Fejmy z Aska
Ani nie śpiewa, ani nie tańczy, ani nie jest modelem, a znają go miliony. Jeśli liczysz sobie więcej niż 25 lat, przeczytaj ten tekst, odkryjesz świat, o którego istnieniu nie masz pojęcia
Widzisz tę dziewczynę? To fejm z Aska - 1 listopada na cmentarzu pierwszy raz od niespełna 18-letnich braci usłyszałam o askowych fejmach. Czym jest Ask.fm wiem, co oznacza fejm (popularność) też, ale "fejm z Aska" nic mi nie mówił. - Ta dziewczyna ma na Asku miliony polubień, dziesiątki tysięcy ludzi ją obserwują, zadają pytania - tłumaczyły chłopaki.
- A z czego jest taka znana? Jest ładna, śpiewa, tańczy?
- Nie. Po prostu jest fejmem.
Nadal nic mi to nie mówiło. A więc postanowiłam spytać Google’a, o co chodzi. Na pytanie "Kim są fejmy z Aska" znalazłam odpowiedź jakiegoś nastolatka: "Na Asku są króle, gwiazdy, czy jak tam można ich nazwać. Po prostu fejmy. Mają z 2 miliony like, 327567234567 pytań i każdy ich wielbi. Zazwyczaj nie są to osoby »normalne». Są to modele, youtubowicze, blogerzy itd". Jeżeli ma się więcej niż 25 lat, to niewiele z tego wywodu można zrozumieć. Ale jeśli macie nastoletnie dzieci, jeżeli pracujecie z nastolatkami, jeżeli prowadzicie biznes, przeczytajcie ten tekst. Szczególnie jeśli nie wiecie, kim są fejmy i co to jest Ask.
Wirtualne liceum
Zacznijmy od początku. Portal społecznościowy Ask.fm założony w 2010 r. przez braci Marka i Iliię Terebinsów z Rygi stał się jednym z największych fenomenów internetu ostatnich miesięcy. Jednak trudno wytłumaczyć, na czym polega jego fenomen. Na pierwszy rzut oka to coś między Facebookiem (są profile ze zdjęciem i opisem osoby, liczbą udzielonych odpowiedzi i prezentów, czyli wirtualnych obrazków, które użytkownik dostał od innych internautów - im więcej tych wskaźników, tym większa popularność) a Twitterem (pytania i odpowiedzi muszą być krótkie - góra 300 znaków). Dodatkowo pojawia się element znany w czasach przed internetem jako złote myśli, czyli zeszyty z pytaniami, w których koledzy i koleżanki wpisywali, jakiej muzyki słuchają, kogo lubią najbardziej, a kogo najmniej, i kim chcą zostać, jak już dorosną.
Jak mówi sama nazwa serwisu, chodzi też o zadawanie pytań. Są grzeczne ("Co dziś porabiałeś?"), zgryźliwe ("Masz dziewczynę oprócz poduszki?"), napastliwe ("Co za debil ma swoje zdjęcie na tle profilu?"), obraźliwe ("Ale z ciebie pedał, po co tu się lansujesz?"), szokujące ("Za ile zrobisz mi minetę?"). Oczywiście nie na wszystkie trzeba odpowiadać, ale im więcej odpowiedzi, tym więcej lajków. A im więcej polubień, tym więcej kolejnych obserwujących, pytających i komentujących.
Wszystko to w wykonaniu nastolatków, bo to one pokochały tę zabawę w pytania i odpowiedzi. I to na tyle mocno, że Ask.fm wciągnął już 100 mln osób, głównie z USA, Wielkiej Brytanii, Brazylii, Rosji, Niemiec, Francji, Turcji i Polski (ok. 2,5 mln osób). W czerwcu ubiegłego roku portal miał 65 mln użytkowników, rok wcześniej 8 mln. - Młodzi nie lubią stagnacji. Boom na FB mija, bo ten portal został skolonizowany przez rodziców nastolatków czy nawet ich dziadków. A dzieciaki nie lubią, kiedy w ich przestrzeni pojawia się mama i tata - opowiada dr Grzegorz D. Stunża z Pracowni Edukacji Medialnej w Zakładzie Filozofii Wychowania i Studiów Kulturowych Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego. - Ask.fm ma też tę przewagę nad FB, że pozwala na krótką wymianę informacji, powierzchowne kontakty w przestrzeni publicznej. Młodzi, być może ze względu na rozproszenie uwagi, ale też możliwości docierania do odbiorców, korzystają równolegle z różnych kanałów, przy czym to, co jest akurat modne dla większości, jest traktowane priorytetowo - dodaje.
