Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Nasza choroba narodowa: fikcyjne zwolnienia lekarskie

3 lipca 2018

W sierpniu i we wrześniu drastycznie wzrosła liczba absencji. Powód? Niepewność na rynku pracy

Gdy sytuacja na rynku pracy się pogarsza, Polacy uciekają na fikcyjne zwolnienia. Tracą na tym firmy, gospodarka, ale przede wszystkim uczciwi pracownicy opłacający składki do ZUS.

W sierpniu br. na zwolnieniach przebywaliśmy ponad 10 mln dni. W 2008 r., gdy gospodarka pędziła do przodu, tylko 8,3 mln. Podobnie było we wrześniu: nie było nas w pracy z powodu choroby 10,25 mln dni - wynika z niepublikowanych jeszcze danych ZUS, do których dotarł "DGP". W 2008 r. liczba dni chorobowych w tym miesiącu wyniosła 9,5 mln.

Podobny wzrost zachorowań ZUS odnotował w kryzysowym 2009 r. Wtedy stopa bezrobocia skoczyła z 9,5 proc. do 11 proc. We wrześniu 2010 r. wynosiła 11,4 proc., a teraz 11,8. Zdaniem ekspertów będzie szybko rosła.

Wzmożone chorowanie nie jest wynikiem pogorszenia stanu zdrowia Polaków. - Wiele firm przygotowuje się na niepewne czasy i przeprowadza restrukturyzacje. Niedawno zgłosił się do nas pracodawca planujący zwolnienia, u którego z dnia na dzień zachorowało 250 osób. Sprawę bada ZUS - mówi Wojciech Polkowski, ekspert Pracodawców RP. Wskazuje on, że wzrost zachorowań w lecie może się też wiązać z wygasaniem umów zawieranych w ramach ustawy antykryzysowej. Na jej podstawie można było zawrzeć nieograniczoną liczbę umów na czas określony, ale trwających maksymalnie do 21 sierpnia 2011 r. - Możliwe, że wiele osób, bojąc się ich nieprzedłużenia, korzysta z chorobowego - mówi Polkowski.

Te same mechanizmy obserwowali pracodawcy dwa lata temu. - Mieliśmy przypadki nagłych zachorowań w okresie restrukturyzacji - mówi Przemysław Sztuczkowski, prezes Złomreksu.

O dziurawym systemie orzekania o niezdolności do pracy świadczą także inne dane ZUS. Podczas kontroli okazuje się, że co dziesiąta osoba przebywająca na zwolnieniu w rzeczywistości jest zdrowa. Tylko w I półroczu ZUS wstrzymał bądź zawiesił wypłatę świadczeń na kwotę blisko 75,5 mln zł.

Działa to na szkodę firm i samych ubezpieczonych. Przedsiębiorcy finansują nieobecność pracownika z powodu choroby przez pierwsze 33 dni w roku - wyjątkiem są starsze osoby, za które po 14 dniach płaci ZUS. Tylko do czerwca firmy wydały na ten cel 2,5 mld zł. A jeśli ich wydatki są duże, nie mogą się rozwijać, a uczciwi pracownicy nie dostają podwyżek. W ten sposób finansują rzekomo chorych kolegów. Na tym nie koniec. Choć na ubezpieczenie chorobowe płacimy 2,45 proc. pensji, i tak - jak wynika z ostatniej prognozy wypłacalności Funduszu Ubezpieczeń Społecznych - w latach 2013 - 2017 fundusz chorobowy FUS zanotuje 17 mld zł deficytu. Nie ma więc szans na obniżenie składek. I w ten sposób uczciwi drugi raz dopłacają do tych, którzy fikcyjnie chorują.

- Polacy nie rozumieją, że biorąc lewe zwolnienia, nie oszukują systemu, ale okradają współpracowników, którzy uczciwie pracują - mówi Jeremi Mordasewicz z PKPP Lewiatan.

Klara Klinger

klara.klinger@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.