Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Namiastka normalności

22 sierpnia 2019
Ten tekst przeczytasz w 15 minut

Rodzice zastępczy muszą być psychiatrami, psychologami i menedżerami w jednym. I udowadniać urzędnikom, że z wychowaniem radzą sobie lepiej niż biologiczni

Agata jest samotną matką zastępczą czwórki dzieci. – Podjęliśmy tę decyzję wspólnie z mężem 15 lat temu. Pierwsza dwójka, którą przyjęliśmy, to rodzeństwo z pełnoobjawowym FAS, alkoholowym zespołem płodowym. Potem dołączyła do nas dziewczynka, również z FAS. Mieliśmy pokończone kursy i obietnicę od powiatowego centrum pomocy rodzinie, że podpisze z nami umowę na rodzinę zawodową (forma pieczy, w której rodzic podpisuje umowę z powiatem, wykonuje pracę, za którą dostaje wynagrodzenie – red.). Na słowach się skończyło – mówi. Dlaczego? Zawodowemu rodzicowi zastępczemu trzeba płacić – nie mniej niż 2 tys. zł brutto miesięcznie (precyzuje to ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej). Niezawodowy opiekun za swoją pracę nie dostaje złotówki, a robi to samo. – Pasja i misja. Bez tego długo bym nie wytrzymała. Z mężem rozwiedliśmy się w 2011 r. To było pokojowe rozstanie. On po prostu miał dość – opowiada Agata.

Poszło o wyobrażenia, które rozminęły się z rzeczywistością. Były mąż pani Agaty liczył, że dzieci będą robić większe postępy. Że ciężką pracą można wyprowadzić je niemal na prostą. – W tej pierwszej dwójce, która do nas trafiła, był 12-letni Krzyś. Gdybyśmy zajęli się nim dekadę wcześniej… – kobieta zawiesza głos. Krzyś nadal jest przy niej. Ma 27 lat. Nie jest i nigdy nie będzie samodzielnym człowiekiem.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.