Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

SuPSYtuty

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Zamiast budować relacje z ludźmi, przygarniamy zwierzęta. W naszych domach przybywa ich lawinowo. Łatwiej się z nimi dogadać, ale też łatwiej się ich pozbyć, kiedy nie będą już potrzebne

Maluchy nie mają czasem tyle energii, by dotrzymać Ci tempa. Jeżeli pomimo tego chcesz mieć je zawsze przy sobie, to ten wózek jest dla Ciebie idealny - obojętnie, czy przy zakupach, spacerach, czy podróżach. Wsadź twojego pupila do wózka, a on będzie chroniony przed wiatrem, deszczem i promieniowaniem słonecznym. Wózek zawiera wentylację, otwierający się dach i schowek. Przy ramie do pchania wózka są praktyczne schowki np. na butelki z wodą czy przysmaki. Innym miejscem do schowania rzeczy jest zapinana torba z siatką pod wózkiem. Cena: jedyne 400 zł". Brzmi jak opis sprzętu dla dzieci? Z zewnątrz właśnie tak wygląda. Zdziwienie przychodzi dopiero, gdy zajrzy się do środka. Bo ten model nie jest zaprojektowany dla bobasa, tylko yorka, pudla czy jamnika. Od biedy zmieści się i sznaucer miniaturka, bo wózek ma udźwig do 20 kg. Panią wyposażoną w taki sprzęt można regularnie spotkać na przykład na warszawskim Nowym Świecie.

To, co w Polsce jest nowością, już dawno zagościło na dobre za oceanem. Hitem w USA były jakiś czas temu nosidełka dla psów. Używająca ich osoba wyglądała, jak gdyby trzymała na brzuchu lub plecach niemowlaka. Zamiast dziecięcych nóżek z transportera wystawały jednak kudłate łapy. Amerykanie oszaleli zresztą na punkcie miniaturowych zwierząt towarzyszących. Jeden z portali internetowych zestawił niedawno dwie liczby - w ciągu ostatnich sześciu lat w USA o 10 proc. spadła liczba rodzących się dzieci. Natomiast od 1999 r. populacja małych czworonogów uległa podwojeniu. Dziś to już ponad 30 mln. Na podobne zwierzęta stawiają Europejczycy - małe rasy stanowią trzecią część populacji psów na Starym Kontynencie.

Tylko w Polsce w 2006 r. było ok. 7 mln psów i 5,5 mln kotów. W 2011 r. liczby te wynosiły odpowiednio 7,4 i 5,7 mln, a do 2015 r. domowych pupili ma być jeszcze więcej - łącznie prawie 14 mln zwierząt (źródło: Euromonitor International 2011). To, że zwierząt przybywa, widać w polskich wydatkach na karmę dla pupili - jeszcze w 2005 r. przeznaczaliśmy na nią 345 mln euro. Rok temu już 478 mln. Na pocieszenie - wciąż daleko nam do Brytyjczyków, którzy na jedzenie dla 8,5 mln zwierząt wydają co roku 2,7 mld euro.

Dzieciaczki

Niedawne badania austriackich naukowców pozwalają uwierzyć w to, że zwierzęco-ludzka relacja warta jest inwestycji. Badacze z Uniwersytetu Medycyny Weterynaryjnej w Wiedniu orzekli, że związek psa i jego pana przypomina bowiem autentyczne relacje rodzicielskie. Dowiedziono tego podczas prostego eksperymentu - psy zakwalifikowane do udziału w nim miały wykorzystywać interaktywne zabawki, by wykonując odpowiednie ćwiczenia, otrzymać nagrodę. Każdy z czworonogów wykonywał zadanie, najpierw kiedy zachęcał je do tego właściciel, później gdy człowiek się nie odzywał, a następnie gdy wychodził. W drugim teście powtarzano to, tylko że z obcą dla psa osobą. Okazało się, że zwierzę starało się wykonać zadanie tylko w towarzystwie właściciela. Jeśli go nie było, nie miało dla niego większego znaczenia, czy było samo, czy też był z nim w pokoju obcy.

Austriacy próbowali wyjaśnić to pojęciem bezpiecznej bazy, które stosuje się do dzieci. Maluch, żeby odkrywać otoczenie, potrzebuje opiekuna, którego obecność stwarza mu komfort. Tak samo zachowywały się badane w eksperymencie psy.

Inne badania mogące potwierdzać teorie o bliskich psio-ludzkich relacjach przeprowadzono na Uniwersytecie w Zachodniej Wirginii. Pracujący tam behawioryści potwierdzili, że cechy psiego charakteru zależą mocno od tego, jaki jest właściciel. I tak, jeśli niebezpiecznego amstaffa lub mastifa kupi sobie spokojna i łagodna rodzina, pies może nigdy nie przejawiać zachowań agresywnych. Ich zła reputacja spowodowana jest natomiast tym, że zwykle kupują je osoby mające problemy z własnymi agresywnymi zachowaniami.