O rozmowę na temat fenomenu Aska poprosiłam najbardziej znanych socjologów specjalizujących się w nowych mediach i internecie, lecz wszyscy odmówili, tłumacząc, że "nie czują bazy", bo to alternatywny sieciowy świat nastolatków.
W tym świecie jest masa nikomu nieznanych użytkowników, którzy - aby się wyróżnić - mogą innych hejtować (zadawać jak najbardziej szokujące pytania, pisać obraźliwe komentarze) albo tworzyć grupy fanowskie (Kwiatonators - wielbiciele Dawida Kwiatkowskiego, Beliebers - Justina Biebera).
Na szczycie są fejmy - od angielskiego słowa "fame", popularność, czyli gwiazdy: piękni, przynajmniej na sweet fociach (to najczęściej zdjęcie samego siebie zrobione smartfonem), które wrzucają do serwisu, bogaci (choć niekoniecznie to prawda), błyskotliwi (na tyle, by mieć cięte riposty na obraźliwe zaczepki) i przede wszystkim popularni - i to jak popularni! Przecież oni mają nie tylko miliony lajków, ale dziesiątki czy nawet setki tysięcy fanów stale obserwujących ich profile, zresztą często nie tylko na Ask.fm, ale także na Facebooku, YouTubie czy Instagramie. To, na co marki czy prawdziwe gwiazdy pracują latami, te nikomu nieznane dzieciaki osiągają od niechcenia w kilka miesięcy. To musi robić wrażenie - przyznaje Michał Sadowski, szef Brand 24, firmy specjalizującej się w monitoringu mediów społecznościowych.
Kwiatonators i brwi Henzai
Łukasz Wawrzyniak, 20-letni model (choć specjalnie dużo sukcesów w branży jeszcze nie ma), dobija właśnie do 39 mln polubień, ponad 15 tys. wirtualnych prezentów i przeszło 130 tys. obserwujących na FB. Nastoletnie dziewczyny szaleją na jego punkcie, w sieci można znaleźć nagranie, na którym grupa stojących na rynku chłopaków dla żartu krzyczy: "O, Wawrzyniak!" i nagle stojące niedaleko nastolatki wpadają w histerię i galopem zbiegają się, by zobaczyć fejma.
Największym konkurentem i adwersarzem Wawrzyniaka jest Damian Buczek. Wprawdzie ten 17-letni licealista z Nowego Sącza, drobny, o dziewczęcej urodzie i mocno ironicznym tonie prowadzenia konta, ma znacznie słabsze statystyki, ale konflikt podgrzewa atmosferę wokół nich obu.
Najpopularniejszą dziewczyną jest Henzai, 15-letnia Julia Świątek z Warszawy. Jest fanką Justina Biebera, a jej główną czynnością na Asku jest wrzucanie sweet foci oraz odpowiadanie na pochwały i hejty na temat jej wyglądu, a szczególnie kształtu brwi.
W zderzeniu z nimi Natalia Siwiec, Doda czy Michał Wiśniewski, przez lata wyśmiewani, że "są znani z tego, że są znani", to wręcz tytani działań twórczo-artystycznych z niezwykle bogatym portfolio. - Kiedy pierwszy raz zetknąłem się ze zjawiskiem fejmów, byłem zaskoczony, może nawet przerażony - przyznaje Stunża. - Szybko jednak zdałem sobie sprawę, że w grupach rówieśniczych od zawsze funkcjonowały osoby o statusie gwiazd. Bo były piękne, bo ciekawie się prezentowały, bo były bogatsze. Internet daje nowe możliwości - nie musimy funkcjonować już tylko w grupie znajomych z podwórka czy szkoły. To przekłada się najczęściej na bycie fanem lub fanką osób, które wydają się nam interesujące - ciekawie odpowiadają, następuje wymiana polubień, serduszek czy zadawanie pytań - tłumaczy socjolog.
