Protesty bez przełomu dla lewicy
Choć ciągnąca się od 2016 r. kwestia aborcji i praw kobiet mogłaby sprzyjać umacnianiu się lewicy, takiego efektu nie widać. Dlaczego?
W miniony weekend z powodu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Strajk Kobiet odwołał lub zmniejszył skalę protestów. Ale nie zakończył ich – pod koniec tygodnia możliwe jest zwołanie kolejnych wieców i manifestacji. Jak na razie skala protestów jest jednak wyraźnie mniejsza niż w październiku i listopadzie. Póki co nie widać też ich politycznego beneficjenta, choć naturalnym kandydatem wydawałyby się ugrupowania lewicowe. Dlatego postanowiliśmy sprawdzić, czy i jak sytuacja wpływa na ich polityczną pozycję.
Na potrzeby naszej analizy wybraliśmy trzy kluczowe momenty związane z dyskusją o regulacji prawa aborcyjnego i prawami kobiet. Pierwszy z nich to tzw. czarny protest z 2016 r., który był reakcją na odrzucenie przez Sejm obywatelskiego projektu liberalizującego prawo do aborcji i jednoczesne skierowanie do dalszych prac projektu, który to prawo miał zaostrzyć. Wówczas ugrupowania lewicowe szorowały po sondażowym dnie – średnie poparcie dla SLD wynosiło 4 proc., a Partii Razem 3 proc. Protesty trwały od 23 września i rozciągnęły się na pierwszą dekadę października. Nie miały jednak istotnego wpływu na notowania obu partii. Rok 2016 SLD zamknął z wynikiem 5 proc., zaś notowania Razem praktycznie nie drgnęły.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.