Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Urzędnik będzie za chwilę szukał pracy

Urzędnicy stracą pracę m.in. dlatego, że zmniejszyła się liczba ministerstw
Urzędnicy stracą pracę m.in. dlatego, że zmniejszyła się liczba ministerstw
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

W najbliższych tygodniach liczba etatów w ministerstwach ma się zmniejszyć o 1150. To mniej niż 10 proc. wszystkich pracowników, zwolnienia mają się rozpocząć już w tym tygodniu

To oznacza, że skala zwolnień będzie mniejsza niż wynikało z pierwotnych zapowiedzi. Jak pisaliśmy w sierpniu, na starcie całego procesu rząd rozważał nawet 20-proc. redukcje, potem 10-proc. Za wdrożenie zwolnień odpowiadać będą dyrektorzy generalni poszczególnych ministerstw. I z tego powodu część naszych rozmówców ma nadzieję, że cięcia nie będą zbyt dotkliwe. ‒ Do tej pory słyszeliśmy, że ich nie będzie. Teraz po rekonstrukcji doszły nam dwa duże, skomplikowane działy, czyli turystyka i mieszkaniówka, którymi ktoś musi się przecież zająć ‒ mówi nam osoba z Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii. W poszczególnych resortach chodzą korytarzowe plotki o zwolnieniach, choć bez konkretów. ‒ Są ministerstwa, w których pracuje dużo osób w wieku emerytalnym, niektórych z nich od dawna nikt nie widział na oczy i pewnie to tam będzie najwięcej zwolnień ‒ mówi nam jeden z urzędników. ‒ U nas słychać coś o zwolnieniach, ale bez żadnych szczegółów, choć podobno ustawa daje możliwość nawet 20-proc. zwolnień ‒ zauważa pracownik jednego z większych resortów.

Nasz rozmówca z kręgów rządowych podkreśla, że jeśli chodzi o cięcia w administracji, to tak naprawdę mamy do czynienia z dwoma równoległymi procesami. Pierwszy to cięcia covidowe, do przeprowadzenia których zobowiązany został szef kancelarii premiera Michał Dworczyk. To nakłada się na zmiany związane z rekonstrukcją rządu ‒ likwidacją resortów lub ich połączeniem. ‒ W resortach mamy departamenty merytoryczne i obsługowe. Te drugie przy fuzji się dublują, więc w tym przypadku są możliwości redukcji, nawet jeśli dla obsługi większej jednostki potrzeba więcej urzędników ‒ podkreśla jeden z nich. Chodzi o osoby pracujące w działach kadr, płac czy ich szefów; zmniejszy się także liczba dyrektorów generalnych. – Kiedy dochodzi do fuzji ministerstw i zmian w departamentach czy wydziałach, po drodze gdzieś „gubi” się ludzi ‒ wskazuje nasz rozmówca. Jak twierdzą inni, takie działanie jest bezpieczne dla rządu w kontekście procesowym. W normalnych okolicznościach zwalniany urzędnik może z dużą szansą na powodzenie dochodzić swoich praw w sądzie pracy. ‒ Gdy jednak np. łączy się kilka departamentów w jeden, mamy do czynienia ze zmianami kadrowymi, które są efektem zmian strukturalnych ‒ podkreśla. Jeśli chodzi o redukcje, to w lepszej sytuacji są urzędnicy resortów, do których inne działy są dołączane, w tym przypadku zmiany mogą być mniejsze. Z kolei np. Ministerstwo Aktywów Państwowych powstało ledwie pół roku temu, dlatego trudno stwierdzić, na ile realne są w nim redukcje.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.