Najbardziej znanym, także poza samym Askiem, fejemem jest Dawid Kwiatkowski. O 18-latku, który w sieci popularny jest od miesięcy (jego fanki nazywają się Kwiatonersami), a rok temu wydał płytę, która nieźle sobie radzi na rynku, więcej usłyszano, kiedy zaczął występować w "Tańcu z gwiazdami". I choć wylansował się dzięki Askowi - jego konto na tle innych fejmów jest niezwykle grzeczne, bez wyzwisk i hejtów - dziś nie chce przyznawać się do tych korzeni. Menedżer Kwiatkowskiego na prośbę o rozmowę odpisał, że nie życzy sobie, by jego klienta kojarzyć z Askiem.
Polajkuj mi, to ja polajkuję tobie
18-letni Adrian Polański, PoLaK, pod tym nickiem można go znaleźć w sieci, niczym szczególnym się nie wyróżnia: szczupły blondyn, na pewno nie typ modela, bo za drobny, nie tańczy, trochę rapuje, nie ma zapędów aktorskich, w szkole na koniec pierwszego semestru miał kilka zagrożeń. Ale za to w rankingu WhotoAsk, czyli najpopularniejszych polskich askowiczów, z ponad 13 mln lajków zajmuje piąte miejsce, dodatkowo jego profil na Facebooku obserwuje ponad 20 tys. osób.
Dla porównania jego Ask utrzymany jest w lekkim, ironizującym tonie, widać, że ma sporo dystansu do siebie. Zresztą bez tego nie da rady wytrzymać na Asku. Kiedy PoLaK zaczyna opowiadać o Ask.fm, widać, że choć w szkole mu nie idzie, to ze znajomości mediów społecznościowych na pewno miałby szóstkę. - Jest kilka sposobów na zostanie fejmem: na urodę, na hejtera, na klata jak u pirata, na głupka, romantyka, cięcie się i depresję. To takie najpopularniejsze motywy kreowania samego siebie, które przyciągają ludzi - tłumaczy.
- A ty który wybrałeś?
- Ja robię z siebie debila, ironizuję, jestem cyniczny.
- I nie przeszkadza ci, że ludzie postrzegają cię jako głupka?
- Kto mnie zna, ten wie, jaki jestem. A to jest pewnego rodzaju postawa, sposób na pokazanie dystansu do świata.
Metoda na debila działa, bo Adrian dorobił się sporej grupy fanów, i to takich, którzy założyli na FB fanpage ("Idealna fryzura PoLaKa"). Słowa 18-latka doskonale pokazują, że Ask.fm to najlepszy przykład tego, jak w przyszłości będą funkcjonować pokolenia rozszczepionej jaźni. Takie, które wyrastają w świecie internetu i dla których oczywiste jest, że mają co najmniej dwa różne ja. To sieciowe - nonszalanckie, które można kreować i kontrolować, i to realne - często wcale nie tak fajne, którego bardzo często nie doceniają ani rodzice, ani nauczyciele, a koledzy nie podziwiają. - Ojciec ciągle się dziwi, o co chodzi z tym fejmem, i zagaduje, że skoro jestem taki popularny, to dlaczego nie ma mnie w telewizji. Nie rozumie, że to tak nie działa - dodaje Polak.
- Budowanie tożsamości w sieci to często kreowanie awatara, który nie musi mieć wiele wspólnego z prawdziwą osobą - tłumaczy Stunża. - Być może ci, którzy świadomie myślą o sławie wśród młodych użytkowników konkretnego serwisu, lepiej znają realia i możliwości korzystania z mediów. Ale na pewno nie trzeba oddzielać tożsamości szkolnej czy rodzinnej od tożsamości w sieci, tak jak i nie ma potrzeby, byśmy byli tą samą osobą w wielu miejscach. W szkole, rodzinie, pracy funkcjonujemy często nieco inaczej, w innych rolach i to zupełnie normalne - dodaje socjolog.