Na potwierdzenie autentyczna anegdota z siłowni na warszawskiej Pradze. Do jednej z nich regularnie przychodził właściciel pitbulla. Kiedy rzeczony pies był jeszcze mały, amator sportów siłowych wymyślił dla niego zabawę. "Kupuję małe kurczaki, obcinam im dzioby i wiążę pazury. Potem każę mu się na nie rzucać. Uczę go zabijać". Jak u dziecka - nauka przez zabawę.

Protezy

Psychologowie twierdzą jednak, że w relacji ze zwierzęciem kryje się pułapka. Badania Amerykańskiego Stowarzyszenia Szpitali Zwierząt pokazują, że 60 proc. tamtejszych właścicieli psów uważa, że opieka nad zwierzęciem zaspokaja potrzeby rodzicielskie. W Polsce badań nikt nie robił, ale może wystarczy rozejrzeć się wśród znajomych kocich mam i psich tatusiów. - Zwierzęta akceptują człowieka, mają mało żądań. Żaden człowiek nie jest w stanie dać drugiemu takiej miłości - ocenia prof. Barbara Stawarz z Uniwersytetu Szczecińskiego. - Mogą zastąpić dziecko, partnera, bliską osobę. I coraz częściej tak się dzieje. Bywa, że człowiek, który z powodu jakiegoś splotu okoliczności zostaje sam, potrzebuje zwierzęcia. To zastępcza forma relacji, w której korzyścią jest po pierwsze to, że człowiek nie wraca do pustego domu, a po drugie, że ktoś okazuje mu, że jest ważny - dodaje psycholog.

- Zwierzęta wędrują do domów, w których para jeszcze nie ma dziecka, a potrzebuje się kimś opiekować. Do osób mieszkających w pojedynkę, które potrzebują, by ktoś przywitał ich wieczorem. I do tych, którzy już odchowali dzieci i wciąż chcą być dla kogoś ważni i komuś potrzebni. Zwierzę nie jest tak wymagające jak dziecko czy partner - mówi Antonina Kondrasiuk, zoopsycholog. - Może łatwiej związać się z kotem lub psem niż z człowiekiem? - zastanawia się.

Inna behawiorystka przyznaje, że czasem widuje w pracy prawdziwe dramaty. - Ludzie przelewają uczucia, które powinni poświęcić sobie nawzajem, na psa lub kota. Kłócą się z partnerem, ale zwracając się do zwierzaków, natychmiast się uspokajają, jak gdyby mówili do dzieci. Czasem zaniedbują też relację z potomkami, bo całe emocjonalne ciepło trafia do psa - mówi, pragnąc pozostać anonimowa. Dodaje też, że sposób, w jaki ludzie traktują zwierzęta, widać po tym, jakie rasy są obecnie najpopularniejsze. - Nieproporcjonalnie wielkie głowy i oczy, które sprawiają, że zwierzę zawsze wygląda jak szczeniak. Ludzie chcą, by ich pupile zawsze sprawiały wrażenie potrzebujących wielkiej miłości i opieki. Proszę zwrócić uwagę, jak właściciele takich czworonogów się zachowują - przytulają, całują, noszą na rękach...

Barbara Stawarz dodaje, że zwierzęta często świadomie wykorzystywane są jako protezy - np. młodszego rodzeństwa dla jedynaków. - Znam wiele sytuacji, w których rodzice kupują jedynemu dziecku psa czy kota, by nauczyło się odpowiedzialności. Boją się, że z jedynaka wyrośnie egoista, więc zapewniają mu możliwość opiekowania się kimś - mówi psycholog i dodaje, że zwierzę w domu wpływa na właścicieli pozytywnie także z innych powodów. - Czytałam niedawno wyniki badań, które pokazywały, że kot czy pies to zwierzęta, które wpływają na człowieka zdrowotnie. Już sama ich obecność ma dobrze wpływać na człowieka - łagodzić skutki stresu, podwyższać komfort.

Niechciane

Zdaniem Antoniny Kondrasiuk właściciele nie doceniają niestety tego, jak wielkie potrzeby mają same zwierzęta. - Kupujemy zwierzętom jakieś ubranka, urządzamy przebieranki, oddajemy do fryzjerów, nosimy je na rękach. Kiedy obserwuję niektórych właścicieli, wydaje mi się, że wszystko robią dla własnej przyjemności, zamiast przyjrzeć się prawdziwym potrzebom kota czy psa - mówi i podaje przykład: - Zajmuję się przede wszystkim psychiką kotów. Kiedyś trafili do mnie właściciele, których zwierzak nie chciał załatwiać się w przygotowanym przez nich miejscu - zamiast tego brudził dom, co oni odczytywali jako wybitną złośliwość. Okazało się, że kot miał do załatwiania się przygotowaną ogromną konstrukcję, pałac, w który trzeba było wejść, odnaleźć się w ciemności. Ci ludzie nie pomyśleli, że coś, co dla nich będzie ładnym elementem wystroju, nigdy nie będzie dobre dla kota.

