Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Górnicy z likwidowanych kopalń zaostrzają protesty

13 grudnia 2016

WYDOBYCIE Załoga Makoszów rozpocznie strajk pod ziemią, górnicy z Krupińskiego grożą głodówką. Zapowiadają także przyjazd do Warszawy

Nocna zmiana pracująca w zabrzańskiej kopalni Makoszowy w nocy z poniedziałku na wtorek może zostać pod ziemią i tam rozpocząć protest - taką informację otrzymaliśmy w momencie zamykania tego wydania gazety. Podobne scenariusze rozważa też załoga Krupińskiego. Obie kopalnie mają być w 2017 r. likwidowane, czemu niemal 100 proc. załogi w obu zakładach powiedziało "nie".

- Podziemny protest to ostateczność. Czyli górnicy są zdesperowani. Ale każda akcja w obronie miejsc pracy w kopalniach ma nasze wsparcie - mówi DGP Wacław Czerkawski, wiceszef Związku Zawodowego Górników w Polsce. Wsparcia ponad trzem tysiącom pracownikom obu kopalń udzieliła wczoraj również "Solidarność". Skoro górnicy mają za sobą centralę największego związku, należy się spodziewać eskalacji. Górnicy planują zaostrzanie protestów z dnia na dzień.

Wczoraj po południu załoga Makoszów pikietowała przed kopalnią, dziś przed południem planuje demonstrację w Bytomiu, przed siedzibą Spółki Restrukturyzacji Kopalń, do której zakład należy od ponad półtora roku.

- Tylko w naszym przypadku rząd nie wywiązał się z porozumienia ze stycznia 2015 r. Innym zagrożonym kopalniom znalazł inwestora, nam nie. Mimo to wydobywamy węgiel i nagle w listopadzie dowiadujemy się, że zgodnie z decyzją Brukseli możemy to robić tylko do końca roku. Wcześniej podawano nam termin 2018 r. - wskazuje Marek Jóźwiak ze związków zawodowych kopalni Makoszowy.

Wczoraj związkowcy blokowali punkty informacyjne dla górników, w których ci mieli dowiadywać się o możliwość podjęcia pracy w innych zakładach (likwidacja kopalni nie oznacza zwolnień załogi). Doszło do przepychanek, akcja informacyjna została zawieszona do odwołania. Związkowcy tłumaczą, że górnicy są zastraszani i zmuszani do podejmowania decyzji, "bo zostaną bez pracy". Marek Tokarz, prezes SRK, nie chciał wczoraj komentować sprawy.

- Nam cierpliwość się skończyła. Pojedziemy pod dom i biuro każdego posła odpowiedzialnego za sytuację naszej kopalni, a jak trzeba będzie, przypomnimy o sobie również w Warszawie - ostrzega Jóźwiak.

- Nic to nie da. Ta kopalnia po zakończeniu dopłat do strat produkcyjnych sobie nie poradzi - powiedział DGP Wojciech Piecha, senator PiS przeprowadzający audyt SRK.

Karolina Baca-Pogorzelska

karolina.baca@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.