Realizm potrzebny od zaraz
Kiedy tylko okazało się, że wizyta Karola Nawrockiego w Białym Domu jest sukcesem, Donald Tusk dał sygnał do chwalenia się jednością. Jednością rządu, opozycji oraz prezydenta wokół tego, co najważniejsze – bezpieczeństwa Polski. Szkoda, że w dniach poprzedzających wyjazd prezydenta było inaczej. Było jak zwykle.
Przedstawiciele rządu – nie mówiąc o mediach sprzyjających obecnej władzy, a już szczególnie nie mówiąc o prorządowym sektorze mediów społecznościowych – wyrażali daleko idący sceptycyzm wobec sensu wyjazdu prezydenta. Zaś na zapleczu obozu Tuska produkowano narrację na wypadek spodziewanej porażki – no, tak, bez światłego doradztwa ministra spraw zagranicznych, bez pełnoprawnego ambasadora, „tak się to musiało skończyć”.
Nie wiem, jak u państwa, ale u mnie został po tych kilku dniach podśmiewania się z Nawrockiego niesmak. Narzekamy, że w Polsce jest ciągle kampania wyborcza i nie ma warunków, by prowadzić długofalową politykę – ataki na Nawrockiego wyglądały jak element kolejnej kampanii. Narzekamy, że w fundamentalnych sprawach trudno u nas o współdziałanie – i właśnie odrzuciliśmy okazję do współdziałania. Narzekamy, że poziom politycznych działań spadł do poziomu emocjonalnego łoskotu, i proszę, MSZ przygotowuje rażąco nieprofesjonalną „rekomendację” dla prezydenta (a pałac prezydencki ją ujawnia; powinniśmy już dawno godło polskie zmienić z orła na kiść bananów). Tęsknimy do normalności, mamy polaryzację.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.