Adrian, który konto na Asku założył niecały rok temu, nie tylko potrafi te różne osobowości sprawnie łączyć, lecz także dokładnie tłumaczy, co zrobić, by zyskać fanów. - Odpowiadam na pytania przez cały dzień, w szkole, w domu, w nocy - mówi i pokazuje smartfona, na którym rzeczywiście ma tysiące powiadomień i na którym cały czas pisze. - Ej, a możemy zrobić sobie zdjęcie podczas rozmowy? Wrzuciłbym to na Aska, bo napisałem ludziom, że będę miał wywiad i dopytują się, czy to prawda? - pyta. Kiedy zdjęcie ląduje na profilu, momentalnie sypią się serduszka, lajki, ale też i pytania, czy może to nie jest fejk (fałszywka), a ja jestem jego koleżanką, która udaje dziennikarkę.
- Można popularność zdobywać, hejtując innych, szczególnie fejmy, albo dopraszając się o lajki od nich. Bo gdy fejm kogoś polubi albo odpowie na hejt, inni to widzą, i działa taki efekt kuli śnieżnej - dodaje PoLaK.
Grzegorz Stunża tłumaczy, że takie osoby o statusie celebryckim stają się rodzajem przewodników. - Polecają fanom to, co uważają za ciekawe, i ich głos ma wówczas sporą moc. Trzeba pamiętać, że internetowe sieci kontaktów mogą przekładać się na głębsze znajomości niż tylko lubienie przez klikanie - dodaje. - W dodatku każdy może tworzyć własną sieć kontaktów, które go interesują i z których czerpie inspirację lub po prostu dostarczają rozrywki. Gwiazdy mogą się wspierać, tworząc liczniejsze elitarne grupy, te z kolei mogą się zwalczać. W dodatku sami fani mogą atakować znane osoby, często w niewybredny i mało kulturalny sposób, ale fejmy radzą sobie z tym najczęściej doskonale, zyskując jeszcze większą popularność i uznanie odbiorców - tłumaczy ekspert.
Zawód: fejm
Albo przeciwnie: zamiast pozytywnego odzewu zaczyna się fala hejtu. Bycie fejmem na Asku to nie tylko splendor, ale także potężna dawka krytyki. Często nieuzasadnionej. Ask.fm stanowi niezwykle wygodną niszę dla wszelkiego rodzaju ataków, bo pozwala na zadawanie pytań anonimowo. Prowadzi to do nieskrępowanego wzajemnego rugania się młodzieży, w stylu, o jakim rodzice grzecznych nastolatków woleliby nie wiedzieć. Zaś młodzi ludzie szybko uczą się, iż najprostszą obroną jest atak, i czasem dochodzi do wojen na słowa. - Pewnie, że hejt boli, i czasem myśli się o skasowaniu Aska. I dlatego jestem w stanie uwierzyć, że ludzie przez falę hejtu popełniali samobójstwa. W szkole ci nie idzie, rodzicie nie doceniają i jeszcze na Asku zaczynasz być megagnębiony. To może dobić. Trzeba mieć grubą skórę i nauczyć się nie przejmować takimi komentarzami - zauważa Adrian Polański.
Samobójstwa, o których wspomina, to głośne sprawy sprzed roku. W Wielkiej Brytanii w ciągu kilku miesięcy kilkoro nękanych na Asku nastolatków odebrało sobie życie. Szczególnie dużym echem odbiła się śmierć 14-letniej Hannah Smith, która od anonimowych użytkowników Ask.fm usłyszała, że jest "głupią dziwką", "krową" i "zdzirą". "Zrób nam wszystkim przysługę i zabij się" - napisał do niej jeden z internautów. "Gdybyś się zabiła, nikogo by to nie obchodziło" - dodał inny.
