Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Perfekcyjnie roznieśliśmy Serbów

27 czerwca 2018

Typowana do miana czarnego konia turnieju drużyna nie miała nic do powiedzenia w meczu z biało-czerwonymi na Stadionie Narodowym

Polacy rozegrali perfekcyjny mecz. My popełnialiśmy za dużo błędów. To był jeden z najgorszych meczów naszej reprezentacji w ostatnich latach - tak spotkanie na Stadionie Narodowym podsumował trener Serbów Igor Kolakovic.

Co wydarzyło się w sobotni wieczór? Bo gdy mecz w siatkówce trwa ledwie godzinę i 23 minuty, a w setach jest do 19, 18 i 18 dla zwycięzców - to oznacza różnicę klas. I pojawia się pytanie, czy to Polacy byli tak mocni, czy Serbowie słabi.

My wolimy tę pierwszą wersję i w tym meczu ona jest prawdziwa. Bo to wcale nie był łatwy mecz dla biało-czerwonych.

Wszyscy (nie ma w tym słowie krzty przesady) bali się, jak nasi zniosą ten nacisk i wielkie oczekiwania. Od lat grają przy pełnych trybunach, ale kto nie był w sobotę na stadionie, nie zrozumie, co tam się działo. Takiej atmosfery nie ma tam nawet na meczach piłkarskich. Gdy siatkarze wchodzili na parkiet, wyczytywani pojedynczo, Narodowy dosłownie odleciał.

- To był moment, w którym wszystkim nam uginały się nogi - przyznaje kapitan polskiej drużyny Michał Winiarski. - Ale gdy zaczęliśmy się rozgrzewać, nerwy puściły. A potem już poszło. Publiczność nas poniosła - dodaje.

Biało-czerwoni świetnie znieśli presję. - Gdy zobaczyłem, że chłopaki zagrywają od pierwszej piłki agresywnie, na dużym ryzyku, wiedziałem, że będzie dobrze, że wytrzymają - relacjonuje trener Stephane Antiga.

Wyrównany był tylko początek I seta. Inauguracyjne akcje, co było do przewidzenia, to był mecz Polska - Atanasijevic. Były atakujący Skry ma za sobą wspaniały sezon w serie A. Poprowadził swoją Perugię (czterech Serbów w szóstce) do dwóch finałów - ligi i pucharu i można się było spodziewać, że będzie trudny do zatrzymania. Ale nie był. Zdobył ledwie 9 punktów. Wiele razy został zablokowany. Dwukrotnie ośmieszony przez Karola Kłosa, który nie dał się nabrać na jego kiwki i wpychał mu piłkę pod nogi.

Polacy lepiej serwowali i lepiej przyjmowali. Nasza taktyka zagrywki była mądrzejsza. Tylko Wlazły i Winiarski (co drugi raz) stawiali na mocny serwis. Pozostali zagrywali szybującą piłkę, a to w sobotę był jeden z kluczy do zwycięstwa.

- Nad siatką wiało. Z jednej strony boiska grało się z wiatrem, z drugiej pod wiatr - przyznaje Winiarski.

Trzeci set oglądaliśmy z miejsca tuż za bandami reklamowymi. Gdy Polacy serwowali flotem nad siatką, piłka wpadała w wibracje. Serbowie nie radzili sobie z tym. Próbowali się przełamać i atakować mocnym serwisem. Albo pudłowali, a jeśli się wstrzeliwali, to nasze przyjęcie było świetne.

Tuż przed meczem Antiga niespodziewanie wrócił do koncepcji, że pierwszym libero będzie Paweł Zatorski. I strzał w dziesiątkę. Zagrał rewelacyjnie. Zresztą nie tylko on grał perfekcyjnie w przyjęciu. Serbowie ostrzeliwali debiutującego w tak wielkiej imprezie Mateusza Mikę, który zastąpił Kurka. Gdy Antiga rezygnował z Bartka, komentowano, że najlepszy Mateusz nigdy nie będzie lepszy niż słaby Kurek.

Mika przyjmował dobrze. Paweł Zagumny (doskonały mecz) posyłał do niego wiele piłek. Gdy w III secie przyjął źle, a w następnej akcji Serbowie ustrzelili go zagrywką, z 16:12 zrobiło się 16:14. To był jedyny nerwowy moment od chwili, gdy w I secie, po ataku Winiarskiego na 6:6, Polacy przejęli inicjatywę.

Antiga wziął czas. Mika dostał piłkę i ją skończył. Chwilę później zablokowaliśmy Atanasijevica i było 19:14. To był test, jak Polacy reagują na kryzys. Ten mały. Wielkie dopiero przyjdą. Oby równie łatwo z nich wychodzili. W 2004 r. w Atenach też rozpoczęliśmy od zwycięstwa nad Serbami, a potem odpadliśmy w ćwierćfinale. Dlatego cieszmy się, ale jak to powiedział Winiarski, musimy jak najszybciej zapomnieć o tym meczu. Przynajmniej do końca turnieju.

@RY1@i02/2014/168/i02.2014.168.000001600.803.jpg@RY2@

Siatkarski mundial w liczbach

Robert Małolepszy

dgp@infor.pl

ROZMOWA

Narodowy to świetne miejsce do gry

@RY1@i02/2014/168/i02.2014.168.000001600.804.jpg@RY2@

Karol Kłos siatkarz rozgrywający w drużynie na pozycji środkowej

Furorę w internecie robił film, w którym prezentowałeś taktykę na ten mecz według Jacka Gmocha. Ale nie była potrzebna.

Przecież trochę wiało (śmiech). Serbowie mieli problem z zagrywką, a my wiedzieliśmy, jak korzystać z tego wiatru.

Obawialiśmy się o presję na zawodników. Jeśli ktoś jej nie uniósł, to raczej Serbowie.

Widać było, że ona ich przytłoczyla, a nam kibice naprawdę pomogli. W każdym secie prowadziliśmy od początku i dowoziliśmy to zwycięstwo do końca.

To Polska taka mocna czy Serbia taka słaba?

To się okaże w kolejnych meczach. Zdarza się, że w jednym meczu komuś wszystko wychodzi, a komuś nic. Za nami jeden mecz. Spokojnie.

We wtorek mecz z Australią, która od igrzysk w Londynie źle nam się kojarzy.

Mamy z nimi rachunki do wyrównania. Na pewno będzie podwójna mobilizacja.

Przenosicie się do Wrocławia i największą arenę mistrzostw zamieniacie na najmniejszą.

Chciałbym grać jak najwięcej w Warszawie, bo jestem warszawiakiem i czuję się tu jak w domu. Warszawa zasługuje, by mieć wielką siatkówkę, a kibice dziś to udowodnili.

Bardziej chodziło mi o stadion niż miasto. To jest dobre miejsce na siatkówkę?

Super, nie chciałem stamtąd wychodzić. Szkoda, że kibice tak szybko wyszli, bo głupio było zostawać samemu. Na pewno gorzej grałoby się, gdyby kibice siedzieli tylko na stałych trybunach. Ale zbudowane zostały też trybuny przy samym boisku i nie czułem się tu jak na stadionie, tylko jak w wielkiej hali.

Rozmawiał Paweł Hochstim

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.