czasy. Przy tym sprzęcie i tych skoczniach trzeba w ten sposób skakać. Ja jestem już trochę stary, więc jest to dla mnie trudne, ale staram się. Muszę spokojnie iść do przodu, małymi kroczkami, i mam nadzieję, że zrealizuję swoje cele. Trzeba być optymistą przed kolejnymi zawodami i walczyć o lepsze wyniki - ocenił najlepszy polski skoczek.

Przed skoczkami ostatni, niezwykle emocjonujący konkurs w Bischofshofen. Faworytem do zwycięstwa w całym turnieju wydaje się 19-letni Gregor Schlierenzauer, zwycięzca z Ga-Pa i Innsbrucku. Austriak, który zajmuje drugie miejsce w klasyfikacji TCS, traci do lidera, swojego rodaka, Andreasa Koflera, niecałe 15,4 pkt. W walkę mogą się jeszcze włączyć Wolfgang Loitzl i Janne Ahonen, ale ich strata wynosi ponad 20 pkt.

@RY1@i02/2010/001/i02.2010.001.000.020b.001.jpg@RY2@

Adam Małysz w Innsbrucku był najlepszym z Polaków

Tomasz Markowski/Newspix.pl

mpt

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.