Brytyjski rząd pod wpływem mediów, które nagłośniły samobójstwa, zaapelował do łotewskich władz - o przyjrzenie się serwisowi, zaś do krajowych firm - by zrezygnowały z reklamowania się w portalu. W końcu jednak sprawa ucichła, a dzieciaki nadal się hejtują. I to często nawet z jeszcze większą mocą. Bo, przewrotnie, część tego hejtu to lans. Niektórzy budują na nim nawet swój fejm, specjalnie wzbudzając kontrowersje, by być bardziej interesującymi. Socjolog Danah Boyd nazwała to zjawisko "cyfrowym samookaleczaniem się". Wymienia jego trzy główne powody: dzieci chcą na siebie zwrócić uwagę - jest to wołanie o pomoc; chęć wyróżnienia się, pokazania w tłumie i bycia bardziej popularnym - a do tego przecież prowadzi nie tylko bycie lubianym, ale także nienawidzonym; oraz próba wzbudzenia współczucia i zyskania pozytywnych komentarzy, bo przecież gdy jest się atakowanym, przyjaciele ruszają na pomoc.
Coraz częściej pojawia się jeszcze czwarty argument: chęć zarobienia na tej popularności.
Większość askowiczów prowadzi także fanpage’e na FB, ma konta na Instagramie i Twitterze, prowadzi blogi, ma kanały na YouTubie. Po cichu liczą, że jak w przypadku Dawida Kwiatkowskiego fejm przełoży się na kasę.
Na razie zadowalają się niewielkimi nawet gratyfikacjami. - Dostaję bluzy, za darmo jakieś ubrania, byle bym tylko pokazał się w nich na zdjęciach. Studio tatuażu robi mi za darmo dziary w zamian za podanie namiarów - opowiada Adrian Polański. - Wiem, że to niewiele. Ale wiem też, że tę moją popularność można biznesowo wykorzystać. Nie sprzedam się do słabej akcji z firmą, której nie szanuję. Ale z moim starszym bratem zakładamy sklep internetowy z ubraniami, głównie koszulkami, produkowanymi z myślą o ludziach, którzy mnie wspierają. Już mamy znalezionego dostawcę i zaprojektowane wzory - opowiada nastolatek.
- Rzeczywiście nastolatki z Aska mają niezły zasięg komunikacyjny, czyli potencjał jest - ocenia Yuri Drabent, dyrektor kreatywny agencji specjalizującej się w mediach społecznościowych Lubię to. - Tyle że na razie to jest tylko potencjał. Ani te fejmy nie znają jeszcze do końca swojej wartości, ani rynek nie potrafi do końca ich rozgryźć. Poziom komunikacji na Ask.fm jest dość niski, nastolatki posługują specyficznym językiem, który może stanowić barierę. Dodatkowym czynnikiem jest to, że może się okazać, iż będą oni raczej nielojalni w stosunku do marek. Ale niewątpliwie faktem jest, że cieszą się oni bardzo dużą popularnością, a największe fejmy mają rzeczywiście pokaźny wpływ na swoje środowisko, zapewne więć problemy te trzeba będzie jakoś rozgryźć. Jedna i druga strona będzie się jednak musiała nauczyć kontaktów z sobą - uważa Drabent i dodaje, że jego zdaniem te najpopularniejsze nastolatki czeka rewolucja, podobna do tej, jaką przeszła blogosfera. - Jeszcze w 2011 r. blogerki modowe, choć w sieci popularne, to szerzej były nieznane i nie potrafiły też z tej internetowej popularności korzystać. A dziś proszę bardzo: to poważni gracze na rynku - dodaje szef Lubię to.
Przytakuje mu Michał Sadowski: - Fejmy mają teraz dobry moment, bo FB ogranicza zasięg tradycyjnych fanpage’y, by zmusić właścicieli do kupowania reklam. Może się więc okazać, że wpływ chłopaka z 80 tys. obserwujących go osób jest znacznie większy niż na fanpage’u marki z 80 tys. fanów. I to jest ten potencjał, o który marketingowcy i marki skierowane do nastoletniego klienta prędzej czy później będą się musieli się postarać - podsumowuje Sadowski. Być może więc już niedługo, tak jak już mamy zawód blogera, pojawi się nowy zawód. Fejma.
@RY1@i02/2014/083/i02.2014.083.00000340b.101.jpg@RY2@
Rafał Siderski
18-letni Adrian Polański, czyli PoLaK
Sylwia Czubkowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu