A wiecie, kto będzie winny
Wypowiedź premiera dotycząca KPO obrasta memami i złośliwościami, a przecież zawiera myśl wartą raczej przemyślenia niż potraktowania z buta. Cytuję: „Dylemat polegał właśnie na tym: albo stracimy te pieniądze, albo je możliwie szybko wydamy, tak, aby trafiły do polskich przedsiębiorców, polskich firm”.
Na dobrą sprawę nikt, kto miał kiedykolwiek do czynienia z zagranicznymi funduszami pragnącymi zmienić na lepsze życie krajowców, nie może zaprzeczyć – bywało nieraz, że we wspólnym interesie dawcy grantu i biorcy grantu było wydać. Teraz i tu. Nawet kosztem racjonalności, trudno. W końcu, czy tak bardzo racjonalne są związane z wielkimi dotacjami wydatki – te procedowane powoli, z namysłem, poddawane transparentnym ewaluacjom i algorytmowane z suwakiem logarytmicznym w ręku? Otóż, czasem tak, czasem nie.
Życie przepływów finansowych z góry na dół i z powrotem to świat stworzony sztucznie i sztuczną racjonalnością się posługujący. Właściwie nie jest pewne, że zakup złożonej maszyny do produkcji kawy mniej uchroni gospodarkę europejską od spowolnienia niż zakup toneru do drukarki. Mało tego, nie jest powiedziane, że toner pomoże, a nie zaszkodzi – w końcu, skoro jest go tyle, to pewno trzeba by naprawić za bilion w autoryzowanym serwisie drukarkę, aby móc legalnie użytkować ten cholerny toner. I drukować, aby drukować. Bo jeszcze przyjdzie kontrol unijna (a zapewne kontrol krajowa, pewno finansowana przez Unię i potrzebująca sukcesów przed ewaluacją) i zarzuci nam niegospodarność.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.