Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Polska moralność przeszła do historii

Premier Izraela Binjamin Netanjahu na własnym procesie korupcyjnym w Tel Awiwie
Premier Izraela Binjamin Netanjahu na własnym procesie korupcyjnym w Tel Awiwiefot. Menahem Kahana/AFP Pool/EPA/PAP
14 stycznia 2025
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

H ańbiącym, choć szczęśliwie głównie symbolicznym gestem wobec Binjamina Netanjahu Polska uległa nie presji, a nawet nie zapowiedzi presji. Uległa bardziej złudzeniu i przyzwyczajeniu do wykonywania gestów lojalności wobec silniejszych partnerów na arenie międzynarodowej. Lojalność przysłoniła Warszawie polityczną analizę, uczyniła nas ślepymi. Bo trzeba być ślepym, by po wydarzeniach ostatnich miesięcy sugerować to, co nasze władze – że Stany Zjednoczone i Izrael to właściwie jedno ciało polityczne. Nie jest tak za Joego Bidena i nie będzie za Donalda Trumpa.

Nie zamierzam tu rozstrzygać spraw moralnych poza zaznaczeniem na wstępie, że obecność Netanjahu w Auschwitz, miejscu refleksji i przestrogi, jest moim zdaniem niewyobrażalna i głęboko niemoralna. Nie ma również wątpliwości, że zapowiadając goszczenie polityka ściganego za zbrodnie, Polska igra swoim bezpieczeństwem. Rozmontowujemy system międzynarodowego ładu, doprowadzamy do erozji prawa międzynarodowego. To miały być bliskie nam wartości. W dobie bezprawnej agresji Rosji na Ukrainę to był nasz dyplomatyczny leitmotiv. Mówił o tym prezydent Andrzej Duda, mówił szef MSZ Radosław Sikorski.

Przy próbie rekonstrukcji wydarzeń ostatniego tygodnia przez DGP wyszedł na jaw jeszcze jeden polityczny błąd Warszawy: fatalne i anachroniczne czytanie USA. Bo decyzję podjęliśmy w końcu – tak opowiadają urzędnicy Kancelarii Prezydenta – pod presją Amerykanów. Problem w tym, że tej presji nikt nie widział, nie była ona publiczna. Nie było żadnej szerszej kampanii z USA, choć – owszem – powstało kilka artykułów i apeli. Jedyną rozsądną reakcją na nie byłoby wzruszenie ramionami. Gdyby Trumpowi zależało, wysłałby skierowane do nas ostrzeżenie wprost, publicznie. Nie doszliśmy jednak do tego etapu, bo na wyścigi próbowaliśmy przewidzieć oczekiwania prezydenta elekta i się do nich dopasować.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.