Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Konwent św. Katarzyny kontra Bosak i przyjaciele

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

W okresie poprzedzającym głosowanie już nie miejsce na podium czy dwucyfrowy wynik, ale uniknięcie kompromitacji wyznaczało horyzont ambicji Lewicy w tych wyborach. Z zaplecza politycznego Roberta Biedronia w ostatnich tygodniach coraz głośniej było słychać obawy, czy lider Wiosny zdoła pobić wynik Magdaleny Ogórek sprzed pięciu lat. Warto przypomnieć, że kandydatka z wynikiem niespełna 2,4 proc. głosów jest symbolem nie tylko największej dotąd porażki lewicowych formacji w wyborach głowy państwa, lecz także kluczowym elementem sekwencji wydarzeń, które doprowadziły do utraty sejmowej reprezentacji przez Sojusz Lewicy Demokratycznej.

Formacja, która w ubiegłorocznej elekcji wróciła do Sejmu jako „trzecia siła” i miała rywalizować z Koalicją Obywatelską o pozycję najważniejszej siły opozycyjnej, stoi w obliczu utraty ostatniego miejsca na podium. Ostatnie sondaże partyjne dawały jej wynik o kilka punktów słabszy niż w wyborach parlamentarnych i ustawiły w jednej lidze z PSL i Konfederacją. Szczególnie niebezpiecznym dla niej scenariuszem będą w związku z tym przedterminowe wybory, które groziłyby usankcjonowaniem nowego układu sił i – w najlepszym przypadku – poważnym uszczupleniem sejmowej reprezentacji.

Dokończona analogia z Ogórek poprowadziłaby nas jednak na manowce. Słabość kandydatury Biedronia – związana m.in. ze zużyciem się tego polityka w kampaniach przed wyborami europejskimi i parlamentarnymi, to – obok wymiany Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na bardziej umiejętnie grającego na progresywnych sentymentach Rafała Trzaskowskiego – gwóźdź do trumny Lewicy. Zasadnicze przyczyny jej słabości są jednak strukturalne.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.