To, jak bardzo właściciele skupieni są na sobie, widać w statystykach. Nasza głęboka - wyrażona zabawką pod choinkę - miłość do pieska i kotka kończy się często wraz z wyjazdem na wakacje czy końcem jego okresu dorastania. Garść danych z raportu Głównego Inspektoratu Weterynarii: o ile w 2005 r. w schroniskach przebywało 83 tys. psów i 18 tys. kotów, o tyle sześć lat później te liczby zwiększyły się odpowiednio do 100 tys. i 20 tys. I jeszcze z niedawnego raportu NIK: "Ponad połowa schronisk jest przepełniona. Każdego dnia trafiają do nich średnio cztery kolejne zwierzęta. Do tego - choć sytuacja z roku na rok się pogarsza - program przeciwdziałania bezdomności zwierząt realizuje tylko co trzecia polska gmina. Pieniądze podatników przeznaczone na ten cel pozostają w dużej mierze poza kontrolą. Liczba zgonów zwierząt umieszczonych w schroniskach jest wciąż wysoka. Umiera w nich 25 proc. psów i 30 proc. kotów" - napisali kontrolerzy. Chętnych do adopcji wciąż brakuje - w 2011 r. dom znalazła ledwie połowa schroniskowych zwierząt.

Zwierzęta, które zostają w domach właścicieli, często nie mają jednak lepiej. Jak przekonuje Antonina Kondrasiuk, dziś zgłaszają się do niej właściciele czworonogów, które mają zaburzenia niespotykane jeszcze kilkanaście lat temu. - Choćby lęk separacyjny u psów. Dawniej nie było go, bo zwierzę zwykle nie zostawało samo na dłużej w domu, była w nim babcia albo dzieci. Teraz coraz częściej przychodzą do mnie właściciele skarżący się, że pies wyje, niszczy - mówi. - Podobnie zresztą zachowują się koty. Ludzie trzymają je w małych mieszkaniach, pozbawiając możliwości wychodzenia na zewnątrz. A to rodzi stres, który z kolei prowadzi do zachowań denerwujących właścicieli. Koło się zamyka.

Jak ludzie

Dla tych, którzy jeszcze nie widzą nic złego w tym, że przenoszą ludzkie uczucia na zwierzęta, pouczająca historia z lat 60. na koniec. W połowie ubiegłego wieku Gregory Bateson, brytyjski antropolog, prowadził eksperymenty na delfinach. Laboratorium, w którym mieszkały trzy zwierzęta, prowadził na karaibskiej Wyspie Świętego Tomasza. Obiekt zaprojektowany był w taki sposób, by zwierzęta i ludzie żyli jak najbliżej siebie, mając ze sobą niemal nieustanny kontakt - naukowcy wierzyli, że dzięki temu ich podopieczni nauczą się ludzkiej mowy. Po pewnym czasie i taki kontakt przestał im wystarczać. Jedna z uczestniczek projektu, Margaret Lovatt, uznała, że aby delfin naprawdę komunikował się z człowiekiem, musi towarzyszyć mu nieustannie. Całe piętro laboratorium zalano więc wodą. Tak, by jeden z delfinów mógł naprawdę zamieszkać z badaczką. Na tym jednak nie koniec. Lovatt obserwowała, że delfin bywał pobudzony seksualnie, więc pomagała mu rozładować napięcie. Później otwarcie przyznawała, że ze swoim podopiecznym odczuwa taką emocjonalną bliskość, że trudno jej nawet nazywać go delfinem.

Tymczasem naukowcy prowadzący eksperyment zaczęli interesować się innymi obszarami badań. Projekt stracił finansowanie rządu, a zwierzęta, które do tej pory mieszkały w karaibskim laboratorium, musiały zostać przeniesione gdzie indziej. Także podopieczny Lovatt. Delfin, który z dnia na dzień został odseparowany od opiekunki, prawdopodobnie popełnił samobójstwo - po prostu przestał oddychać, opadł na dno basenu i umarł. Jak być człowiekiem, to do końca.

Kiedy obserwuję niektórych właścicieli, wydaje mi się, że wszystko robią dla własnej przyjemności, zamiast przyjrzeć się prawdziwym potrzebom kota czy psa - zauważa zoopsycholog Antonina Kondrasiuk

@RY1@i02/2014/148/i02.2014.148.000001100.803.jpg@RY2@

REX FEATURES/EAST NEWS

Anna Wittenberg

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.