Pracownicy NFZ boją się o swoją przyszłość
W Narodowym Funduszu Zdrowia zawrzało po informacjach, że również w tej instytucji można będzie szukać oszczędności. Pracownicy obawiają się, że nie będzie przy tym przestrzegany zakładowy układ zbiorowy, na czym stracą m.in. osoby w wieku okołoemerytalnym.
Możliwość redukcji w NFZ przewiduje ustawa o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych na zapewnienie płynności finansowej przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 oraz o zmianie niektórych innych ustaw (tarcza 4.0), która jeszcze w tym tygodniu może być przyjęta przez Sejm. Jej pierwotny projekt zakładał, że można redukować etaty i zmieniać zakresy umów nie tylko w administracji centralnej, ale też w całym sektorze finansów publicznych, czyli m.in. w samorządach, ZUS, NFZ, szpitalach, sądach, uczelniach publicznych. Rządowa autopoprawka ograniczyła to jednak do podmiotów wymienionych w art. 9 pkt 5–9 ustawy o finansach publicznych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 869). W konsekwencji spod kontrowersyjnych przepisów wypadły m.in. szkoły wyższe, lecznice i sądy. Wspomniany przepis wciąż obejmuje jednak m.in. NFZ, ZUS i KRUS.
Niepokoi to pracowników tych instytucji. Zbulwersowane są tym działające w ZUS związki zawodowe („Pracownicy ZUS na łasce rządzących”, DGP nr 105/2020). Nie inaczej jest w NFZ. Tym bardziej że – jak przekonuje Bronisława Czarska-Marchelewicz, przewodnicząca komisji zakładowej NSZZ „Solidarność” działającej przy NFZ – oszczędności poczynione ich kosztem byłyby mizerne, płace były bowiem zamrożone przez 10 lat. Przypomina, że fundusz na wynagrodzenia przeznacza mniej niż 1 proc. swojego budżetu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.