Michalak, obrońca najmłodszych
Gdy udało się przeforsować przepis o zakazie bicia dzieci i rzecznik praw dziecka Marek Michalak po występach w mediach wrócił do domu, jego ośmioletnia córka Julia zauważyła: "Ty, tato, to masz szczęście, że nigdy nas nie uderzyłeś. No bo co byś teraz w telewizji powiedział?"
To dość niezwykłe, że na czele urzędu, który ma stać na straży przestrzegania prawa, nie stoi osoba z prawniczym wykształceniem. Ale tu wiele rzeczy jest niezwykłych, na przykład fakt, że polskie przepisy dotyczące tej materii są ewenementem na światową skalę. Tylko u nas rzecznik praw dziecka jest umocowany w konstytucji, ma szeroki aparat do sprawowania władzy oraz uprawnienia kontrolne i procesowe. Dlatego trudno się dziwić, że przy okazji zagranicznych wyjazdów Marek Michalak nieraz jest proszony o treść polskiej ustawy w pięciu wersjach językowych.
- Prawa dziecka to tak specyficzna dziedzina, że przed znajomością prawa dużo ważniejsza jest znajomość psychiki dziecięcej - jest przekonany Marek Michalak.
Jako absolwent pedagogiki resocjalizacyjnej ma z pewnością większy dystans do aktów prawnych, dzięki czemu łatwiej mu wyłapywać rozmaite absurdy, które skłaniają do interwencji, na przykład wymaganie od rodziców chorych dzieci dokumentów o ubezpieczeniu, w sytuacji, gdy z mocy ustaw mają one prawo do bezpłatnej opieki zdrowotnej, czy karanie dziesięciolatków za brak legitymacji potwierdzających ich wiek szkolny. W jego biurze połowa zatrudnionych to prawnicy, a i tak ostateczną decyzję, czy ingerować podejmuje sam rzecznik. Dlatego codziennie na jego biurko trafia dziesiątki sądowych akt, które Michalak osobiście przegląda.
Aktywnością przebija swoich poprzedników, nawet tych z prawniczym wykształceniem. Średnio rocznie zajmuje się 30 tys. spraw - przyjął zasadę, że do rzecznika zgłosić się może każdy i indywidualne problemy staną się istotą jego urzędowania. By dostęp do urzędu miały także osoby niepełnosprawne, tuż po objęciu funkcji zaczął szukać odpowiedniej lokalizacji dla swego biura. W poprzednim, choć dużo bardziej reprezentacyjnym, nie było windy. - Skoro jeżdżąc po Polsce przekonuję, by wszystkie instytucje były dostępne dla osób niepełnosprawnych, to sam też muszę taki dostęp zapewnić - wyjaśnia. W nowej siedzibie przy wejściu nie ma bramek ani ochroniarzy, tylko miła recepcjonistka, bo do biura RPD wiele osób zgłasza się osobiście. By zwiększyć dostęp, Michalak uruchomił bezpłatny dwunastogodzinny telefon zaufania dla dzieci oraz funkcję "oddzwoń", która pozwala skontaktować się z tymi, którzy dzwonią w godzinach nocnych.
W wolontariat zaangażował się dużo wcześniej, zanim stał się tak modny (dziś za działalność na rzecz innych można nawet dostać punkty podczas rekrutacji do liceum). Miał 16 lat, gdy jako uczeń technikum ogrodniczego razem z przyjaciółmi (wśród nich była przyszła żona, dziś pedagog i socjoterapeutka) zaczął pomagać innym. - Jedni w tym wieku biegają po boisku, inni zakładają kapele, a jeszcze inni obalają piwo pod mostem. My mieliśmy inny pomysł - opowiada. W rodzinnej Świdnicy poprosili kuratorium o adresy niepełnosprawnych rówieśników, a gdy je otrzymali, odwiedzili ich oferując swój wolny czas i pomoc. Po kilku latach powstało z tego Stowarzyszenie Przyjaciół Dzieci Chorych "Serce", którym do 2008 r., czyli do objęcia urzędu RPD, kierował. W międzyczasie dzięki wsparciu miasta i sponsorów stworzył Centrum Przyjaźni Dziecięcej, które do dziś organizuje warsztaty i terapie dla dzieci z rodzin dysfunkcyjnych. Przez lata zdobył dziesiątki nagród oraz wyróżnień dla siebie i "Serca" jako jednej z najlepszych organizacji pozarządowych.
Telefon z Sejmu odebrał w lipcu 2008 r., gdy był kierownikiem kolonii w górach. Z drugiego wyjazdu do Warszawy wrócił już jako rzecznik. Znał ten urząd, jako przedstawiciel organizacji pozarządowej wspierał działania Marii Łopatkowej, która jako senator III kadencji lobbowała za powołaniem specjalnego rzecznika dla dzieci, poza tym był doradcą jednego z poprzedników Pawła Jarosa. A mimo to nieco się zdziwił. - Trochę nie dowierzałem, że osoby spoza świata polityki mogą objąć taki urząd - wspomina. Wtedy też obawiał się, jak będzie wyglądać jego niezależność. - Pochodzę ze świata organizacji pozarządowych, które cieszą się pełną niezależnością. Cieszę się, że ten urząd też może mieć taką gwarancję.
@RY1@i02/2012/012/i02.2012.012.07000030d.101.jpg@RY2@
Wojciech Górski
Marek Michalak
Luiza Zalewska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu