Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Mniejsze miejscowości bez pracy

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

CHOĆ W SKALI KRAJU bezrobocie wynosi 12 proc., to w co szóstym powiecie zatrudnienia nie ma 20 proc. mieszkańców. Na jedną ofertę przypada nawet 2,4 tys. chętnych. Firmy wolą dać pracownikom nadgodziny, niż zatrudniać nowych

W 64 powiatach stopa bezrobocia wynosiła w lipcu ponad 20 proc. To osiem procent powiatów więcej niż przed rokiem. Trudną sytuację na rynku pracy potwierdza również mała liczba ofert zatrudnienia w pośredniakach. W lipcu było ich tylko 63 tys. - aż o 30 proc. mniej niż przed rokiem.

W niektórych powiatach oferty znikają tak szybko, że już w końcu lipca nie było ani jednej. Tak było np. w powiecie kluczborskim (woj. opolskie), w którym zarejestrowanych było ponad 3,1 tys. bezrobotnych, łomżyńskim (woj. podlaskie) - ponad 2,1 tys., oleskim (woj. opolskie) - ponad 2,1 tys. i węgorzewskim (woj. warmińsko-mazurskie) - ponad 1,7 tys. Tak wynika z danych, które "DGP" zebrał w wojewódzkich urzędach statystycznych.

W powiecie myszkowskim (woj. śląskie) na jedną ofertę pracy przypadało w tym czasie aż ponad 2,4 tys. bezrobotnych, wołomińskim (mazowieckie) - blisko 1,3 tys., kolneńskim (podlaskie) - 758, szczycieńskim (warmińsko-mazurskie) - 731, świebodzińskim (woj. lubuskie) - 677, bialskim (woj. lubelskie) - 577.

- Ofert pracy w pośredniakach jest bardzo mało, bo trafia do nich tylko około 30 proc. propozycji zatrudnienia, jakie pojawiają się na rynku - ocenia prof. Zenon Wiśniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Dodaje, że do ich spadku przyczyniła się zmiana prawa, według którego od początku roku pracodawca musi osobiście i na piśmie składać oferty zatrudnienia w urzędzie pracy. A na to często przedsiębiorcy nie mają czasu. Wcześniej wystarczył tylko e-mail lub telefon o chęci zatrudnienia bezrobotnego. - Nie zmienia to jednak faktu, że sytuacja na lokalnych rynkach pracy jest bardzo trudna - podkreśla prof. Wiśniewski.

Potwierdza to Jacek Such z firmy Stan-Bruk z Krosna (woj. podkarpackie). - Bardzo wiele osób pyta o pracę każdego dnia. Są one jednak bez kwalifikacji albo ich kompetencje są bardzo niskie - opowiada. Profesor Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych zwraca uwagę, że pracodawcy nie zgłaszają propozycji zatrudnienia, bo niepewna sytuacja gospodarcza powstrzymuje ich przed inwestycjami.

- Jeśli otrzymują dodatkowe zamówienia, to wolą często dać pracownikom nadgodziny, niż zatrudniać nowe osoby - wyjaśnia prof. Kabaj.

Jego zdaniem do spadku liczby ofert przyczyniło się też ograniczenie środków na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu, m.in. finansowanie staży, robót publicznych i interwencyjnych oraz tworzenie własnego biznesu przez bezrobotnych. Środki te zmniejszono o ponad 50 proc.

- To jest skandaliczne, że minister finansów nie chce ich odmrozić. Przecież zgromadzono je ze składek pracodawców - podkreśla prof. Kabaj.

Ale jest i druga strona bezrobocia. - Trudno jest jak nie ma ofert pracy, ale jak są, też mamy problemy - mówi Elżbieta Gabryś, dyrektor PUP w Kluczborku. Jej zdaniem wielu bezrobotnych nie jest zainteresowanych legalną pracą, a tylko ubezpieczeniem zdrowotnym. A zdarza się, że potrzebują jedynie zaświadczenia, bo dzięki niemu otrzymają bony żywnościowe z opieki społecznej.

@RY1@i02/2011/171/i02.2011.171.000.004a.001.jpg@RY2@

Janusz K. Kowalski

janusz.kowalski4@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.