Dziennik Gazeta Prawana logo

Fanatycy: mistrzostwa to piknik. Wolimy doping na stojąco

27 czerwca 2018

Duża część grup kibicowskich bojkotuje Euro. Wyjątkami są fani Arki, Lechii i Polonii. Jak przeżyjemy polskie święto futbolu?

Zewsząd słyszymy, że Euro 2012 to dla Polski wielka szansa, a w sukcesie mają pomóc kibice. Mają być piątym stadionem, opoką reprezentacji. - Wszyscy jesteśmy gospodarzami Euro - mówił w sobotę premier Donald Tusk. Jednak, paradoksalnie, nie wszyscy przyjmują nadchodzący turniej z entuzjazmem.

Oprócz feministek, związkowców i części wyborców PiS negatywnego stosunku do Euro nie ukrywa grupa najbardziej fanatycznych kibiców. Dla jednych turniej jest obojętny, inni wyrażają zniesmaczenie reprezentacją Smudy czy komercyjnością imprezy. Szanse na storpedowanie mistrzostw są na szczęście nikłe, warto jednak zapoznać się z motywami kryjącymi się za popularnym ostatnio hasłem "Fuck Euro".

Ze wspomnianymi słowami na ustach (i piersiach) półnaga feministka z ukraińskiej organizacji FEMEN przewróciła niedawno Puchar Henryego Delaneya wystawiony na kijowskim Majdanie Niepodległości. W porównaniu do niej zagorzali kibice z Polski wyrażają swoje racje niczym potulne baranki. Bez agresji, zamachów na puchary czy rozbierania się. Zamiast tego na wielu stadionach pojawiały się transparenty "Fuck Euro", a Lech, Wisła i Zagłębie zorganizowały oprawy dedykowane bojkotowi mistrzostw. Gdy trofeum dla zwycięzców było prezentowane w Polsce, nie doszło do żadnych szczególnych incydentów.

Według fanatyków mistrzostwa Europy to impreza dla "pikników", którzy jeśli już dopingują, to na siedząco, a bardziej niż wspieranie swojej drużyny interesuje ich długość kolejki do budki z hot dogami. Od jakiegoś czasu władze klubów usilnie pracują nad tym, aby takich kibiców na stadionach przybywało. Mają zastępować tych, którzy aktywnie wspierają klub, ale potrafią też sprawiać problemy. Kibice nie zapomnieli o tym, jak wytaczano przeciwko nim najcięższe działa w postaci np. ogólnopolskiego zakazu wyjazdowego za dość błahe w ich ocenie przewinienia: zajmowanie miejsca innego niż wskazane na bilecie czy wulgarne okrzyki.

Teraz ludziom związanym z ruchem ultras nie zależy na tym, żeby pomagać w organizowaniu czy budowaniu wizerunku imprezy, z której śmietankę spije tępiący ich rząd.

Nie bez znaczenia jest także to, że przez ceny biletów oraz sposób ich rozprowadzania (losowanie) trudno zorganizować solidną grupę, która poprowadzi doping czy przygotuje oprawę. Na trybunach zasiądzie wiele przypadkowych osób, które wcześniej nie miały żadnej styczności z zorganizowanym ruchem kibicowskim.

Część kibiców nie chce wspierać reprezentacji, w której jest miejsce dla tzw. farbowanych lisów. Rozdawanie paszportów piłkarzom mającym z Polską niewiele wspólnego to jedno, ale minimum przyzwoitości nakazuje reprezentantowi kraju posługiwać się rodzimym językiem. Dla Boenischa, Obraniaka i Perquisa to niewykonalne. - "Tej drużynie, nazywanej omyłkowo przez wielu »reprezentacją Polski«, nie kibicuję od dawna i nie będę kibicował także w trakcie Euro" - czytamy w jednym z artykułów na stronie Kibole24.pl.

Ale nie wszyscy bojkotują. Są grupy, które wspierają Euro, działając ramię w ramię z organizatorami. Akcja "Kibice Razem" powstała z inicjatywy Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz spółki PL.2012. W jej ramach powstaną ambasady kibiców, które mają na celu zorganizowanie punktów, gdzie polscy fani będą pomagać tym z innych krajów. Chodzi o udzielanie informacji, ale i pomoc dla ofiar kradzieży czy pobicia.

- Dość szybko w akcję włączyły się grupy kibicowskie m.in. Lechii Gdańsk i Polonii Warszawa. Do tego doszła jeszcze Arka Gdynia. Niestety nie udało nam się namówić do współpracy stowarzyszeń kibiców Legii Warszawa i Lecha Poznań - mówi dr Dariusz Łapiński, specjalista ds. współpracy z kibicami spółki PL.2012.

@RY1@i02/2012/103/i02.2012.103.00000160a.802.jpg@RY2@

Paweł Kozioł/Reporter

Część radykalnych kibiców polskich klubów kontestuje Euro 2012, uznając je za imprezę zbyt komercyjną

Tomasz Dębek

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.