Dziennik Gazeta Prawana logo

Lekarz nie Bóg, zajmuje się ciałem, nie sumieniem

5 listopada 2020

Widzę tu próbę przesunięcia odpowiedzialności na lekarzy i radykalnego zmniejszenia katalogu wad, które kwalifikowałyby do terminacji ciąży – mówi dr Piotr Kretowicz

fot. Łukasz Fojcik/materiały prasowe

dr Piotr Kretowicz, specjalista w zakresie położnictwa i ginekologii, ultrasonografii oraz diagnostyki prenatalnej. Zajmuje się patologią ciąży, diagnostyką oraz terapią wad wrodzonych i chorób płodu

Zaproponowana przez prezydenta zmiana w ustawie o planowaniu rodziny mówi o dopuszczeniu przerwania ciąży, gdy „badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na wysokie prawdopodobieństwo, że dziecko urodzi się martwe albo obarczone nieuleczalną chorobą lub wadą prowadzącą niechybnie i bezpośrednio do śmierci dziecka, bez względu na zastosowane działania terapeutyczne”. Do jakich wad płodu może odnosić się taki zapis?

Medycyna nie jest zero-jedynkowa. Znamy wiele stanów, po zdiagnozowaniu których można od razu uznać, że dziecko nie przeżyje porodu lub jest to wada letalna. Są tu zarówno zaburzenia strukturalne, jak i te związane z procesami chorobowymi, np. obrzęk zarodka spowodowany infekcją, co prowadzi do śmierci w czasie ciąży i nie podlega leczeniu. Albo wady, które wyłączają jeden lub więcej narządów kluczowych do życia, jak np. bezczaszkowie, niedorozwój płuc (również jako wtórny do agenezji nerek). Takie dzieci mogą dotrwać nawet do zaawansowanego etapu ciąży, ale po porodzie z całą pewnością nastąpi zgon. Dziecko nie złapie pierwszego oddechu. Inną kwestią są wady genetyczne, jak np. zespół Edwardsa, który w 95 proc. prowadzi do samoistnego poronienia. Przyczyną zespołu jest nieprawidłowość genetyczna polegająca na pojawieniu się dodatkowego, trzeciego, chromosomu 18. Jeśli takie dziecko przyjdzie na świat, po porodzie żyje najczęściej parę dni. Zdarzają się przypadki przeżycia kilku lat, ale cały czas mamy do czynienia z osobą ciężko uszkodzoną. Podobnie z zespołem Patau, trisomią chromosomu 13. Około 80 proc. dzieci nim obarczonych umiera w ciągu kilku dni lub tygodni od narodzin. Ponad 90 proc. nie dożywa drugiego roku życia, a ok. 5 proc. – osiąga wiek trzech lat. Na pytania matek, ile będzie żyło ich dziecko, nie mogę jednak nigdy odpowiedzieć precyzyjnie. Pewne jest to, że nad każdym z nich wisi wyrok śmierci.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.