Dlaczego nikt nie dociekał, co się stało z Szymonem?
Niemowlę bada swe ręce. Prostuje, wodzi w prawo i w lewo, oddala, zbliża, rozstawia palce, zaciska w pięść, mówi do nich i czeka na odpowiedź. (...) Ono nie bawi się: miejcież do licha oczy i dostrzeżcie wysiłek woli, by zrozumieć. To uczony w laboratorium, wmyślony w zagadnienie najwyższej wagi, a które wyślizguje się jego rozumieniu" - pisał wielki patron tego roku, Janusz Korczak. Korczak zarówno w swojej filozofii, jak i pedagogice praktycznej wiele miejsca poświęcił prawu dziecka do szacunku, prawu dziecka "by było tym, kim jest". O tym prawie, głęboko osadzonym na niezbywalnej i nienaruszalnej ludzkiej godności, mówiłem w 2010 roku, żegnając na cieszyńskim cmentarzu dziecko określane wówczas mianem "chłopiec, ok. 2 lat, NN". Nie było chyba osoby w Polsce, która nie słyszałaby wówczas o bezimiennym chłopcu. Jego portret można było zobaczyć wszędzie - w gazetach, telewizji, na dworcach kolejowych i lotniczych. Wszyscy okazywali oburzenie i zatroskanie. Zadawano setki pytań, które pozostawały bez odpowiedzi.
Dzisiaj temu dziecku przywrócono tożsamość. Teraz wiemy, że to Szymon z Będzina. Część pytań pozostaje jednak aktualna. Dlaczego chłopiec nie żyje? Co takiego się wydarzyło? Jak do tego doszło? Kto do tego doprowadził? Są też kolejne: jak to możliwe, że przez 2 lata nikt z bliższej czy dalszej rodziny, sąsiadów i znajomych nie zauważył, że w domu brakuje dziecka? Nie jednego z pięćdziesięcioosobowego rodzeństwa, ale z trójki! Obok dwóch dziewczynek w tym domu powinien być chłopiec. Szymon, mając zaledwie dwa latka, nie zniknął na kilka dni, co można by wytłumaczyć pobytem w szpitalu. Jego nie ma już dwa lata, ponad dwa długie lata, 26 miesięcy. W międzyczasie ktoś musiał bywać w tym domu, obserwować mamę lub tatę z dwójką, a nie trójką dzieci. Przecież w tej rodzinie wyraźnie musiało brakować jednego człowieka - małego, żwawego, oczekującego zainteresowania rodziców i otoczenia. Przecież od 2010 roku cała Polska poszukuje tożsamości chłopca znalezionego w cieszyńskim stawie.
Aż trudno uwierzyć, że przez ten czas nikt z sąsiadów czy dalszej rodziny nie zauważył braku dziecka, które przecież naturalnie zwraca na siebie uwagę. Śmieje się, płacze. Jak to możliwe, że nikt nie zaniepokoił się skutecznie i nie próbował dociec, czy ono jest zdrowe i bezpieczne.
Teraz szczegółowe dochodzenie prowadzi prokurator i to on spróbuje odpowiedzieć na liczne pytania. Wszyscy musimy się zastanowić, jak do tego doszło, że Szymonek nie żyje, ale także, co należy robić, żeby takim sytuacjom zapobiegać.
Musimy wzmocnić, a być może na nowo zorganizować, system monitorowania losów dziecka, aby reagować zapobiegawczo oraz szybciej i skuteczniej móc wyjaśniać podobne sytuacje. Punktem wyjścia do dyskusji o tym systemie może być rozwiązanie, które proponuję od 2008 roku - wprowadzenie obowiązku corocznego badania każdego dziecka przez lekarza pediatrę. Dałoby to szansę na wychwycenie nieprawidłowości w rozwoju i szybką profilaktykę. Byłaby okazja, by wyjaśnić wątpliwości dotyczące stanu zdrowia dziecka, odpowiedzieć na pytania rodziców, porozmawiać choćby o profilaktyce chorób jamy ustnej, problemach otyłości czy wadach postawy. A dodatkowo tego rodzaju wizyta wiązałaby się z koniecznością fizycznej obecności dziecka i jego rodziców czy opiekunów w gabinecie lekarskim. Lekarz mógłby ocenić, czy istnieje jakiekolwiek ryzyko dla zdrowia lub życia dziecka. I to dziecka, które zna, bo systematycznie je bada. Dzisiaj widać wyraźnie, jak takie rozwiązanie jest potrzebne.
Nawet doskonały system monitorujący czy profilaktyczny nie zadziała jednak bez zaangażowania ludzi. Nie myślę tutaj jedynie o pracownikach służb socjalnych i pomocy rodzinie, lekarzach, policjantach czy strażnikach miejskich. Największy i najskuteczniejszy system reagowania na krzywdę drugiego człowieka stworzyć możemy my wszyscy. Nie odwracajmy głowy, gdy widzimy dorosłego bijącego dziecko, zapukajmy do drzwi mieszkania, zza których notorycznie słychać niekończące się dziecięce krzyki. Dziś mamy też nauczkę, że trzeba zadawać pytania, gdy maluch z sąsiedztwa nie wraca długo z kolonii, szpitala czy innego wyjazdu. Nauczmy się, że troska o życie i zdrowie dziecka - istoty słabszej, potrzebującej dodatkowej ochrony i opieki - to nie jest donosicielstwo, to nasz obywatelski obowiązek. Pamiętajmy też o słowach Janusza Korczaka, że "nie ma większego przestępstwa niż krzywda wyrządzona dziecku".
Marek Michalak
rzecznik praw dziecka
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu