Dziennik Gazeta Prawana logo

Oni nigdy nie pękają

3 lipca 2018

Jedziemy bić się o złoto - zapewnia selekcjoner siatkarzy Andrea Anastasi

Nie mogę obiecać medalu, powiem, że jedziemy do Londynu bić się o złoto - mówi trener siatkarskiej reprezentacji Polski Andrea Anastasi. Biało-czerwoni po wywalczeniu II miejsca w ubiegłorocznym Pucharze Świata i wygraniu dwa tygodnie temu Ligi Światowej są jednym z głównych kandydatów do medalu w Londynie.

Anastasi w rok zbudował zespół, który nie ma kompleksów i potrafi radzić sobie z najlepszymi. W Lidze Światowej Polacy wygrali cztery z pięciu meczów z mistrzami świata Brazylijczykami, bez straty seta zwyciężyli Kubę, która jest wicemistrzem globu, i Amerykanów, złotych medalistów igrzysk z Pekinu. - Nie zakładamy przed turniejem medali na szyję, ale znamy też swoją wartość - mówi Michał Winiarski, jeden z najważniejszych graczy drużyny Anastasiego.

Dziś polskich siatkarzy czeka olimpijskie ślubowanie, a jutro o godz. 7.50 odlecą samolotem LOT do Londynu. Nie jest jeszcze jasne, czy na miejscu rozegrają wstępnie umawiany sparing ze Stanami Zjednoczonymi. Jeśli nie, to ostatnią próbą przed igrzyskami okaże się Memoriał Huberta Wagnera, który Polacy pewnie wygrali, pokonując Iran i Argentynę po 3:0 i Niemców 3:1. - Rok temu w Memoriale Wagnera wygraliśmy jednego seta, w tym roku jednego przegraliśmy. To chyba postęp - żartuje Marcin Możdżonek, kapitan drużyny.

Odkąd włoski trener podpisał umowę z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej i zmienił na stanowisku selekcjonera Daniela Castellaniego, biało-czerwoni nie schodzą z podium żadnej imprezy. Kilka tygodni wcześniej Anastasi przedłużył kontrakt z PZPS o kolejne dwa lata. Jego umowa wygasała po igrzyskach, a szefowie związku obawiali się, że po ewentualnym sukcesie Anastasi może dostać korzystniejsze finansowo propozycje.

- Wybór Andrei na stanowisko selekcjonera był najlepszą decyzją, jaką mogliśmy podjąć - mówi Mirosław Przedpełski, prezes PZPS, i deklaruje, że siatkarze z Londynu na pewno wrócą z medalem. Trener unika takich stwierdzeń. - Granica między zwycięstwem a porażką jest bardzo cienka. Często decydują pojedyncze piłki - mówi Anastasi.

Włoch nie miał łatwego początku pracy w Polsce musiał w dużej mierze zbudować zespół od nowa. Postawił na grupę młodych graczy, m.in. Michała Kubiaka, Zbigniewa Bartmana i Piotra Nowakowskiego, i przywrócił do kadry skreślonego przez Castellaniego Łukasza Żygadłę. Do tego trafił na eksplozję talentu Bartosza Kurka, który stał się jednym z najlepszych siatkarzy na świecie. Jego wielką zaletą jest to, że potrafił zbudować z grupy ludzi prawdziwą drużynę. - Nie ma co ukrywać, w drużynie nie ma samych przyjaciół, ale na boisku tworzymy jedność - tłumaczy Marcin Możdżonek. Włoch dużo rozmawia ze swoimi siatkarzami, konsultuje, ale decyzje podejmuje sam.

Ale jest jeszcze coś - ma wielkie szczęście. W turnieju olimpijskim w grupie jedynym zespołem, który może odebrać nam pierwsze miejsce, są Włosi. Za to do drugiej grupy trafiły potęgi - mistrzowie świata Brazylijczycy, zdobywcy Pucharu Świata Rosjanie, mistrzowie olimpijscy Amerykanie i mistrzowie Europy Serbowie. Zapewne jeśli biało-czerwoni zwyciężą w swojej grupie, to w ćwierćfinale zmierzą się z Serbią lub Niemcami, które powinny walczyć o czwarte miejsce. W obu tych wariantach faworytem będą Polacy. Sytuacja może się skomplikować, jeśli zajmą w grupie niższe miejsce niż pierwsze - na 99 proc. ich rywalem będą Brazylijczycy, Rosjanie lub Amerykanie. Z każdą z tych drużyn wygrywali, ale zadanie będzie trudniejsze.

Z kim zagramy

Wydaje się, że to jedyny zespół, który może zagrozić Polakom w wygraniu grupy. To jedyna drużyna ze światowej czołówki, z którą biało-czerwoni częściej przegrywają, niż wygrywają. Jej gwiazdą jest Michał Łasko, syn byłego reprezentanta Polski Lecha. Czołowe role odgrywają także Rosjanin Iwan Zajcew i Chorwat Dragan Travica.

W Londynie zagra osłabiona brakiem największych gwiazd, czyli Mateja Kazijskiego i Andrieja Żekowa, którzy są w konflikcie z szefami federacji. Po awansie do igrzysk drużynę opuścił też trener Radostin Stojczew. Bułgaria z grupy wyjdzie, ale do strefy medalowej wejść nie ma szans.

Ma kilku bardzo dobrych graczy, jak choćby rozgrywającego Luciana De Cecco, i może sprawić niespodziankę. A nią z pewnością byłby awans do półfinału.

Drużyna stworzona tylko na igrzyska. Jest zbudowana z anonimowych graczy, a jednym z najlepszych zawodników jest Andrew Pink, który jeszcze niedawno grał w polskim I-ligowym Ślepsku Suwałki.

Od Wielkiej Brytanii jest silniejsza, ale niespodzianki nie jest w stanie sprawić. W maju gładko przegrała w towarzyskim meczu z Polską w Łodzi 0:3. Ma w składzie Igora Yudina, który kilka lat spędził w polskiej PlusLidze.

@RY1@i02/2012/145/i02.2012.145.00000160a.807.jpg@RY2@

Mirosław Pieślak/SE/East News

Kiedy Anastasi został trenerem polskiej reprezentacji, była ona w nie najlepszej kondycji. Musiał budować drużynę od nowa. Udało mu się stworzyć team zwycięzców, zawodników, którzy wiedzą, ile są warci, i nie boją się walczyć

Paweł Hochstim

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.