Dziennik Gazeta Prawana logo

To będzie zupełnie inny mecz niż półfinał Ligi Światowej

3 lipca 2018

Ze Zbigniewem Bartmanem, siatkarzem reprezentacji Polski, w Londynie rozmawia Paweł Hochstim

Wyraźne zwycięstwo nad Włochami zaostrzyło nadzieje polskich kibiców. Poza pierwszym setem nie daliście rywalom żadnych szans. A to miał być ten jedyny zespół, który w fazie grupowej mógł was pokonać.

Najważniejsze jest, że pokazaliśmy bardzo dobrą siatkówkę. A najbardziej mnie cieszy, że nawet na moment nie odpuściliśmy. Czasem jest tak, że prowadząc wysoko, tak jak my w czwartym secie, łatwo stracić koncentrację. A my zrobiliśmy dokładnie odwrotnie. To jest coś wielkiego.

Upokorzyliście Włochów, z którymi, nie ma co ukrywać, specjalnie się nie lubicie.

Nie wiem, czy oni ten mecz sobie zapamiętają. W pewnym momencie spuścili głowy.

Przed turniejem o Puchar Świata powiedział Pan, że będzie chciał udowodnić, iż jest lepszym atakującym od Michała Łaski.

Dzisiaj mogłem zejść z podniesioną głową, a oni nie przegrali z byle kim. Odpowiem pół żartem, pół serio - staram się grać dla zespołu, więc o pojedynku z Łaską nie ma co dyskutować.

Spodziewał się pan, że hala w Londynie będzie wyglądała, jakby była w Polsce?

Może będzie to nieskromne, ale powiem, że to nie było dla mnie zaskoczenie. Nasi kibice przyzwyczaili nas do tego. Zawsze nas wspierają, bez względu na to, gdzie gramy. Bardzo im za to dziękujemy.

Czujecie się już zwycięzcami grupy?

Zdecydowanie nie. Mamy jeszcze cztery mecze i nigdy nikogo nie zlekceważymy, bo z wysokiego konia bardzo boleśnie się spada. A takich, którzy chodzą z głowami w chmurach, bardzo łatwo sprowadza się na ziemię. Nam to nie grozi, spokojnie.

Teraz zagracie z Bułgarią. W Sofii w półfinale Ligi Światowej wygraliście 3:0, więc kłopotów nikt tu chyba nie przewiduje.

To będzie całkowicie inne spotkanie. Tamten mecz był strzępkiem nerwów, bardziej walczyliśmy ze sobą niż z nimi. Ale Bułgarzy także wtedy byli pod ogromną presją, bo przecież grali u siebie i bardzo zależało im na wygranej. Moim zdaniem żeby wygrać, musimy zagrać tak jak z Włochami. A może nawet lepiej.

Po tym, jak z turnieju tenisistek odpadła Agnieszka Radwańska, staliście się lokomotywą polskiej reprezentacji. To na was przede wszystkim dziś patrzą kibice.

Cały czas mówimy, że od presji się odcinamy. Gramy po prostu w siatkówkę najlepiej jak potrafimy. Robię się nudny, bo się powtarzam.

@RY1@i02/2012/147/i02.2012.147.00000160b.802.jpg@RY2@

Szyszka/SE/East News

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.