Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Kadencja stanu nadzwyczajnego

PiS, podobnie jak w poprzedniej kadencji, robił wszystko, by instytucje będące w opozycji do niego nie ograniczały mu swobody rządzenia
PiS, podobnie jak w poprzedniej kadencji, robił wszystko, by instytucje będące w opozycji do niego nie ograniczały mu swobody rządzeniafot. Tomasz Jastrzębowski/Reporter
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Mijająca właśnie kadencja przejdzie do historii jako coś, co ekonomista prof. Marcin Piątkowski określa mianem „wielokryzysu”. Drugie rządy PiS zaczęły się od pandemii koronawirusa, która wywołała dotkliwe skutki gospodarcze (zerwane łańcuchy dostaw, inflacja). W zeszłym roku wybuchła wojna Rosji z Ukrainą powodująca kryzys uchodźczy w Polsce

Z jednej strony wydaje się, że to koszmarne warunki do rządzenia, bo zamiast do roli kreatora politycznej agendy okoliczności sprowadzają władze do administrowania kryzysem. Z drugiej strony to niewątpliwa szansa na udowodnienie swojej skuteczności. A to tylko jedna z cech, które mogą charakteryzować mijającą kadencję PiS. Oto najważniejsze z nich:

  • Sprawczość. Ta w wykonaniu PiS ma swoje jasne i ciemne strony. Do tej pierwszej kategorii można zaliczyć szeroko zakrojoną odpowiedź fiskalną państwa na kryzys związany z COVID-19. Mowa o ponad 312 mld zł w ramach tzw. tarcz. Jedna trzecia tej kwoty trafiła do mikro, małych i średnich firm zatrudniających ponad 3,2 mln pracowników (Tarcza Finansowa PFR). PiS mógł sobie pozwolić na taką skalę interwencji, o jakiej jego poprzednicy mogli pomarzyć. Do dziś zresztą pojawiają się pytania, czy nie była ona zbyt duża – pisze o tym m.in. NIK w raportach. Korzystając z tych doświadczeń, gdy zaczęła się wojna, PiS nie wahał się wprowadzić kolejnych tarcz, już wojennych. W trosce właśnie o skuteczność zorganizował system dystrybucji węgla poprzez samorządy.

Ale są też ciemne strony sprawczości PiS. Przykład? Tak zwany legislacyjny walec w Sejmie, znany już z pierwszej kadencji. Jak podliczyła Fundacja Batorego, przyjęcie ustawy o tzw. wyborach kopertowych z 2020 r. zajęło posłom 113 minut. Z kolei w pierwszych dwóch latach tej kadencji (2019–2021) najkrócej – bo po dwie doby – posłowie pracowali nad siedmioma projektami okołocovidowymi. Osobną kategorią jest legislacja covidowa, a więc działanie w ramach specustaw (pęczniejących od kolejnych poprawek), rozporządzeń ministrów (np. ustanawiających lockdowny) i jednoosobowych decyzji premiera (np. o imporcie węgla przez państwowe spółki po nałożeniu embarga na rosyjski surowiec). Do rangi symbolu urósł pozabudżetowy Fundusz Covidowy, pod który rząd podpinał wydatki mające niewiele wspólnego ze zwalczaniem skutków pandemii (kontrolująca go niedawno NIK wymienia m.in. dodatek węglowy i elektryczny, samorządowe inwestycje w rozwój dróg czy budowę i modernizację siedzib urzędów). Przekonanie o własnej sprawczości i sile prowadziło do takich błędów jak wprowadzenie Polskiego Ładu w formie, którą potem w ramach bezprecedensowej operacji trzeba było korygować w trakcie roku podatkowego. To był jeden z tych przypadków, gdy PiS przekonał się, że sprawczość ma swoje granice. Tak samo było, gdy w 2020 r. zaczęła się pandemia i pojawiło się pytanie, co z wyborami prezydenckimi. PiS zaczął forsować nierealistyczny pomysł wyborów kopertowych, który ostatecznie został wykolejony i wybory odbyły się w normalny sposób. Inny przykład – choć Polska należała do krajów, które sprawnie zorganizowały system szczepień przeciwko COVID-19, to ostatecznie odsetek zaszczepionych był relatywnie niski. PiS zrezygnował z forsowania różnych pomysłów, które mogły go powiększyć, by nie narazić się politycznemu zapleczu i części wyborców.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.