Dziennik Gazeta Prawana logo

Żona do Bródki: Na podium stań prosto

26 czerwca 2018

Rozmowa ze Zbigniewem Bródką, pierwszym polskim olimpijskim mistrzem w łyżwiarstwie szybkim

Do twarzy panu z tym medalem.

Powoli dociera do mnie, że go mam. To jest coś niesamowitego. Duży, ciężki, pięknie wygrawerowany. I przede wszystkim jest złoty. To są ogromne emocje, takie rzeczy nie zdarzają się codziennie.

Ile sił kosztował ten sukces? I nie pytam o te 1500 m.

Wiele wyrzeczeń, poświęceń. Nie tylko moich. Po ten medal doszedłem z pomocą wielu wspaniałych ludzi, którzy zrobili wszystko, żebym tu wystartował w najwyższej formie. Przez ostatnie cztery lata pomagali mi trenerzy, koledzy z grupy, Państwowa Straż Pożarna i oczywiście rodzina: moja żona Agnieszka i rodzice.

Jakie pierwsze słowa usłyszał pan od żony po zdobyciu złota?

Powiedziała tak: Jak braliśmy ślub, to nie wierzyłam, że wychodzę za mistrza olimpijskiego.

Jak się wjeżdża do historii?

Niesamowicie, a dodatkowo na łyżwach szybko. Dla mnie to kosmos.

Była wielka radość w wiosce olimpijskiej?

Tak, było fajnie powitanie. Nasza ekipa zaskoczyła mnie napisem na drzwiach, z emocji nie pamiętam dokładnie jakim, ale coś w stylu "Big Zbig". Część osób bardzo to przeżywała. Niektórzy mówili, że nie wzruszali się przy pozostałych medalach, a przy moim płakali.

Bo tak za pana trzymali kciuki?

Chyba dlatego, że jest to medal z zaskoczenia, jeśli chodzi o kolor. Kamil był wielkim faworytem, tak samo jak Justyna. Jak też byłem faworytem, ale jednym z wielu. Jeszcze wygrałem w takim stylu...

Kiedy pan zaczął myśleć, że może być mistrzem olimpijskim?

W tym roku chodziły mi takie myśli po głowie. Pojawiały się jakieś zbiegi okoliczności. Na przykład w sobotę przed biegiem żona mi powiedziała: Jeśli staniesz na podium, to nie krzyżuj nóg. Stań prosto, zachowaj pozycję. No i nie skrzyżowałem.

Zagrał pan na nosie Holendrom, dla których łyżwiarstwo to sport narodowy. Dopiero w niedzielę rano zaczęli panu gratulować?

Tak, rano na stołówce dostałem gratulacje od większości osób z Holandii, znanych trenerów, utytułowanych zawodników.

To był większy szok dla pana czy dla nich?

Dla nich. Wiedziałem, że mogę to zrobić. Starałem się zachować spokój do samego końca i jechać na maksa.

Dziwnie zachowywał się pański główny rywal Koen Verweij. Zawsze taki jest?

To taki typ, który nienawidzi przegrywać. Nie popieram takiego zachowania. Powinno mu być głupio.

Przed biegiem wymienił pan płozy w łyżwach na stare. To miało tak wielkie znaczenie?

Duże. Po biegu na 1000 m przeprowadziłem analizę. Zastanawiałem się, w czym jest problem. Fizycznie przygotowany jestem dobrze. Szukałem czegoś, co może być przełomowe. Czegoś, co da mi medal. Wiedziałem, że trzeba coś zmienić, skonsultowałem to z trenerami. Doszliśmy do wniosku, że nic nie pogorszymy i podjęliśmy decyzję, że zmienimy te płozy.

Ma pan wiadomości z Polski? Jest pan gotowy na to, co się stanie, gdy wyląduje pan na Okęciu?

Dostaję liczne gratulacje, ale chyba nieświadomy jestem ogromu zjawiska.

Zaskoczenie?

Pewnie. Przy mojej jednostce straży pożarnej w Łowiczu powstała strefa kibica. Trzeba się cieszyć. Również z tego, że pokazaliśmy coś osobom, które w nas nie wierzyły i mówiły, że przyjedziemy bez medalu.

W Soczi przed panem jeszcze bieg drużynowy. Nadzieje chyba spore?

Chcielibyśmy powalczyć, jesteśmy w dobrej kondycji. Mam nadzieję, że to wykorzystamy i będzie kolejny krążek.

@RY1@i02/2014/033/i02.2014.033.00000160a.802.jpg@RY2@

JANUSZ SZEWIŃSKI/REPORTER

To, co się teraz dzieje, jest dla mnie wręcz kosmiczne - mówi Zbigniew Bródka

Przemysław Franczak

 Soczi

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.