Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Zobaczmy, co tam w PISF-ie piszczy

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Polski Instytut Sztuki Filmowej działa już od pięciu lat. Jak jego działalność wpływa na ogólny kształt produkcji filmowej w Polsce?

Początek roku daje powody do zadowolenia z działalności PISF. Do programu festiwalu Sundance zakwalifikował się film Lecha Majewskiego "Młyn i krzyż". Grają w nim Rutger Hauer, Charlotte Rampling i Michael York. Akcja rozgrywa się na planie obrazu Petera Bruegla starszego z 1564 roku. Zostanie pokazany w sekcji New Frontier prezentującej filmy najbardziej innowacyjne i oryginalne. Kolejna koprodukcja z finansowym wkładem instytutu - opowiadający o szmalcownikach "Ukryci" Agnieszki Holland - według niepotwierdzonych jeszcze wieści najprawdopodobniej będzie mieć premierę już za miesiąc, podczas Berlinale.

Wśród zapowiadanych na ten rok polskich nowości można znaleźć jeszcze kilka naprawdę wartych uwagi filmów, które zapewne nie powstałyby bez finansowego wsparcia instytutu. Osobiście czekam na "Salę samobójców", samodzielny - po nowelowej "Odzie do radości" nakręconej z Anną Kazejak i Maciejem Migasem - reżyserski debiut Jana Komasy. To mocny, bezkompromisowy w formie i treści film o młodych ludziach zagubionych w wirtualnym świecie - świetnie zagrany i zrealizowany. Premiera w marcu.

Mimo tych pozytywnych efektów działalności PISF środowiska polityczne niechętne finansowaniu kultury ze środków publicznych wciąż patrzą na instytut kosym okiem jako na pole potencjalnych nadużyć. Faktycznie, czytając publikowane sprawozdania z działalności i dane o przyznawanych dotacjach, można się niekiedy zdumieć. Dlaczego na przykład projekt oceniany przez ekspertów jako słaby ("Sztuka i wiara" Pawła Pitery) dostaje 1 mln zł dotacji, a film oceniony jako wybitny ("Sanatorium pod Klepsydrą" braci Quayów) tylko 800 tys. zł z wnioskowanych 4 mln zł? Albo wręcz zostaje przesunięty do kolejnej sesji, jak opowiadający o zespole Paktofonika "Jesteś Bogiem" Leszka Dawida, wnioskujący o 3 mln zł?

Artur Majer, kierownik działu produkcji filmowej i rozwoju projektów filmowych w PISF, przyznaje, że każda z takich sytuacji ma swoje uzasadnienie, choć bez komentarza może wyglądać dziwnie. - Film "Sztuka i wiara", który został nisko oceniony przez ekspertów, ubiegał się o dotację, jednak decyzją dyrektor instytutu dostał tylko w pełni zwrotną pożyczkę. Eksperci, oceniając walory artystyczne, nie dopatrzyli się bowiem biznesowego potencjału projektu - reżyser jako pierwszy w historii wchodzi z ekipą filmową do podziemi Watykanu: muzeów, krypt. Eksploatacja tego filmu może więc przynieść zyski - tłumaczy Majer. Powód nieprzyznania dotacji Dawidowi jest bardziej prozaiczny - ze względu na kryzys szybciej kończą się pieniądze z rocznego budżetu i wnioski trzeba przesuwać. Dodatkowo reżyser ma w produkcji jeszcze jeden film - "Ki" z Romą Gąsiorowską - a jak wyjaśnia Majer, polityka PISF zakłada wsparcie tylko dla jednego reżyserskiego projektu w danym momencie.

Z analizy dotowanych projektów można też wysnuć kilka wniosków natury ogólnej, generalnie krzepiących. Obok nowych filmów reżyserów o uznanych nazwiskach ("Sponsoring" Małgorzaty Szumowskiej, "Baby są jakieś inne" Marka Koterskiego, "Róża z Mazur" Wojciecha Smarzowskiego, "Księstwo" Andrzeja Barańskiego) czy wielkich produkcji historycznych ("Bitwa Warszawska 1920" Jerzego Hoffmana, czyli pierwszy polski film w 3D, który dostał od instytutu aż 9 mln zł) PISF wspiera też projekty ciekawe pod względem scenariuszowym i formalnym, będące szansą na kulturowy przełom w polskiej kinematografii. Jak "Erratum" Marka Lechkiego, nakręcona w oryginalnej manierze wizualnej opowieść o trzydziestolatkach, "Być jak Kazimierz Deyna" debiutującej Anny Wieczur-Bluszcz ze scenariuszem przypominającym najlepsze dzieła Nicka Hornbyego czy pełnometrażowy animowany "Jeż Jerzy". W produkcji znajduje się też przynoszący nową perspektywę historyczną "Daas" Adriana Panka, opowiadający w kryminalnej konwencji o XVIII-wiecznej sekcie, oraz eksperymentalny, wręcz awangardowy film Lecha Majewskiego "Psie pole".

Dotacje na rozwój produkcji (tzw. development) dostały też inne oryginalne projekty: animowane, komiksowe "Mikropolis" w reżyserii Kasi Adamik, dokumentalny "Pałac" Tomasza Wolskiego, będący przekrojem budynku PKiN i jego społeczności oraz "Another Day of Life", łączący animację z dokumentalną formą i adaptacją prozy Ryszarda Kapuścińskiego.

Wszystko to brzmi jakby polskie kino nabierało wreszcie rozmachu i różnorodności. Jaka w tym zasługa PISF? Za kolejne pięć lat nikt już nie będzie zadawał tego rodzaju pytań.

Katarzyna Nowakowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.